Wprowadzenie

W deba­cie publicz­nej czę­sto poru­sza­ny jest temat pry­wa­ty­za­cji, jej zasad­no­ści i uzy­ska­nych efek­tów. Zwolennicy twier­dzą, że pry­wa­ty­za­cja skut­ku­je lep­szym zarzą­dza­niem, prze­ciw­ni­cy pod­no­szą że mak­sy­ma­li­za­cja zysku skut­ku­je wzro­stem cen usług publicz­nych. Fakty są takie, że pry­wa­ty­za­cja usług publicz­nych nigdy nie spo­wo­do­wa­ła spad­ku ich cen, a z cza­sem noto­wa­ny jest nie raz ich znacz­ny wzrost. Uważam tak­że, że pew­ne usłu­gi publicz­ne są z zasa­dy mono­po­lem, a mono­po­li nie nale­ży odda­wać w ręce pry­wat­nych pod­mio­tów z uwa­gi na ich cel: mak­sy­ma­li­za­cja zysków a nie mak­sy­ma­li­za­cja uży­tecz­no­ści. Artykuł zawie­ra krót­ką ana­li­zę sytu­acji i pró­bę stwo­rze­nia mode­lu pozwa­la­ją­ce­go na wyja­śnie­nie obec­nej sytu­acji jaką jest wzrost cen usług publicz­nych i spa­dek ich jakości.

Stan debaty publicznej

Jeśli nie pry­wa­ty­za­cja i uryn­ko­wie­nie usług publicz­nych, to co?” Pod takim tytu­łem uka­zał się rok temu arty­kuł, któ­re­go auto­rem jest Pan dr Dawid Sześciło ? pra­cow­nik nauko­wy Zakładu Nauki Administracji, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Od pew­ne­go cza­su pla­nu­je arty­kuł na ana­lo­gicz­ny temat ale ze swo­jej, ana­li­tycz­nej 😉 per­spek­ty­wy, bodź­cem do jego napi­sa­nia jest obec­na kam­pa­nia wybor­cza a kon­kret­nie nawo­ły­wa­nia ugru­po­wać libe­ral­nych, któ­re nie­ste­ty w moich oczach pre­zen­tu­ją wyłącz­nie dogmatyzm.

O skut­kach ubocz­nych pry­wa­ty­za­cji waż­nych obsza­rów lokal­nych usług publicz­nych wie­my już bar­dzo dużo. Powierzając pry­wat­ne­mu ope­ra­to­ro­wi zarzą­dza­nie samo­rzą­do­wą szko­łą, wodo­cią­ga­mi czy szpi­ta­lem, ryzy­ku­je­my ogra­ni­cze­nie dostęp­no­ści usług, wzrost kosz­tów i spa­dek jako­ści. Wszystko zale­ży oczy­wi­ście od kon­kret­ne­go przy­pad­ku, ale upadł już that­che­row­ski mit ?the­re is no alter­na­ti­ve? ? pole­ga­ją­cy na prze­ko­na­niu, że od kon­trak­to­wa­nia i pry­wa­ty­za­cji nie wymy­ślo­no nic lep­sze­go. Okazuje się, że nie ma mode­li usług publicz­nych a prio­ri lep­szych ani gor­szych, a lokal­ne wła­dze mają przede wszyst­kim dążyć do zapew­nie­nia miesz­kań­com rów­ne­go dostę­pu do wyso­kiej jako­ści tych usług. Nie muszą do tego zatrud­niać pry­wat­nych firm.[…]

W Paryżu już w pierw­szym roku po remu­ni­cy­pa­li­za­cji zaopa­trze­nia w wodę mia­sto zaosz­czę­dzi­ło ponad 30 milio­nów euro, będąc jed­no­cze­śnie w sta­nie zre­du­ko­wać opła­ty za wodę o 8 proc. W ślad za nim ponad czter­dzie­ści innych gmin we Francji zde­cy­do­wa­ło się nie prze­dłu­żać umów zawar­tych z pry­wat­ny­mi ope­ra­to­ra­mi sie­ci wodo­cią­go­wej. Wiele fran­cu­skich miast zaczę­ło się tak­że wyco­fy­wać z umów, na pod­sta­wie któ­rych pry­wat­ni prze­woź­ni­cy obsłu­gi­wa­li miej­skie linie auto­bu­so­we. (źr: )

