Ochrona oprogramowania a prawo autorskie – wartości intelektualne w umowach

Wstęp

W lutym 2017 r. opi­sy­wa­łem praw­ne aspek­ty poję­cia przed­miot zamó­wie­nia” w sfe­rze inży­nie­rii opro­gra­mo­wa­nia. Niedawno uka­zał się w pra­sie arty­kuł o domnie­ma­nym pla­no­wa­niu wywłasz­cze­nia programistów:

Sejm jest o włos od znie­sie­nia mecha­ni­zmu ochro­ny autor­skiej twór­ców apli­ka­cji. Na razie tych, któ­rzy infor­ma­ty­zo­wa­li sądy, pro­ku­ra­tu­ry i komor­ni­ków. 1

Wywołał on spo­rą burzę w bran­ży IT, nie­ste­ty więk­szość publi­ko­wa­nych w mediach wypo­wie­dzi jest bar­dzo powierz­chow­na a nie­ste­ty bar­dzo czę­sto wręcz fał­szy­wa. Do tego nakła­da­ją się wypo­wie­dzi lob­by­stów z bran­ży IT, nie­jed­no­krot­nie prze­mil­cza­ją­ce pew­ne fak­ty a nie raz sta­wia­ją­ce wręcz nie­praw­dzi­we tezy. Otóż, o czym nie raz pisa­łem, stale …

W prze­strze­ni publicz­nej toczą się spo­ry co do tego ?czym jest opro­gra­mo­wa­nie?, jed­nak moim zda­niem, więk­szość tych spo­rów ma swo­je źró­dła w nie­zro­zu­mie­niu spe­cy­fi­ki tech­no­lo­gii infor­ma­tycz­nych i same­go pra­wa, część jest skut­kiem celo­we­go lub nie, mata­cze­nia w samych umo­wach. Ustawodawca, moim zda­niem bar­dzo słusz­nie, zakwa­li­fi­ko­wał opro­gra­mo­wa­nie do utwo­rów lite­rac­kich, gdyż w swej isto­cie jest ono zawsze zapi­sem ana­lo­gicz­nym do tek­stu. Osobną kwe­stią jest treść tkwią­ca w takim utwo­rze (o czym on jest), co podob­nie jak w przy­pad­ku lite­rac­kich tek­stów, może mieć ale nie musi, zna­cze­nie. Tekst Kodu pro­gra­mu zin­ter­pre­to­wa­na przez odpo­wied­nią maszy­nę, potocz­nie zwa­ną kom­pu­te­rem, decy­du­je o tym ?czym dany kom­pu­ter jest?. Raz jest pro­gra­ma­to­rem pral­ki a raz edy­to­rem tek­stu czy grą inte­rak­tyw­ną. Oprogramowanie czę­sto cechu­je się okre­ślo­nym ?mecha­ni­zmem dzia­ła­nia?. W lite­ra­tu­rze z obsza­ru tech­nik kom­pu­te­ro­wych i filo­zo­fii, bar­dzo czę­sto moż­na spo­tkać teo­rię mówią­cą, że ?kom­pu­ter to uni­wer­sal­ny mecha­nizm?. Innymi sło­wy kom­pu­ter może być ?czym­kol­wiek?, decy­du­je o tym ?pro­gram kom­pu­te­ro­wy?. 2

Jeżeli nało­ży­my na to fakt, że zama­wia­ją­cy w więk­szo­ści nie zna­ją i nie rozu­mie­ją praw­nych aspek­tów ochro­ny war­to­ści inte­lek­tu­al­nych, to mamy do czy­nie­nia z obec­nym ogrom­nym bała­ga­nem, nie tyl­ko w admi­ni­stra­cji publicz­nej, ale i z tym jakie i kto ma pra­wa do wyko­rzy­sty­wa­ne­go opro­gra­mo­wa­nia. Niestety prze­wa­ga mery­to­rycz­na jaką ma bran­ża IT nad swo­imi klien­ta­mi pozwa­la na wie­le nad­użyć, szcze­gól­nie w sfe­rze zawłasz­cza­nia know-how przez twór­ców oprogramowania.

