Od cza­su do cza­su spo­ty­kam się w pro­jek­tach z taki­mi oto teza­mi, wypo­wia­da­ny­mi przez kie­row­ni­ków pro­jek­tów, głów­nych archi­tek­tów itp.:

Wiedza aka­de­mic­ka to jed­no a wie­dza prak­tycz­na to dru­gie 😉 Nie da się tego połączyć :(„

To objaw tra­ge­dii kom­pe­ten­cyj­nej… takie zda­nie może wypo­wie­dzieć tyl­ko kom­plet­ny igno­rant, któ­re­go jedy­ną kom­pe­ten­cją (bo zakła­dam, że jakąś musi mieć, sko­ro zaj­mu­je to sta­no­wi­sko) jest chy­ba peł­na lojal­ność wobec pra­co­daw­cy i sku­tecz­ne wycią­ga­nie pro­to­ko­łów odbio­ru z klien­tów (czy­taj wycią­ga­nie pie­nię­dzy), nie dam gło­wy jak z ety­ką pracy.

Co jakiś czas czy­ta­my o poraż­kach pro­jek­tów w sfe­rze publicz­nej, zapew­niam, że są one nie takim rzad­kim zja­wi­skiem w sfe­rze pry­wat­nej. Dlaczego nie czy­ta­my o tym? Bo, na szczę­ście dla firm pry­wat­nych, nie doty­czy ich usta­wa o dostę­pie do infor­ma­cji publicz­nej itp., pro­jekt naby­wa sta­tus tajem­ni­ca kor­po­ra­cji„ « i nikt nie wie poza tymi, co bra­li udział w projekcie.

Miewam kon­sul­ta­cje, kore­pe­ty­cje, coaching itp. Pytany jestem czę­sto: czy zda­rza się Panu w pro­jek­tach, że np. kie­row­nik pro­jek­tu mówi, że nie waż­na jest jakość tych pro­jek­tów tyl­ko ter­min i pro­to­kół odbio­ru, klient i tak nie potra­fi tego skon­tro­lo­wać”. Powiem tak, zda­rza mi się i wte­dy – o ile to ja nie nad­zo­ru­je pro­jekt po stro­nie kupu­ją­ce­go – odma­wiam albo rezy­gnu­je z udzia­łu w pro­jek­cie, jed­nak ja nie mam umo­wy o pra­ce i nie jestem nią szan­ta­żo­wa­ny (jej utra­tą). Prawdę mówiąc nie wiem co mam tym ludziom mówić, poza powyż­szym oczy­wi­ście, ale i tak zawsze mówię: bądź uczci­wy (co jest bar­dzo trudne).

Ale co z ta teo­rią i prak­ty­ką? To trosz­kę jak z samo­cho­dem, wie­lu ludzi nimi jeź­dzi ale nie każ­dy rozu­mie dzia­ła­nie skrzy­ni bie­gów. Wielu ludzi wyuczy­ło się przy jakiej pręd­ko­ści zmie­niać bieg na wyż­szy, kie­dy redu­ko­wać, ale już nie każ­dy wie jak się zacho­wać jadąc pod gór­kę, z gór­ki, co to jest hamo­wa­nie sil­ni­kiem i kie­dy się to robi, dla­cze­go chcąc przy­śpie­szyć wrzu­ca­my wyż­szy bieg póź­niej… aby to wie­dzieć, nale­ży rozu­mieć. Dlatego wie­lu ludzi bez pro­ble­mu jeź­dzi samo­cho­dem do pra­cy czy na wcza­sy, ale już nie tak wie­lu radzi sobie z sytu­acja­mi nietypowymi…

Owszem moż­na się wie­lu rze­czy nauczyć na pamięć i teo­ria tu nie jest potrzeb­na, ale pro­stych sytu­acji na dro­dze jest mało, owszem są to te naj­pow­szech­niej­sze ale tyl­ko te. Każdy nie­try­wial­ny przy­pa­dek wyma­ga… no cze­go? Na pamięć? Nie – zro­zu­mie­nia tego czym się zaj­mu­je­my. Człowiek ma ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści zapa­mię­ty­wa­nia, para­dok­sal­nie to, cze­go uży­wa­my rzad­ko, szyb­ko ula­tu­je z naszej gło­wy, to natu­ral­ny mecha­nizm mózgu.

Dlatego, nie­ste­ty, wie­dza teo­re­tycz­na, rozu­mie­nie, to pod­sta­wa w każ­dym nie­try­wial­nym pro­jek­cie. Nauka na pamięć to bar­dzo ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści, ruty­niar­stwo i zupeł­ny brak moż­li­wo­ści roz­wią­zy­wa­nia nowych pro­ble­mów. Zrozumienie powo­du­je, że nicze­go nie musi­my się uczyć na pamięć i radzi­my sobie w nowych sytu­acjach, tak samo jak ze skrzy­nią bie­gów: kto rozu­mie temu nie gaśnie sil­nik… kto nie rozu­mie – zawsze będzie zwy­kłym kierowcą”…

kamien przepowiada pogode

Ignorowanie wie­dzy aka­de­mic­kiej, jest przy­czy­ną więk­szo­ści pora­żek, bar­dzo wie­le pro­jek­tów IT to jak lecze­nie ludzi przez zna­cho­rów: nie ma poję­cia o ana­to­mii i wpły­wie sub­stan­cji che­micz­nych na ludzi ale z upo­rem mania­ka ser­wu­je ludziom pijaw­ki, suple­men­ty, pseu­do­le­ki, upusz­cza­nie krwi itp. wie­lu z takich zna­cho­rów do koń­ca życia uwa­ża, że aka­de­mia medycz­na szko­dzi i tych leka­rzy” nale­ży się bać…

