No cóż, pozo­sta­je mi przy­znać się tak­że i do tego: wła­śnie mam za sobą umo­wę polu­bow­nie roz­wią­za­ną. Czyja wina? Biorąc pod uwa­gę, że jestem na tym ryn­ku od lat: moja wina. Zatrudniono mnie i uwie­rzy­łem w cel. Ale po kolei…

Swego cza­su w dys­ku­sji o kon­trak­to­rach jeden z dys­ku­tu­ją­cych, napisał:

Projekty reali­zo­wa­ne przez kon­tak­to­rów (nie mylić z pato­lo­gicz­nym samo­za­trud­nie­niem na śmie­cio­wych umo­wach) są z regu­ły wyż­szej jako­ści. Jest to efekt – moim zda­niem – w mniej­szym stop­niu for­my zatrud­nie­nia jako takiej, a raczej przy­ję­tej kon­wen­cji: kie­dy zatrud­nia się kogoś do roz­wią­za­nia kon­kret­ne­go pro­ble­mu, ten ktoś ma o tym poję­cie, moty­wa­cję, czas, środ­ki i brak uza­leż­nie­nia od dzie­sią­tek innych rze­czy i ludzi – to pra­cu­je bar­dziej efek­tyw­nie; jakość z tym przy­cho­dzi w pew­nych aspek­tach nie­mal z auto­ma­tu… Tyle że firm chcą­cych i potra­fią­cych zle­cać i roz­li­czać pro­jek­ty zada­nio­wo… no cóż, ze świe­cą szu­kać. (forum na temat metod zatrudniania)

Tym razem „[[Lessons Learned]]” czyli uczmy się na błędach”

Przebieg pro­jek­tu ana­li­tycz­ne­go opi­sa­no tu nie raz, przy­po­mnę więc tyl­ko klu­czo­we eta­py: zde­fi­nio­wa­nie (wska­za­nie) celu biz­ne­so­we­go, ana­li­za biz­ne­so­wa, opi­sa­nie roz­wią­za­nia (spe­cy­fi­ka­cja wyma­gań). Zamawiający ma ana­li­zę, na bazie tak wytwo­rzo­nej doku­men­ta­cji, pro­wa­dzi wybór dostaw­cy roz­wią­za­nia. Podstawowe narzę­dzie zarzą­dza­nia zakre­sem i jego wery­fi­ka­cji to tak zwa­ne śla­do­wa­nie czy­li wywo­dze­nie tre­ści kolej­ne­go eta­pu pro­jek­tu z poprzedniego.

W czym był pro­blem? Ano zgo­dzi­łem się, pod pre­sją zama­wia­ją­ce­go, na ogra­ni­cze­nie zakre­su i cza­su trwa­nia pro­jek­tu. Cel pro­jek­tu został został zade­kla­ro­wa­ny” a pro­jekt roz­po­czął się od razu od ana­li­zy biz­ne­so­wej”. Niestety cel pozo­stał tyl­ko omó­wio­ny” i zade­kla­ro­wa­ny” przed pod­pi­sa­niem umowy.

Nauczka: brak celu i jego uza­sad­nie­nia to brak począt­ku” do któ­re­go śla­du­je­my” wszyst­kie następ­ne efek­ty pra­cy. Efekt? Żaden następ­ny pro­dukt pra­cy nie pod­da­je się dowo­dze­niu” słusz­no­ści, jest więc tym samym nie­we­ry­fi­ko­wal­ny. Skoro tak, nie da się obro­nić popraw­no­ści powsta­ją­cej tre­ści, nie da się tak­że odrzu­cić” pod­rzu­ca­nych w trak­cie pomy­słów”, bo sko­ro nie moż­na dowo­dzić słusz­no­ści tre­ści powsta­ją­cej, to nie da się tak­że odrzu­cić” żad­nej tre­ści pod­rzu­ca­nej”.

Prawdziwy cel zama­wia­ją­ce­go był odkry­wa­ny w trak­cie trwa­nia pro­jek­tu: naj­pierw oka­za­ło się, że tak na praw­dę cho­dzi­ło o zatrud­nie­nie kogoś kto ma doświad­cze­nie w pre­cy­zo­wa­niu kry­te­riów wybo­ru dostaw­cy tak by osią­gnąć cel”. OK. Projekt w toku.

