Strategie ryn­ko­we są sil­nie zwią­za­ne z sys­te­ma­mi IT. Dlaczego? Bo te ostat­nie prze­twa­rza­ją infor­ma­cje, a one są wyko­rzy­sty­wa­ne począt­ko­wo do two­rze­nia stra­te­gii a póź­niej do śle­dze­nia czy i jak jest reali­zo­wa­na. Strategia, nazwa­na przez auto­ra poniż­sze­go cyta­tu zwie­rzem” ma tę sama cechę co opro­gra­mo­wa­nie wspo­ma­ga­ją­ce reali­za­cję tej stra­te­gii: jest nie mniej­sza niż…

Wielkie fir­my mają wiel­kie pie­nią­dze i mogą sobie pozwo­lić na ?zakup? takie­go duże­go zwie­rza. Małe fir­my na to nie stać, więc muszą się zado­wo­lić mniej­szym. Problem tyl­ko pole­ga na tym, że jest to jeden zwierz i nie ma odmian małych. Jeśli to będzie mały zwierz, to nie będzie strategią.

Powstaje pyta­nie ?Czy ten zwierz musi tak dużo kosz­to­wać??. Jak każ­dy sprze­daw­ca odpo­wiem :?To zale­ży?. W tym wypad­ku nie od wiel­ko­ści, bo stra­te­gia zawsze jest duża, ale od? no wła­śnie, od cze­go to może zale­żeć? Może od cza­su ?wynaj­mu? zwie­rza dla naszej, małej, fir­my? Ale prze­cież usta­li­li­śmy, że stra­te­gia jest dłu­go­ter­mi­no­wa, więc nie moż­na jej wyna­jąć ?na krót­ko?. (źr. Strategia dla małych (2) | Filozofia marketingu).

Polecam cały cyto­wa­ny arty­kuł. Tu nato­miast kil­ka słów o wdra­ża­niu oprogramowania.

Otóż moż­na przy­jąć dwa sce­na­riu­sze: pla­no­wa­ne zyski są zbyt małe by pla­no­wać dedy­ko­wa­ne narzę­dzia wspo­ma­ga­ją­ce reali­za­cję stra­te­gii, zyski pozwa­la­ją na sfi­nan­so­wa­nie dedy­ko­wa­ne­go narzę­dzia wspie­ra­ją­ce­go reali­zo­wa­ną stra­te­gię. Gdzie leży gra­ni­ca? W ana­li­zie ren­tow­no­ści i okre­śle­niu zaso­bów. Swego cza­su wyli­czy­łem dol­ną gra­ni­cę reali­zo­wal­no­ści pro­jek­tu wyko­na­nia dedy­ko­wa­ne­go opro­gra­mo­wa­nia, wyszło jakieś 75 tys. zł.

Jaki z tego wnio­sek? Zwierz jest jaki jest. Małe fir­my, do cza­su gdy nie prze­kro­czą pro­go­wej war­to­ści przy­cho­dów z dzia­łal­no­ści, pozwa­la­ją­cej na finan­so­wa­nie wła­snej stra­te­gii, są ska­za­ne na reali­za­cję stra­te­gii narzu­co­nej im przez oto­cze­nie ryn­ko­we. Czym ona jest? To sprze­daż tego cze­go szu­ka­ją nabyw­cy po cenach jakie narzu­ca­ją. To pew­ne uprosz­cze­nie ale moim zda­niem funk­cjo­nu­je podział na tych któ­rzy kształ­tu­ją rynek i na tych, któ­rzy są czę­ścią kształ­to­wa­ną. Nie ma w tym nic złe­go i nie jest to abso­lut­nie podział na lep­szych i gor­szych. Po pro­stu fir­my rosną­ce, zanim uro­sną, są małe. Statystyki GUS poka­zu­ją tę rota­cję, to jest rela­cję nowo powsta­ją­cych do ban­kru­tu­ją­cych. Niezależnie od war­to­ści tego para­me­tru zja­wi­sko to istnieje.