Bardzo czę­sto sły­szę gło­sy o auto­re­gu­la­cji ryn­ku, ryn­ko­wych cenach, i o tym że kon­ku­ren­cja na ryn­ku powo­du­je, że rośnie jakość usług i male­je ich cena. Niestety fak­ty nie potwier­dza­ją tych libe­ral­nych teorii:

Nic nie prze­ma­wia za ist­nie­niem nie­wi­dzial­nej ręki ryn­ku ? to chy­ba jed­na z naj­le­piej strze­żo­nych tajem­nic eko­no­mii. Po ponad 100 latach badań, któ­re mia­ły­by udo­wod­nić jej dzia­ła­nie, w latach 70. ubie­głe­go wie­ku teo­re­ty­cy eko­no­mii osta­tecz­nie stwier­dzi­li, że nie ma powo­dów uwa­żać, iż ryn­ki są pod wpły­wem nie­wi­dzial­nej ręki, któ­ra pro­wa­dzi je do sta­nu opty­mal­nej rów­no­wa­gi, czy też rów­no­wa­gi w ogó­le. Przekaz ten jakoś nigdy nie prze­bił się jed­nak do świa­do­mo­ści ich kole­gów prak­ty­ków, któ­rzy z wiel­kim zaan­ga­żo­wa­niem udzie­la­ją rad nie­mal na każ­dy temat. Większość z nich nigdy nawet nie sły­sza­ła o wnio­skach teo­re­ty­ków albo też cał­ko­wi­cie je igno­ro­wa­ła. (źr. Niewidzialna ręka ryn­ku nie ist­nie­je – HBR)

Praktyka potwier­dza, że fir­my na ryn­ku z zasa­dy mak­sy­ma­li­zu­ją zyski, jeże­li jest to mono­pol, nie ma on w tej mak­sy­ma­li­za­cji żad­nych ogra­ni­czeń poza siłą nabyw­czą i regu­la­cja­mi Państwa. Jeżeli tych ostat­nich nie ma lub są zbyt sła­be, górę bie­rze mak­sy­ma­li­za­cja zysków i rynek spe­ku­la­cyj­ny na giełdach:

Wzrost cen ener­gii na Towarowej Giełdzie Energii trwa od jesie­ni zeszłe­go roku, a w ostat­nim cza­sie znacz­nie przy­spie­szył. To szko­dzi pol­skie­mu prze­my­sło­wi, a nie­któ­re orga­ni­za­cje z bran­ży ener­ge­tycz­nej nawet podej­rze­wa­ją mani­pu­la­cję. Jak pisze Puls Biznesu”, pol­skie Towarzystwo Obrotu Energią, któ­re zrze­sza fir­my han­dlu­ją­ce ener­gią, roz­wa­ża powia­do­mie­nie władz o podej­rza­nych trans­ak­cjach na ryn­ku ter­mi­no­wym Towarowej Giełdy Energii (TGE). Montel, spe­cja­li­stycz­na agen­cja moni­to­ru­ją­ca ryn­ki ener­gii, infor­mu­je nawet, że do Urzędu Regulacji Energetyki (URE) wpły­nę­ły już dwa zawia­do­mie­nia doty­czą­ce podej­rza­nych trans­ak­cji. (źr.: Ostry wzrost cen ener­gii elek­trycz­nej. Branża szu­ka przy­czyn)

W naszym kraju:

? Rząd oso­bli­wie trak­tu­je tzw. mono­po­le natu­ral­ne. W Europie jeśli już sprze­da­je się jakieś mono­po­le natu­ral­ne, to fir­mom z bran­ży, inte­re­sy Państwa zabez­pie­cza­jąc usta­wa­mi. W Polsce zaś sprze­da­je się fun­du­szom inwe­sty­cyj­nym, co nie two­rzy żad­nej war­to­ści doda­nej dla dobra publicz­ne­go, za to pozwa­la spe­ku­lan­tom zara­biać miliar­dy ? powie­dział Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP, pod­czas kon­fe­ren­cji, na któ­rej zapre­zen­to­wa­no Raport nt. cyfry­za­cji tele­wi­zji naziem­nej w Polsce. (Źródło: Koszty cyfry­za­cji tele­wi­zji zawy­żo­ne o 477 milio­nów zło­tych. Rząd umoż­li­wia mono­pol, a miliar­dy zysku pły­ną za gra­ni­cę – WEI)

Czytamy dalej:

? Monopolizacja sta­no­wi jed­no z naj­więk­szych zagro­żeń dla abso­lut­nie każ­dej z gałę­zi gospo­dar­ki. Jest tak, ponie­waż z cał­ko­wi­tej domi­na­cji mono­po­li­sty na ryn­ku wyni­ka cha­rak­te­ry­stycz­ny rodzaj ren­ty w posta­ci ocze­ki­wa­nia wyż­sze­go zysku. Brak pre­sji kon­ku­ren­cyj­nej, przy zało­że­niu, że dzia­ła­nia dane­go pod­mio­tu nie są szcze­gól­nie regu­lo­wa­ne, powo­du­je o wie­le więk­szą swo­bo­dę kształ­to­wa­nia np. poli­ty­ki ceno­wej, niż w zwy­czaj­nych warun­kach gospo­dar­ki ryn­ko­wej. W oma­wia­nym na łamach rapor­tu przy­pad­ku, pro­ces mono­po­li­za­cji ryn­ku radio­dy­fu­zji w Polsce prze­bie­gał rów­no­le­gle z ogrom­nym przed­się­wzię­ciem tech­no­lo­gicz­nym jakim była cyfry­za­cja tele­wi­zji naziem­nej i w dużym stop­niu wyni­kał z roz­strzy­gnięć i oko­licz­no­ści postę­po­wań o udzie­le­nie zamó­wień publicz­nych na ope­ra­to­rów tech­nicz­nych poszcze­gól­nych mul­ti­plek­sów ? mówił Jakub Bińkowski, Analityk ZPP. (Źródło: Koszty cyfry­za­cji tele­wi­zji zawy­żo­ne o 477 milio­nów zło­tych. Rząd umoż­li­wia mono­pol, a miliar­dy zysku pły­ną za gra­ni­cę – WEI)

Tak więc, z per­spek­ty­wy Państwa czy­li inte­re­su oby­wa­te­li, pry­wa­ty­za­cja i uryn­ko­wie­nie usług publicz­nych, jest naj­gor­szym roz­wią­za­niem, gdyż – wbrew temu co mówią zwo­len­ni­cy libe­ra­li­za­cji ryn­ku – zamiast popra­wy i jako­ści i dostęp­no­ści docho­dzi do wyko­rzy­sta­nia mono­po­lu: rosną ceny a jakość nie rośnie, bywa że się pogarsza.

Analiza systemowa jako metoda

Co do zasa­dy sto­su­je meto­dą badaw­czą opar­tą na budo­wa­niu prze­strze­ni pojęć dla bada­nej dzie­dzi­ny i model zja­wi­ska analizowanego.

Kluczowe pojęcia

Państwo jest defi­nio­wa­ne jako zor­ga­ni­zo­wa­na poli­tycz­nie spo­łecz­ność zamiesz­ku­ją­ca okre­ślo­ne tery­to­rium, mają­ca swój rząd i swo­je pra­wa („Państwo to My). Innymi sło­wy, z per­spek­ty­wy pra­wa, Państwo to obszar na jakim obo­wią­zu­je okre­ślo­ne pra­wo (pra­wo: ogół prze­pi­sów i norm praw­nych regu­lu­ją­cych sto­sun­ki mię­dzy ludź­mi danej spo­łecz­no­ści, spo­łecz­ność: ludzie miesz­ka­ją­cy na jakimś terenie).

Jednym z ele­men­tów dzia­łal­no­ści Państwa są Usługi publicz­ne. Czym są? Słownik języ­ka polskiego:

usłu­ga ?pomoc oka­za­na komuś?
publicz­ny ?doty­czą­cy całe­go spo­łe­czeń­stwa lub jakiejś zbiorowości?

Tak wiec moż­na przy­jąć, że

Usługi publicz­ne ? usłu­gi świad­czo­ne przez admi­ni­stra­cję publicz­ną oby­wa­te­lom bez­po­śred­nio (w ramach sek­to­ra publicz­ne­go) lub poprzez finan­so­wa­nie pod­mio­tów pry­wat­nych zapew­nia­ją­cych daną usłu­gę. Termin ten wią­że się z poję­ciem, wyra­ża­nej w demo­kra­tycz­nych wybo­rach zgo­dy spo­łecz­nej, któ­ra prze­wi­du­je, że pew­ne usłu­gi przy­słu­gu­ją wszyst­kim bez wzglę­du na dochód.

