- Zarządzanie procesami biznesowymi to tak na prawdę okresowe
robienie zdjęć lotniczych nad rzekami, skuteczne sterowanie ich
biegiem polega wyłącznie na tworzeniu właściwego środowiska a
nie tylko koryt i wałów, jak się okazuje i tak nietrwałych, nie
wytrzymują sytuacji ekstremalnych a to one budują przewagę firm
na rynku.
Niedawno (14-15 Lipca 20100) odbyła się konferencja EOIF GigaCon
2010 poświęcona systemom obiegu dokumentów. Nie jest moim celem
streszczanie tej konferencji, jednak po niej nasunęło mi się kilka
przemyśleń. Pierwsze to, czym tak na prawdę są te systemy, po
drugie, dlaczego ich wdrożenia są tak mało przewidywalne. Po kilku
rozmowach z ich użytkownikami w kuluarach można odnieść
przekonanie, że analizy wymagań są tu niepotrzebne bo w większości
przypadków to co zostaje, w efekcie wielu prób, wdrożone i
odebrane jako końcowy produkt, niewiele ma wspólnego z wynikami
pierwotnej analizy wymagań. Jednym z wielu przykładów jakie
poznałem to pewien urząd, w którym analiza przedwdrożeniowa
opisywała prawie 300 procesów, po wdrożeniu okazało się, że
jest ich 15 (!). W efekcie projekty tego typu cechują się znacznie
większym kosztem niż planowany lub nawet wstrzymaniem projektu z
powodu wyczerpania funduszy. Dlaczego tak się dzieje? Otóż
modelowanie przepływu pracy, dokumentów i procesów jest na etapie
analizy bardzo często błędnie utożsamiane z „zapisywaniem tego
co robią ludzie” co jest poważnym błędem.
(tu streszczenie, kompletny dokument PDF do pobrania, link na końcu tekstu)
Elementem tworzącym momentami nawet chaos jest moim zdaniem także
pewien bałagan pojęciowy, prelegenci (konsultanci) często bez
podawania definicji używali takich pojęć jak: zarządzanie
procesami, modelowanie procesów, mapowanie procesów, zarządzanie
przepływem pracy, zarządzanie przepływem dokumentów, reinżynieria
procesów, być może pojawiały się jeszcze inne, które mi umknęły
ale i to już daje obraz tego bałaganu. [...]
Korzyści z formalnego podejścia do modelowania
Podstawową korzyścią jest jednoznaczny model organizacji
niosący istotne informacje i oczyszczony z tak zwanych „śmieciowych
danych” czyli tego co nam powiedziano o organizacji a nie jest
istotne w kontekście projektu. Ta cecha formalnych metod modelowania
procesów pozwala po pierwsze panować nad złożonością modeli po
drugie prowadzi do ich uogólnienia. Uogólnianie na tym etapie
przynosi dużo korzyści gdyż po pierwsze modele staja się
prostsze, opisują stan faktyczny i skupiają uwagę tylko na tym co
istotne czyli na celu pracy a nie na tym jak jest w danym momencie
wykonywana, bo nie raz może ona być wykonana na wiele równoprawnych
sposobów, których dokumentowanie jest właśnie „zaśmiecaniem”
modeli.
- Zawsze istotny jest tylko produkt procesu i ewentualne
ograniczenia w jego powstaniu.
Praktyka pokazuje, że wiele map procesów zawierających dziesiątki
diagramów tak na prawdę pokazuje warianty tego samego procesu.
Bardzo często także to co jest modelowane jako jeden skomplikowany
proces to tak na prawdę kilka procesów współdzielących dane
(jest to bardzo często spotykany przypadek w audytach jakie
prowadzę). Na zakończenie przykład, który pokaże opisane
zjawiska i korzyści z formalizacji. [...]
- Konkluzja: przepływ danych nie jest tożsamy z przepływem
pracy!
Dlaczego niektóre rozwiązania sprawiają kłopoty wdrożeniowe
Jak część z Państwa zapewne wie, bo doświadczyła tego,
wdrożenie systemu workflow (używam tego pojęcia celowo zamiast
obieg dokumentów czy zarządzanie procesami dla odróżnienia i
wskazania go jako pewnej abstrakcji), przejście od map procesów z
fazy analizy wymagań do implementacji w fazie wdrożenia potrafi
sprawić wiele kłopotów. To co można bez problemu narysować nie
zawsze da się potem wdrożyć (zaimplementować w kupionym
oprogramowaniu). Dlaczego?