Czemu o tym piszę? Warto roz­wa­żyć kie­dy stra­te­gia fir­my wyra­sta z dostęp­ne­go na ryn­ku goto­we­go opro­gra­mo­wa­nia. Gotowe, zuni­fi­ko­wa­ne, maso­wo sprze­da­wa­ne opro­gra­mo­wa­nie, to nic inne­go jak narzę­dzie dla firm, któ­rych stra­te­gia to efekt ich pozy­cji ryn­ko­wej, kształ­to­wa­nej przez oto­cze­nie. Rozwiązania dopa­so­wy­wa­ne to pro­dukt dla firm, któ­re prze­kro­czy­ły gra­ni­ce samo­sta­no­wie­nia: dzia­ła­ją po swojemu.

Czy moż­na taniej niż te 75 tys. zł? Warto się zasta­no­wić. Patrząc po war­to­ści wyna­gro­dze­nia spe­cja­li­stów mie­siąc pra­cy dobre­go ana­li­ty­ka i pro­jek­tan­ta to ok. 15 tys. zł. Kolejny mie­siąc pra­cy zespo­łu wdro­że­nio­we­go lub pro­gra­mi­stów to np. 3 oso­by zara­bia­ją­ce po 5 – 6 tys zł/m‑c. Mamy kolej­ne 15 tys. Razem 30 tys. zł. To dość opty­mi­stycz­ne wyli­cze­nie kosz­tów nie­skom­pli­ko­wa­ne­go roz­wią­za­nia. Dalej, moż­na pla­no­wać coś małe­go” ale to raczej drob­ne dopa­so­wa­nia goto­we­go pro­duk­tu. Można coś” zro­bić siła­mi poje­dyn­czych pro­gra­mi­stów, jakieś drob­ne rze­czy, jed­nak to kosme­tycz­ne korek­ty goto­wych produktów.

Czy to dużo? Samochód oso­bo­wy, raczej nie do pra­cy a do dojaz­du do pra­cy to ok. 50 tys. zł. Ciężarówka, tokar­ka, inne, to wydat­ki znacz­nie prze­kra­cza­ją­ce 100tys. zł. Oprogramowanie wspo­ma­ga­ją­ce pra­cę całej fir­my to nie jest coś, co będzie kosz­to­wa­ło tyle to jeden kom­pu­ter biur­ko­wy. Praca ludzi o wyso­kich kwa­li­fi­ka­cjach i ryzy­ko kupu­ją­ce­go, to jest pro­jekt na co naj­mniej kwar­tał, wyli­czo­na pro­go­wa war­tość dedy­ko­wa­ne­go pro­jek­tu (wyda­je mi się, że te 75 tys. jest prze­cięt­ną dol­ną war­to­ścią) to dla małej lub śred­niej fir­my raczej budżet na opra­co­wa­nie wyma­gań, wybór i zakup pro­duk­tu gotowego.

Tak zwa­na kasto­mi­za­cja to gwóźdź do trum­ny budże­tu nie­jed­ne­go pro­jek­tu, nie da się jej (tego dopa­so­wa­nia) wyko­nać małym kosz­tem. Dlaczego? Zmiany w goto­wym, zło­żo­nym opro­gra­mo­wa­niu to pro­jekt porów­ny­wal­ny cza­sem z jego wytwo­rze­niem. Jedyne sen­sow­ne roz­wią­za­nie w przy­pad­ku mniej­szych budże­tów to wybór goto­we­go pro­duk­tu i nie rusza­nie” go, uży­wa­nie takim jakim jest. Analiza wyma­gań w takim przy­pad­ku to koszt rzę­du kil­ku­na­stu tysię­cy zło­tych a eli­mi­nu­je koszt dopa­so­wa­nia rzę­du kil­ku­dzie­się­ciu tysię­cy! Zakup goto­we­go, prze­cięt­nie zło­żo­ne­go pro­duk­tu, to kolej­ne kil­ka­na­ście tysię­cy zło­tych. Jeżeli zre­zy­gnu­je­my więc z dosto­so­wy­wa­nia” (a pozwa­la na to sku­tecz­na ana­li­za i wybór goto­we­go pro­duk­tu) to pozo­sta­je koszt insta­la­cji opro­gra­mo­wa­nia i prze­szko­le­nia użytkowników.