Dobra publicz­ne ? dobra, cha­rak­te­ry­zu­ją­ce się tym, że nie ma moż­li­wo­ści wyłą­cze­nia ich z kon­sump­cji oraz jed­no­cze­śnie nie są kon­ku­ren­cyj­ne w kon­sump­cji. Pierwszy waru­nek w defi­ni­cji dobra publicz­ne­go ozna­cza, że dostaw­ca dobra nie może legal­nie zapo­biec uży­wa­niu dobra przez innych. Drugi waru­nek ozna­cza, że kon­sump­cja dobra przez jed­ną oso­bę, nie pozba­wia innych osób moż­li­wo­ści kon­sump­cji tego same­go dobra, a zatem bez żad­nych kon­se­kwen­cji dobro może być kon­su­mo­wa­ne przez wie­le osób jednocześnie.

Dodajmy, że demo­kra­tycz­ne pań­stwo praw­ne to tak zwa­na umo­wa spo­łecz­na”. Ta defi­ni­cja pań­stwa zakła­da, że pań­stwo jest rezul­ta­tem umo­wy (Prawo) pomię­dzy człon­ka­mi spo­łe­czeń­stwa. Twórcą tej kon­cep­cji był Thomas Hobbes, a wybit­nym przed­sta­wi­cie­lem m.in. Jean-Jacques Rousseau.

Co mamy czy­li Konstytucja RP mówi:

Rozdział I
RZECZPOSPOLITA

Art. 1.

Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspól­nym wszyst­kich obywateli.

Art. 2.

Rzeczpospolita Polska jest demo­kra­tycz­nym pań­stwem praw­nym, urze­czy­wist­nia­ją­cym zasa­dy spra­wie­dli­wo­ści społecznej.

Tak więc może­my uznać, że Państwo (nasze i nie tyl­ko zresz­tą) to umo­wa spo­łecz­na: Prawo dane­go kra­ju, któ­rej celem jest spra­wie­dli­wość spo­łecz­na. Dla porząd­ku definicja:

Sprawiedliwość spo­łecz­na może być poj­mo­wa­na jako cecha ustro­ju poli­tycz­ne­go i porząd­ku praw­ne­go, cha­rak­te­ry­zu­ją­ca się zobiek­ty­wi­zo­wa­ny­mi i jed­na­ko­wy­mi dla wszyst­kich oby­wa­te­li i grup spo­łecz­nych kry­te­ria­mi oce­ny praw i obo­wiąz­ków, zasług i win, wyma­ga­niem bez­stron­no­ści w funk­cjo­no­wa­niu orga­nów pań­stwo­wych, admi­ni­stra­cyj­nych, rzą­do­wych, pro­ku­ra­tor­skich i służb porząd­ko­wych.  [3]

Skoro Państwo to umo­wa spo­łecz­na gwa­ran­tu­ją­ca (jest to jej celem mię­dzy inny­mi) spra­wie­dli­wość spo­łecz­ną, to zna­czy, że liczą się jed­na­ko­wo wszy­scy oby­wa­te­le, a celem Państwa jest dobro wszyst­kich oby­wa­te­li. Tu zaczy­na nam być potrzeb­ne opi­sa­ne wyżej poję­cie usług publicz­nych. Ich celem jest zabez­pie­cze­nie, na rów­nych pra­wach, dostę­pu do okre­ślo­nych usług, np. taki jak trans­port publicz­ny, kana­li­za­cja, wodo­cią­gi itp. ale tak­że edukacja.

Usługi te mają jesz­cze inne cele, sys­te­mo­we z per­spek­ty­wy Państwa jako bytu eko­no­micz­ne­go: uczy­nić życie w trud­nych” regio­nach takim, by zamiesz­ki­wa­nie w tych regio­nach było wygod­ne”, na tyle by zasie­dla­nie tych regio­nów było atrak­cyj­ne (lub by zatrzy­mać migro­wa­nie z tych regio­nów), by regio­ny te nie były wyklu­cza­ne z sys­te­mu. To dla­te­go trans­port publicz­ny ma być dostęp­ny a nie lokal­nie ren­tow­ny”.

Kluczowym eta­pem ana­li­zy sys­te­mo­wej jest zde­fi­nio­wa­nie sys­te­mu. Polega to na okre­śle­niu gra­ni­cy sys­te­mu, jego ele­men­tów i ich oddzia­ły­wa­nia. Pisałem już o sys­te­mo­wym podej­ściu do ana­li­zy opi­su­jąc przy­pa­dek linii kolejowej:

Wyznaczenie gra­ni­cy (pod)systemu to rola ana­li­ty­ka i archi­tek­ta sys­te­mów. Szkoda, że tak rzad­ko się korzy­sta z tej spe­cjal­no­ści. Być może nie zli­kwi­do­wa­no by tak wie­lu lokal­nych połą­czeń kole­jo­wych uzna­jąc, że sta­no­wią one razem sys­tem a w poje­dyn­kę są nie­sa­mo­dziel­ne. Pewnie uzna­nie, że nie sam Zakład Komunikacji Miejskiej a wła­śnie mia­sto i jego infra­struk­tu­ra razem sta­no­wi sys­tem, któ­ry nale­ży oce­niać i roz­wi­jać. ?Darmowe auto­bu­sy mają pomóc odkor­ko­wać Bełchatów? czy­li może jed­nak łączy­my jakimś związ­kiem w jeden sys­tem dostęp­ność komu­ni­ka­cji miej­skiej, licz­bę pry­wat­nych samo­cho­dów oso­bo­wych, kosz­ty zanie­czysz­cze­nia atmos­fe­ry, koszt budo­wy par­kin­gów i posze­rza­nia ulic.Tak więc pole­cam by za każ­dym razem odpo­wied­nią ilość cza­su poświę­cić na ana­li­zę gra­nic bada­ne­go sys­te­mu? (Źródło: Systemowo o ren­tow­no­ści czy­li wła­ści­we gra­ni­ce sys­te­mu | Jarosław Żeliński IT-Consulting)

Państwo jako system

Powyższe to pewien zbiór fak­tów jakie moż­na zaob­ser­wo­wać oraz klu­czo­we poję­cia słu­żą­ce nam do ich opi­su. Można to przed­sta­wić schematycznie:

Powyższy dia­gram to pro­sta, kon­tek­sto­wa, wer­sja zobra­zo­wa­nia Państwa jako sys­te­mu: na obsza­rze Państwa obo­wią­zu­je Prawo, Obywatele mają dostęp do usług na wol­nym ryn­ku, a wybra­ne usłu­gi – usłu­gi publicz­ne – są z zasa­dy wyłą­czo­ne z kon­ku­ren­cji o zyski, są Państwowe.

Teza: Państwo z zasa­dy nie powin­no być pod­mio­tem ryn­ko­wym z uwa­gi na swą uprzy­wi­le­jo­wa­ną pozy­cję mono­po­li­sty i prawodawcy. 

Co nie zmie­nia tego, że jed­no­li­te­mu Prawu pod­le­ga tu wszyst­ko. Z usług publicz­nych (głow­nie dostęp do infra­struk­tu­ry) korzy­sta­ją tak­że ryn­ko­wi usłu­go­daw­cy usług o war­to­ści doda­nej, bo ta jest ich rola: two­rze­nie war­to­ści doda­nej w sto­sun­ku do pro­stych, świad­czo­nych na mini­mal­nym pozio­mie jako­ści, usług publicz­nych (pod­sta­wo­wych).

Usługi publicz­ne speł­nia­ją pew­ne okre­ślo­ne i waż­ne role w Państwie o gospo­dar­ce rynkowej:

  1. wyłą­cza­ją z wol­ne­go ryn­ku (ten jest nasta­wio­ny na zyski) pewien pakiet usług pod­sta­wo­wych dla oby­wa­te­li (patrz wyżej: pew­ne usłu­gi przy­słu­gu­ją wszyst­kim bez wzglę­du na dochód),
  2. dają Państwu nie­za­leż­ność w utrzy­ma­niu cią­gło­ści dzia­ła­nia (w prze­ci­wień­stwie do pod­mio­tów ryn­ko­wych, Państwo nie może upaść, pew­ne okre­ślo­ne usłu­gi powin­no świad­czyć sobie samodzielnie),
  3. sta­no­wi swo­isty regu­la­tor cen ryn­ko­wych prze­ciw­dzia­ła­ją­cy ich nad­mier­ne­mu spe­ku­la­cyj­ne­mu wzro­sto­wi: dają punkt odnie­sie­nia w posta­ci naj­prost­szej usłu­gi i jej ceny.

Punkt pierw­szy nie wyma­ga chy­ba komen­ta­rza. Punkt dru­gi to pew­na kon­ty­nu­acja punk­tu pierw­sze­go: infra­struk­tu­ra i okre­ślo­ne pod­sta­wo­we usłu­gi reali­zo­wa­ne z jej pomo­cą, nie powin­ny być w rękach pry­wat­nych pomio­tów. Państwo powin­no być samo­dziel­ne w sfe­rze pew­nych pod­sta­wo­wych funk­cji. Pewne okre­ślo­ne usłu­gi powin­ny być wła­sno­ścią Państwa takie jak komu­ni­ka­cja w okre­ślo­nym zakre­sie (szcze­gól­nie ta nie­jaw­na) czy trans­port. Obecnie mamy sytu­ację, w któ­rej pro­blem jed­nej z pry­wat­nych firm tele­ko­mu­ni­ka­cyj­nych może pozba­wić Państwo i jej agen­dy komunikacji.