Udało się uza­sad­nić zatrud­nie­nie kogoś z zewnątrz, pomi­mo przy­dzie­le­nia do pro­jek­tu oso­by z dużym doświad­cze­niem w IT” (jeden z kie­row­ni­ków pro­jek­tu z dzia­łu IT). Cudzych lat pra­cy w bran­ży nigdy nie negu­ję, jed­nak sko­ro zatrud­nia się kogoś z zewnątrz i uzna­je że ma to sens, to dublo­wa­nie roli ana­li­ty­ka i nad­zo­ru” wła­snym pra­cow­ni­kiem już nie ma sen­su. Uwagi w rodza­ju ja bym to zro­bił ina­czej” są bez sen­su, bo po pierw­sze trze­ba było zro­bić same­mu”, po dru­gie uwa­gi recen­zen­ta powin­ny raczej zaczy­nać się od słów: nie praw­da jest, że … dla­cze­go…, nie rozu­mie­my stwier­dze­nia…, naszym zda­niem pomi­nię­to … model jest nie­zgod­ny z… itp. a takie uwa­gi to były rodzyn­ki w masie cało­ści (i aku­rat nie oso­ba z IT była ich autorem).

Nie będę tu opi­sy­wał szcze­gó­łów tego pro­jek­tu, waż­ne są wnio­ski a nie ta czy inna firma:

  1. pomi­nię­cie któ­re­go­kol­wiek eta­pu pro­jek­tu ana­li­tycz­ne­go, w szcze­gól­no­ści pierw­sze­go, powo­du­je, że całość sta­je się nie­we­ry­fi­ko­wal­na, ryzy­ko rośnie,
  2. ukry­cie praw­dzi­we­go celu pro­jek­tu przed ana­li­ty­kiem (jest to moż­li­we, jeże­li doj­dzie to tego co powy­żej) powo­du­je, że więk­szość jego cza­su pra­cy nie słu­ży projektowi,
  3. po zane­go­wa­niu efek­tów pra­cy ana­li­ty­ka, obro­na takie­go pro­jek­tu jest nie­moż­li­wa bo brak klu­czo­we­go narzę­dzia: śla­do­wa­nie (przy­po­mnę, że usu­nię­to pierw­szy etap – zde­fi­nio­wa­nie celu).

Co było praw­dzi­wym celem pro­jek­tu? Okazało się, że nie chce­my by prze­targ wygra­ła fir­ma XXX i jej pro­dukt”. W trak­cie pierw­szych pro­ble­mów z uzna­niem” spe­cy­fi­ka­cji wyma­gań dosta­łem listę wad posia­da­ne­go opro­gra­mo­wa­nia. Ku moje­mu zasko­cze­niu były tam nawet błę­dy rachun­ko­we (inne tu pomi­nę, choć­by nie­zgod­ność pro­gra­mu z pra­wem). Pytam: jakim cudem to zosta­ło ode­bra­ne i zapła­co­ne? Cóż…

Kilka porad dla Zamawiających (i analityków także)

Osoba z zewnątrz, zatrud­nio­na do wyko­na­nia usłu­gi (pra­cy) to naj­czę­ściej z góry zna­ny koszt i pro­dukt (zakres pra­cy, umo­wa o dzie­ło). Jest to nie raz o tyle wygod­ne, że prak­tycz­nie każ­da pra­ca reali­zo­wa­na przez wła­sne­go pra­cow­ni­ka to kon­trakt czas i mate­riał”, umo­wa o dzie­ło z oso­bą z zewnątrz (bo o tym mowa), to z góry zna­ny koszt i czas (nie licząc ryzy­ka poraż­ki pro­jek­tu jak wyżej). Zacytuje pewien bar­dzo poucza­ją­cy arty­kuł (gorą­co pole­cam cały do przeczytania):

Wynagrodzenie fre­elan­ce­ra to zwy­kle ści­śle okre­ślo­na kwo­ta za zre­ali­zo­wa­ny pro­jekt. Pracodawca nie pono­si z tego tytu­łu wydat­ków zwią­za­nych ze stwo­rze­niem eta­tu, takich jak sta­łe wyna­gro­dze­nie, obo­wiąz­ko­we świad­cze­nia, wypła­ca­nie wyna­gro­dze­nia w cza­sie urlo­pu czy prze­sto­ju w pra­cy. Nie jest też koniecz­ne prze­szko­le­nie pra­cow­ni­ka ani zapew­nie­nie mu sta­no­wi­ska i narzę­dzi pra­cy takich jak kom­pu­ter, służ­bo­wa komór­ka czy samo­chód. Wszystko to jest bowiem po stro­nie najem­ne­go pra­cow­ni­ka. Freelancer pono­si też peł­ną odpo­wie­dzial­ność za ewen­tu­al­ne naru­sze­nie praw autor­skich. Może to mieć zna­cze­nie w przy­pad­ku zle­ceń doty­czą­cych kre­owa­nia uni­kal­ne­go kon­ten­tu, two­rze­nia pro­jek­tów etc. […]