Jeżeli nasze moż­li­wo­ści nie pozwa­la­ją na taki wyda­tek, moż­na użyć stan­dar­do­we­go, nie­dro­gie­go opro­gra­mo­wa­nia, któ­re­go koszt to ok. kil­ka tysię­cy zło­tych. Jednak nale­ży się liczyć z tym, że to będzie zwy­kły proszek”.

A o tym co o ana­li­zach pisa­łem w 2004 roku moż­na prze­czy­tać tu: Jak spra­wić, by wdro­że­nie się uda­ło czy­li mode­lo­wa­nie orga­ni­za­cji i pro­ce­sów biznesowych

Jarosław Żeliński

BIO: Od roku 1991 roku, nieprzerwanie, realizuję projekty z zakresu analiz i projektowania systemów, dla urzędów, firm i organizacji. Od 1998 roku prowadzę także samodzielne studia i prace badawcze z obszaru analizy systemowej i modelowania (modele jako przedmiot badań: ORCID). Od 2005 roku, jako nieetatowy wykładowca akademicki, prowadzę wykłady i laboratoria (ontologie i modelowanie systemów informacyjnych, aktualnie w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania pod auspicjami Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Oświadczenia: moje badania i publikacje nie mają finansowania z zewnątrz, jako ich autor deklaruję brak konfliktu interesów.

Ten post ma 8 komentarzy

  1. Grzegorz Kantowicz

    I o to wła­śnie cho­dzi! Chociaż, w małych fir­mach ist­nie­je jesz­cze jed­no zja­wi­sko leni­stwo ludzi”. Kompromis na sty­ku – goto­we opro­gra­mo­wa­nie i wyma­ga­nia fir­my wyma­ga nie­ste­ty nagię­cia swo­ich, nie rzad­ko dobrych, przy­zwy­cza­jeń. I tu leży pies pogrze­ba­ny. Wiele ener­gii tra­cą pra­cow­ni­cy na prze­ko­na­nie zarzą­du, że to roz­wią­za­nie się nie spraw­dzi bo…” i tu lita­nia przy­czyn przy­zwy­cza­je­nio­wych”. Oczywiście, ze moż­na zaim­ple­men­to­wać nie­dro­gie opro­gra­mo­wa­nie goto­we któ­re ogól­nie pasu­je do wie­lu sfer dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej. Trzeba tyl­ko deter­mi­na­cji w zmia­nie przy­zwy­cza­jeń a efek­ty są czę­sto zaska­ku­ją­ce (oczy­wi­ście in plus). W małych o niskim budże­cie fir­mach takie kom­pro­mi­sy są i muszą być na porząd­ku dzien­nym. Jak to mówią «potrze­ba mat­ką wyna­laz­ków» rów­nież w kształ­to­wa­niu nawyków.
    Pozdrawiam