Trzeci punkt ma nie­co inny cha­rak­ter. Podam pro­sty przy­kład: pań­stwo­wy bar mlecz­ny to bistro nie­na­sta­wio­ne na zyski, więc ceny tam sta­no­wią swo­isty punkt odnie­sie­nia dla oby­wa­te­li. Komunikacja publicz­na peł­ni podob­ną rolę. Prywatna fir­ma (nie spół­ka publicz­na) nie publi­ku­je danych finan­so­wych, szcze­gól­nie kosz­tów. Ocena tego czy np. cena za fili­żan­kę kawy na pozio­mie 10 zł to dużo czy mało, pozwa­la­ją­ca oce­nić rela­cję ceny do jako­ści każ­de­mu nabyw­cy, oce­na taka jest nie­moż­li­wa, jeże­li nie zna­my cze­goś co nazwę ceną bazo­wą, czy­li kosz­tem fili­żan­ki kawy o stan­dar­do­wej jako­ści. Jeżeli praw­dą było by, że fili­żan­kę (kubek) kawy moż­na kupić w pań­stwo­wym bistro (któ­re­go celem jest wyłącz­nie pokry­cie kosz­tów a nie zysk) za 3 zł, to kawa za 10 zł w kawiar­ni obok, albo jest na tyle lep­sza że war­to za nią zapła­cić owe 10 zł, albo nie war­to tyle pła­cić bo cena jest zawy­żo­na. Zresztą gdy­by fak­tycz­nie nie była aż tak dobra, to nie kosz­to­wa­ła­by w tych warun­kach 10 zł a mniej.

Podsumowanie

Usługi publicz­ne na co dzień dawa­ły­by rów­ny dostęp wszyst­kim oby­wa­te­lom do pew­nej puli usług pod­sta­wo­wych (tak­że np. do ogrze­wa­nia i bie­żą­cej wody), speł­nia­ją (speł­nia­ły­by) rolę regu­la­to­ra ryn­ku prze­ciw­dzia­ła­ją­ce­go spe­ku­la­cyj­ne­mu wzro­sto­wi cen z powo­du ist­nie­nia mono­po­li lub quasi mono­po­li. Zmowy ryn­ko­we np. kawiar­ni sie­cio­wych, są bar­dzo trud­ne do udo­wod­nie­nia, ale otwar­cie pań­stwo­we­go bistro przy ruchli­wej uli­cy po pierw­sze uła­twi życie ubo­gim, po dru­gie zła­mie mono­po­le i w zasa­dzie unie­moż­li­wi zmo­wy cenowe.

W ramach dys­ku­sji przy­to­czę cie­ka­wą opi­nię, nie jedy­ną zresz­tą o podob­nym charakterze:

- To nie robo­ty przy­nio­są zagła­dę ludz­ko­ści, a nasza chci­wość i ego­izm. Rozwój tech­no­lo­gii zwięk­szy nie­rów­no­ści spo­łecz­ne, jeśli ich wła­ści­cie­le nie zgo­dzą się na spra­wie­dli­wy podział dóbr – prze­strze­ga Stephen Hawking. (źr. Źródło: Hawking: nie robo­ty, a kapi­ta­lizm zagra­ża­ją ludz­ko­ści | Lifestyle) 

Zainteresowanym poję­ciem umo­wy spo­łecz­nej pole­cam cie­ka­we opra­co­wa­nie: :01_Barbara_Anna_Jelonek.

Cytowania na ResearchGate​.net : DOI: 10.13140/RG.2.2.36050.20163

Jarosław Żeliński

BIO: Od roku 1991 roku, nieprzerwanie, realizuję projekty z zakresu analiz i projektowania systemów, dla urzędów, firm i organizacji. Od 1998 roku prowadzę także samodzielne studia i prace badawcze z obszaru analizy systemowej i modelowania (modele jako przedmiot badań: ORCID). Od 2005 roku, jako nieetatowy wykładowca akademicki, prowadzę wykłady i laboratoria (ontologie i modelowanie systemów informacyjnych, aktualnie w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania pod auspicjami Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Oświadczenia: moje badania i publikacje nie mają finansowania z zewnątrz, jako ich autor deklaruję brak konfliktu interesów.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.