Jakie są minu­sy współ­pra­cy pro­jek­to­wej z fre­elan­ce­rem? Problemy wyni­ka­ją z regu­ły z nie­prze­my­śla­ne­go for­mu­ło­wa­nia kon­trak­tów. Jeśli nie­pre­cy­zyj­ne okre­śli­my zakres mery­to­rycz­ny i cza­so­wy obo­wiąz­ków i świad­czeń ze stro­ny fre­elan­ce­ra, może to pro­wa­dzić do kon­flik­tów i nie­po­ro­zu­mień. […] Od tego już tyl­ko krok do reali­za­cji pro­jek­tu w spo­sób nie­zgod­ny z kon­cep­cją zleceniodawcy.

Drugim czę­stym błę­dem jest brak odpo­wied­niej koor­dy­na­cji ze stro­ny fir­my. Współpraca z wol­nym strzel­cem wyma­ga bowiem wyzna­cze­nia kon­kret­nej oso­by odpo­wie­dzial­nej za kon­tak­ty z nim i kon­tro­lu­ją­cej projekt.

Decydując się na fre­elan­ce­ra powin­ni­śmy też pamię­tać, że oso­ba, z któ­rą współ­pra­cu­je­my pod­cho­dzi zada­nio­wo do pro­jek­tu i z regu­ły nie iden­ty­fi­ku­je się z fir­mą i jej kul­tu­rą orga­ni­za­cyj­ną. ( Zleć zada­nie spe­cja­li­ście ? fre­elan­cer po polsku).

Dodam tu od sie­bie: ani z kul­tu­rą orga­zni­za­cyj­ną ani w szcze­gól­no­ści z jej bra­kiem. Wytłuszczenia są moje, tak inter­pre­tu­ję przy­czy­ny opi­sa­nej tu mojej poraż­ki. To ja powi­nie­nem upil­no­wać sfor­mu­ło­wa­nie zada­nia”, kon­kret­nie nie godzić się na uprosz­cze­nie. Zlecający zaś, powi­nien pamię­tać, że oso­ba z zewnątrz nie tkwi w żad­nych wewnętrz­nych ukła­dach” i jest to ogrom­na zale­ta. Jednak, ist­nie­nie jakich­kol­wiek nie­me­ry­to­rycz­nych celów pro­jek­tu szyb­ko wycho­dzi” w toku ana­li­zy. Dlatego jed­nym z powo­dów, moim zda­niem, pro­ble­mów był dru­gi cel pro­jek­tu: wdro­żyć zama­wia­ne opro­gra­mo­wa­nie tyl­ko w jed­nym dzia­le na potrze­by jego kie­row­ni­ka, w zupeł­nym ode­rwa­niu od innych, bie­gną­cych pro­jek­tów, co jest pomy­słem prak­tycz­nie nie do obrony.

I co mamy? Skutki dla Zamawiającego:

  1. Poniesiony kosz­ty
  2. Poświęcony czas
  3. Nieuzyskanie tego co zamówiono

Czyja wina? Moja bo się pod­ją­łem dzie­ła i Zamawiającego, bo ukry­wał praw­dzi­wy cel pro­jek­tu. Za co mi zapła­co­no? Analiza biz­ne­so­wa zosta­ła wyko­na­na. Dobra umo­wa to uczci­wa umo­wa: jed­na­ko­wo chro­ni i Zamawiającego i Wykonawcę przed nie­rze­tel­no­ścią dru­giej stro­ny lub przed siłą wyższą.

Jarosław Żeliński

BIO: Od roku 1991 roku, nieprzerwanie, realizuję projekty z zakresu analiz i projektowania systemów, dla urzędów, firm i organizacji. Od 1998 roku prowadzę także samodzielne studia i prace badawcze z obszaru analizy systemowej i modelowania (modele jako przedmiot badań: ORCID). Od 2005 roku, jako nieetatowy wykładowca akademicki, prowadzę wykłady i laboratoria (ontologie i modelowanie systemów informacyjnych, aktualnie w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania pod auspicjami Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Oświadczenia: moje badania i publikacje nie mają finansowania z zewnątrz, jako ich autor deklaruję brak konfliktu interesów.

Ten post ma jeden komentarz

  1. jacek2v

    Dzięki za wpis, sza­cun”. Człowiek naj­le­piej uczy się na błędach 🙂
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.