    1. Mateusz Kurleto

      Pojawiają się w tym przy­pad­ku 2 kwestie:
      – po pierw­sze prze­wa­ga kon­ku­ren­cyj­na czę­sto budu­je się z wie­lu skła­do­wych – w tym wła­śnie przy­zwy­cza­jeń pracowników
      – po dru­gie przy­zwy­cza­je­nie dru­gą natu­rą czło­wie­ka” – zmu­sze­nie ludzi do zmia­ny przy­zwy­cza­jeń może pro­wa­dzić do znacz­ne­go spad­ku efek­tyw­no­ści i zado­wo­le­nia z pra­cy, co wię­cej nie zabi­ja się kury zno­szą­cej zło­te jaj­ka; czę­sto ilu­stru­ję to przy­kła­dem stan­dar­dów w pra­cy han­dlow­ca: dobrze jest żeby był schlud­nie ele­ganc­ko ubra­ny, żeby potra­fił zain­te­re­so­wać klien­ta pro­duk­tem, zro­bił dobre wra­że­nie i miał nie­po­gnie­cio­ne wizy­tów­ki, ale jeże­li masz w zespo­le czło­wie­ka, któ­ry zamiast służ­bo­wym autem jeź­dzi na spo­tka­nia Harleyem, jeśli w ogó­le ma wizy­tów­kę to wyglą­da jak­by ją ktoś zjadł i wyką­pał w ole­ju a przy tym wyra­bia 200% tar­ge­tu” a klien­ci dekla­ru­ją dozgon­ną dla nie­go lojal­ność – nie zmu­szaj go do garnituru

    2. Hania Wesołowska

      Jeśli cho­dzi o zmia­nę przy­zwy­cza­jeń, to natu­ral­nym jest, że może poja­wić się opór pra­cow­ni­ków, co nie zna­czy, że nie wyszła­by im na dobre. Ludzie prze­cho­dząc przez pro­ces zmia­ny odczu­wa­ją i wyra­ża­ją odrzu­ce­nie, potem opór, w koń­cu prze­glą­da­ją opcje i szu­ka­ją nowych spo­so­bów reali­za­cji swo­ich zadań, żeby zaak­cep­to­wać to, co nowe. Jeśli umie­jęt­nie wes­prze się ludzi na tych eta­pach, mogą odczuć rze­czy­wi­ście korzy­ści ze zmiany.

    3. Jarek Żeliński

      Ciekawe spo­strze­że­nie i w peł­ni się z nim zga­dzam. w szcze­gól­no­ści to: Ludzie prze­cho­dząc przez pro­ces zmia­ny odczu­wa­ją i wyra­ża­ją odrzu­ce­nie, potem opór, w koń­cu prze­glą­da­ją opcje i szu­ka­ją nowych spo­so­bów reali­za­cji swo­ich zadań”. Obserwuję to za każ­dym razem jak sam doko­nu­je zmia­ny jakie­goś pro­gra­mu. Klasycznym przy­kła­dem była wymia­na CMS (obec­nie jest to WordPress jak widać :)). Oswojony ze sta­rym ale nie­do­ma­ga­ją­cym dłu­go wal­czy­łem z sobą. Jak już oka­zał się, że muszę”, Zainstalowałem nowy sys­tem, i sta­ra­łem się robić to co do tej pory, publi­ko­wać tek­sty, ale mimo że tu moż­na wię­cej tu tak­że wszyt­ko jest ina­czej”. Nie zro­bi­łem jed­nak błę­du, któ­ry robi wie­le firm: nie pozwo­li­łem sobie na rów­no­le­głą pra­ce obu wer­sji: sta­rej i nowej. Wdrażając nowe narzę­dzie pra­cy, sta­re war­to zosta­wić jako źró­dło histo­rii (prak­ty­ka czę­sto poka­zu­je, że peł­na migra­cja danych to migra­cja śmie­ci) ale sta­re nale­ży zablo­ko­wać tyl­ko do odczy­tu”. Wtedy ludzie nie tra­cą grun­tu pod noga­mi a do uży­wa­nia nowe­go” zmu­sza ich sytu­acja i naj­czę­ściej szyb­ko sobie z tym radzą.