Po pierwsze niesformalizowane modele w zasadzie nie nadają się
implementacji w jakimkolwiek oprogramowaniu i są głównym ryzykiem
w projekcie, a po drugie na rynku można spotkać dwa rodzaje
oprogramowania: do zarządzania przepływem dokumentów i do
zarządzania przepływem pracy. Jest to ogromna różnica gdyż
większość modeli procesów opisuje przepływ pracy zaś wiele
produktów nazywanych „zarządzanie obiegiem dokumentów”
faktycznie służy do zarządzania przepływem dokumentów. W efekcie
ma miejsce próba dokonani niemożliwego. Na czym polega różnica?
Źródło kłopotów tkwi w modelu danych (modelu dziedziny) dla obu
tych rozwiązań. [...]
Dla zainteresowanych: notacja BPMN implementuje właśnie taki
model dziedziny dlatego można powiedzieć, że jeżeli podczas
analizy biznesowej modele wykonano w tej notacji z użyciem pełnej
semantyki tej notacji, to program który miał by posłużyć do
wdrożenia tych procesów MUSI na liście swoich wymagań mieć pełną
zgodność z powyższym modelem referencyjnym. Nie wolno łamać
formalizmów notacji BPMN (semantyka i syntaktyka notacji), w
przeciwnym wypadku wdrożenie procesów w formie opisanej diagramami
się nie uda![3]
Dlatego każda analiza biznesowa ukierunkowana na system obiegu
dokumentów (czyli tak na prawdę przepływu pracy) musi zawierać
etap formalizacji modeli procesów jeżeli projekt ma być
wykonywalny.
Zarządzanie procesami biznesowymi
Popularny skrót BPM (ang. Busienss Process management –
Zarządzanie Procesami Biznesowymi) budzi coraz większe moje
rozczarowanie wieloma firmami. To nowe słowo klucz (ang. buzzword)
stało się ostatnio przyprawą do wielu ofert mającą je dodatkowo
uatrakcyjnić. Tak więc czym to zarządzać? Procesem? Czy samo
narysowanie diagramu przepływu pracy cokolwiek zmieni w organizacji?
NIE, wie to każdy kto brał udział w projekcie „reinżynierii
procesów” (BPR, ang. Business Process Reengineering, praktyka
wręcz skompromitowana w latach 90-tych) wdrażał normy jakości ISO
metodą najpierw dokumentacja ISO potem jej wdrożenie (to moim
zdaniem powód kompromitacji idei wdrażania norm ISO w wielu
organizacjach).
Całe środowisko organizacji to ludzi i komunikacja między nimi.
Komunikujemy się bezpośrednio lub pośrednio za pomocą dokumentów
(maile, komunikatory, dokumenty, inne).[...] Jeżeli jakiś ciąg
zdarzeń, czynności doprowadza do powstania jakiejś treści lub
zaistnienia zdarzenia i powtarza się (lub chcemy by się powtarzał)
„ubieramy” go „nazwę” a na diagramach zaznaczamy symbolem
oznaczającym proces. Na tym właśnie polega modelowanie procesów,
które tym się różni od mapowania (rysowania), że nie jest tylko
rysowaniem a analizą i dokumentowaniem jej wyników: zobrazowaniem
tego co i po co się dzieje w organizacji.
Co to więc jest to BPM? Moim zdaniem modele procesów (mapy
procesów) to skutek, Wyjście procesu wdrażania zmian a nie jego
Wejście!. Zarządzanie procesami polega na zarządzaniu
ograniczeniami (np. poprzez tworzenie procedur, polityk
bezpieczeństwa, itp.), które w efekcie skutkują takim a nie innym
przepływem pracy.
Miałem kontakt z wieloma firmami, które dały się namówić na
projekt „Zarządzanie Procesami Biznesowymi”. Kupiły kosztowne
narzędzia do modelowania procesów, zarządzania zasobami,
monitorowania KPI (Key Performance Indicators, ang. Kluczowy miernik
efektywności), zleciły kosztowne usługi mapowania i optymalizacji
procesów. I co? I wszystko na półkę bo realne procesy dawno
„rozeszły” się z tymi w dokumentacji. Dlaczego tak się dzieje?
Bo proces to stan a nie cel zarządczy, ludzie pracują w sposób
będący wynikiem warunków pracy a nie recepty.
Woda płynie zawsze z góry i nie płynie pod górkę, wytyczenie
biegu rzeki kijem na piasku niczego nie zmieni, zbudowanie betonowej
rynny i nawet pomp (pod górkę…J)
jest nietrwałe (patrz ostatnie powodzie i wały przeciwpowodziowe).
© Jarosław Żeliński 2010, http://IT-Consulting.pl
[4]
System: Zespół elementów współdziałających (źr. Ogólna
Teoria Systemów)
Notatka: Artykuł w pełnej wersji z diagramami wysyłam na życzenie