Znowu fora, na jednym z nich pojawił się problem
bezpieczeństwa danych, wynoszenia przez pracowników tajemnic i innych „wrażliwych”
danych z firmy i łapanie ich na tym, no tak naprawdę raczej próby złapania.
Jeżeli ktoś stwierdzi taki problem u siebie raczej znaczy to, że nie ma
narzędzia do szukania sprawcy, więc lepiej nie psuć atmosfery w firmie
„śledztwem” a szybko zrobić dwie rzeczy: dokonać audytu systemu przez
zewnętrzną firmę oraz sprawdzić architekturę systemu i jego funkcjonalności tak
by zmienić ja na możliwie bezpieczna.
Osobiście jestem właśnie za taką metodą czy zmianą funkcjonalności.
Tą metodą da się osiągnąć stan, w którym każdy podsystem ma szczegółowo
określone kto nim zarządza i z czym się łączy (interfejsuje). Robiąc dokładny
opis całej architektury da się (prawie zawsze) tak dobrać uprawnienia
administratorów, żeby ŻADNEJ „niebezpiecznej” operacji w systemie, jako całości
nie mogła wykonać jedna osoba.
Może się tak zdarzyć, że wymaga to pewnych zmian w sposobie
zarządzania całą siecią, ale to koszt utrzymania bezpieczeństwa informacji. W
dużym uproszczeniu, jeżeli jeden ma prawa do oprogramowania biznesowego a inny
do sprzętu to wymagane są co najmniej dwie osoby by wyprowadzić dane i zatrzeć
ślady np. w logach.
Drugi bezsens, jaki obserwuję w wielu miejscach to możliwość
raportowania ad-hoc bezpośrednio z baz danych... lepiej jednak stosować do tego
celu widoki zmaterialozwane…
Jak trafiam na podobne problemy z bezpieczeństwem u swoich
klientów to pierwsze, co sprawdzam to właśnie raporty i najczęściej widzę, że
prawie każdy może sobie raportować po całych rejestrach!
Niestety jest to wynik tego, że na etapie analizy wymagań
pozwalamy pracownikom by specyfikowali wymagania na systemy ERP, wtedy
"każdy robi wszystko i na wszelki wypadek ma prawa do wszystkiego" i
jak taka specyfikacja zostanie zrealizowana to system ma daleko do
bezpieczeństwa, dlatego jestem wrogiem specyfikowania wymagań rękami
pracowników, bo zawsze "coś ugrają dla siebie"...
Dostawca oprogramowania z reguły świadomie dopuszcza do
takich rzeczy gdyż w tym modelu pracownicy odbierają oprogramowanie, więc pilnie
strzegą "swoich uprawnień" wpisanych pierwotnie do specyfikacji a jak
ich nie odnajdą to nie podpiszą protokołu odbioru, więc dostawca robi, czego sobie
tylko zażyczą... bo wydobyć podpis po dokumentem odbioru systemu wystawić fakturę.
W moich oczach, więc największym zagrożeniem bezpieczeństwa jest sytuacja, w
której pracownicy średniego i niskiego szczebla są autorami wymagań na
oprogramowanie.
Gdybym miał coś zasugerować w kwestii opisanego na początku
problemu z wyciekiem danych to wykonanie analizy obecnej funkcjonalności
posiadanego oprogramowania, wskazanie wszystkich ryzykownych punktów i dopiero
od tego momentu szukał rozwiązania, przy czym nie szukałbym winnego, (bo to
będzie teraz trudno udowodnić i jak już wspomniano najpewniej popsuje atmosferę
w firmie) a po prostu pozatykałbym jak najszybciej wszystkie dziury.