  2. Dość cie­ka­wie przed­sta­wio­ny kon­tekst. Ja od daw­na zauwa­żam, co wię­cej podob­ne gło­sy sły­szę od kole­gów z innych branż (mar­ke­ting), że sek­tor MŚP w poszu­ki­wa­niu prze­wag kon­ku­ren­cyj­nych powo­li dora­sta do posia­da­nia wła­snej strategii.
    Moim zda­niem nie da się mówić o stra­te­gii IT, zanim nie są zbu­do­wa­ne stra­te­gie dla pozo­sta­łych obsza­rów, ponie­waż IT wciąż peł­ni rolę wspar­cia – żeby wspie­rać trze­ba wie­dzieć co i kie­dy będzie wspar­cia wyma­ga­ło. Idąc tym tokiem rozu­mo­wa­nia nale­ża­ło­by o IT roz­ma­wiać wte­dy, gdy od poten­cjal­ne­go klien­ta wyj­dzie zespół od zarzą­dza­nia stra­te­gicz­ne­go, stra­te­gii mar­ke­tin­go­wych itp.

    1. Jarek Żeliński

      i to nie da się mówić o stra­te­gii IT, zanim nie są zbu­do­wa­ne stra­te­gie dla pozo­sta­łych obsza­rów” moim zda­niem z pro­ste­go powo­du: IT to zaso­by a zaso­bu się kupu­je w jakimś celu”, ten cel więc musi być określony.…

  3. Hania Wesołowska

    Przy oka­zji tema­tu narzę­dzi wspo­ma­ga­ją­cych reali­za­cję stra­te­gii, chcia­łam zapy­tać, z jakim spo­ty­ka się Pan opro­gra­mo­wa­niem wdra­ża­nym w celu dosko­na­le­nia pro­ce­sów? Czy są to dedy­ko­wa­ne roz­wią­za­nia pozwa­la­ją­ce zbie­rać dane i ana­li­zo­wać KPI, goto­we programy/usługi do śle­dze­nia bench­mar­ków? Czy małym fir­mom nie moż­na fak­tycz­nie zaofe­ro­wać nicze­go sku­tecz­ne­go w kwe­stii reali­za­cji stra­te­gii, nawet jeśli jest nią np. dości­gnię­cie kon­ku­ren­cji (to też prze­cież jakaś stra­te­gia, choć kształ­to­wa­na przez rynek)?

    1. Jarek Żeliński

      Osobiście mam takie podej­ście (dys­ku­sja na GL)

      sko­ro fir­my wokół nas pra­cu­ją (nie­któ­re cał­kiem nie­źle) a pro­ce­sy ma opi­sa­na tyl­ko cześć z nich, to zna­czy, że da się bez posia­da­nia opi­sa­nych pro­ce­sów. Dalej: recep­cjo­nist­ka pra­cu­je bo ma na czo­le mapę swo­je­go pro­ce­su czy może dla­te­go, że ma w zakre­sie obo­wiąz­ków to, co opi­su­je to za co jej pła­cą… moim zda­niem pro­ces (jako jego prze­bieg) jest skut­kiem a nie przy­czy­ną, owszem moż­na mode­lu­jąc pro­ces stwo­rzyć hipo­te­zę, że tak się będzie dzia­ło, ale aby tak się dzia­ło” nale­ży stwo­rzyć śro­do­wi­sko czy­li zakre­sy obo­wiąz­ków, opi­sy kom­pe­ten­cji itp…

      Nie negu­ję tego, że moż­na coś wdro­żyć, ale to nie samo nary­so­wa­nie pro­ce­su czy­ni zmia­ny.… mam za sobą nie­je­den takli pro­jekt i powiem tak: meto­dy naka­zo­wo roz­dziel­cze koń­czą się na pół­ce, suk­ces takie­go wdro­że­nia (nowe­go pro­ce­su) to spoj­rze­nie jak ludzie pra­cu­ją nie mie­siąc po wdro­że­niu a rok a nawet dwa…

      KPI jak naj­bar­dziej pod warun­kiem, że są wła­ści­wie dobra­ne” (a to temat rze­ka). Co do narzę­dzi, war­to mieć coś co pozwa­la stwo­rzyć mapę” pro­ce­so­wą i zarzą­dzać nią potem na bie­żą­co. To tak­że narzu­ca opra­co­wa­nie takie­go sys­te­mu by mamy nie wyma­ga­ła aktu­ali­za­cji co tydzień bo stra­cą sens…

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.