Zacytuję: praw­dzi­wa wie­dza to zna­jo­mość przy­czyn” (Arystoteles), bez tego wie­lu PM,ów dosko­na­le ope­ru­je ryzy­ka­mi oce­nia­ny­mi z ich boga­te­go doświad­cze­nia ale nie ma bla­de­go poję­cia od cze­go one zale­żą… tak powsta­ła cała AGILE meto­dy­ka: reagu­je­my na to co zaob­ser­wu­je­my, dokład­nie tak jak góra­le pro­gno­zu­ją pogodę…

Swego cza­su pewien, jak sam o sobie mówi, bar­dzo doświad­czo­ny tester opro­gra­mo­wa­nia (czy­taj dłu­go pra­cu­je) napi­sał do mnie, że dobre testy to … i tu lita­nia metod. Doskonale rozu­miem spoj­rze­nie tego teste­ra, takie «kom­pe­ten­cje” widu­ję czę­sto. Z per­spek­ty­wy teste­ra w zasa­dzie ma on rację twier­dząc, że pod­no­sze­nie jako­ści opro­gra­mo­wa­nia to pod­no­sze­nie jako­ści testów”. Zapomniał jed­nak, że są dwa spo­so­by na pod­no­sze­nie jakości:

  1. coraz sku­tecz­niej­sze wykry­wa­nie błędów
  2. robie­nie coraz mniej­szej ilo­ści błędów

Niestety w gestii teste­ra leży wyłącz­nie to pierw­sze i tu go rozumiem.…ale dodam, że dru­gie jest znacz­nie tań­sze. Tylko do takiej decy­zji potrze­ba po pierw­sze zro­zu­mie­nia a po dru­gie spoj­rze­nia z szer­szej perspektywy.

I nie­ste­ty nie liczę na zro­zu­mie­nie u więk­szo­ści PM’ów (ich wie­dza jest czę­sto taka jak powyż­szy kamień pogo­do­wy), reali­zu­ją cele swo­je­go pra­co­daw­cy a nie cele kupu­ją­ce­go, a Ci ostat­ni albo mają kom­pe­ten­cje by nad­zo­ro­wać wła­sne pro­jek­ty albo nie…

Jarosław Żeliński

BIO: Od roku 1991 roku, nieprzerwanie, realizuję projekty z zakresu analiz i projektowania systemów, dla urzędów, firm i organizacji. Od 1998 roku prowadzę także samodzielne studia i prace badawcze z obszaru analizy systemowej i modelowania (modele jako przedmiot badań: ORCID). Od 2005 roku, jako nieetatowy wykładowca akademicki, prowadzę wykłady i laboratoria (ontologie i modelowanie systemów informacyjnych, aktualnie w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania pod auspicjami Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Oświadczenia: moje badania i publikacje nie mają finansowania z zewnątrz, jako ich autor deklaruję brak konfliktu interesów.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Daniel Bachan

    ?Wiedza aka­de­mic­ka to jed­no a wie­dza prak­tycz­na to dru­gie Nie da się tego połączyć?

    Panie Jarku,

    zga­dzam się z Panem w kwe­stii bra­ku wie­dzy teo­re­tycz­nej w pro­jek­tach infor­ma­tycz­nych. Niestety, co cięż­ko mi wytłu­ma­czyć, wie­le jest w pro­jek­tach osób, któ­re mają pod­sta­wo­we bra­ki w wiedzy. 

    Trzeba jed­nak pamię­tać, że sama zna­jo­mość dzia­ła­nia skrzy­ni bie­gów rów­nież nie uczy­ni z nas dobre­go kie­row­cy. Trzeba w prak­ty­ce poczuć dzia­ła­nie tego mecha­ni­zmu. Dlatego cytat z arty­ku­łu ja bym prze­for­mu­ło­wał na coś takiego:

    Skuteczność w pro­jek­tach to wie­dza aka­de­mic­ka potwier­dzo­na praktyką.

    pozdra­wiam ser­decz­nie i życzę wytrwa­ło­ści w wal­ce z bra­kiem jako­ści, trze­ba nam w tym zawo­dzie takich jak Pan.

    P.S. „? tak powsta­ła cała AGILE meto­dy­ka: reagu­je­my na to co zaob­ser­wu­je­my, dokład­nie tak jak góra­le pro­gno­zu­ją pogo­dę?” – tu się chy­ba AGILE nie­po­trzeb­nie oberwało.

    1. Jarek Żeliński

      Oczywiście, że sama teo­ria bez prak­ty­ki bywa rów­nie szko­dli­wa (czy­tam książ­ki pisa­ne przez aka­de­mi­ków bez prak­ty­ki…), może pew­nym pod­su­mo­wa­niem będzie: sku­tecz­ność w pro­jek­tach to wie­dza teo­re­tycz­na i prak­ty­ka” (na rów­nych pra­wach). Co do AGILE, cóż, wnio­ski nasu­wa­ją się same…

  2. Daniel Bachan

    Co do AGILE to temat na dobre piwo. Chętnie podej­mę się obrony 🙂

    1. Jarek Żeliński

      Należało by zacząć od defi­ni­cji AGILE bo ja nadal nie wiem czy to meto­da zarzą­dza­nia pro­jek­tem, meto­da ana­liz czy co… :), bo nie ist­nie­je nic, co nie ma nazwy i jej zna­cze­nia”…:), tak więc ja nicze­go nie ata­ku­je bo nie wiem co to jest :), a że wnio­ski same się wycią­ga­ją” więc chęt­nie poznam obro­nę” 🙂

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.