Wartości intelektualne w umowach

Dzisiaj opi­szę kwe­stie praw­no-autor­skie wła­śnie z per­spek­ty­wy war­to­ści inte­lek­tu­al­nych w umo­wach. Kluczem jest upo­rząd­ko­wa­nie pojęć wyko­rzy­sty­wa­nych w umo­wach i ustawach.

Poniższy dia­gram to model poję­cio­wy wyko­na­ny w nota­cji SBVR (dia­gram fak­tów) 3:

Model poję­cio­wy dla praw autor­skich i wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej (opr. Jarosław Żeliński)

Opiszę treść dia­gra­mu. Poszczególne poję­cia zosta­ły zobra­zo­wa­ne jako pro­sto­ką­ty. Linie mię­dzy nimi to fak­ty łączą­ce je para­mi w okre­ślo­ny kon­tekst. Strzałki łączą poję­cia ogól­ne z ich szcze­gól­ny­mi typa­mi. Kluczowe poję­cia: utwór, know-how oraz pole eks­plo­ata­cji, zosta­ły opi­sa­ne cyta­ta­mi z aktów praw­nych. Zestaw powią­za­nych kon­tek­stem pojęć nazy­wa­my prze­strze­nią pojęciową.

Treść to zawar­tość wypo­wie­dzi lub doku­men­tu 4. Zawartością może być (treść nie­sie) ta zwa­ne know-how. Jeżeli treść ma indy­wi­du­al­ny cha­rak­ter, jest utwo­rem. Zgodnie z pra­wem jest nim każ­da treść o indy­wi­du­al­nym cha­rak­te­rze, w szcze­gól­no­ści spe­cy­fi­ka­cja (pro­jekt tech­nicz­ny) i kod pro­gra­mu kom­pu­te­ro­we­go. Oba są utwo­ra­mi w rozu­mie­niu pra­wa. Użytkownika korzy­sta z apli­ka­cji (jest ona opro­gra­mo­wa­niem), ta może być wyra­żo­na z pomo­cą sym­bo­li, wzo­rów i sche­ma­tów blo­ko­wych lub/i w posta­ci kodu pro­gra­mu. Należy pamię­tać, co bar­dzo waż­ne w bran­ży inży­nier­skiej, że …

Program kom­pu­te­ro­wy napi­sa­ny na pod­sta­wie opra­co­wa­ne­go wcze­śniej pro­jek­tu (podob­nie jak każ­de inne roz­wią­za­nie lub pro­dukt) sta­no­wi utwór zależ­ny (jest to reali­za­cja pro­jek­tu). Utworem pier­wot­nym dla opro­gra­mo­wa­nia jest tu pro­jekt tego opro­gra­mo­wa­nia (jeże­li powstał), w tym jego uni­kal­na archi­tek­tu­ra. Oprogramowanie powsta­łe na pod­sta­wie pro­jek­tu inne­go auto­ra, powin­no zostać ozna­czo­ne dany­mi auto­ra tego pro­jek­tu 5

Tak więc, jeże­li kod powstał na pod­sta­wie spe­cy­fi­ka­cji, jest utwo­rem (dzie­łem) zależ­nym, jeże­li nie, jest samo­dziel­nym utwo­rem. Wśród wie­lu pól eks­plo­ata­cji utwo­ru są wydru­ki i uru­cha­mia­nie w pamię­ci komputera.

Wnioski dla nabywców oprogramowania

Przede wszyst­kim nale­ży pod­jąć decy­zję o tym co licen­cjo­nu­je­my, do cze­go naby­wa­my pra­wa mająt­ko­we i na jakich polach eks­plo­ata­cji. Tak zwa­ne opro­gra­mo­wa­nie stan­dar­do­we to pro­duk­ty ryn­ko­we sprze­da­wa­ne do wie­lu pod­mio­tów, tu może­my liczyć na okre­ślo­ną for­mę licen­cji. Jak użyt­kow­nik naj­czę­ściej na uru­cha­mia­nie w pamię­ci kom­pu­te­ra, ale nie na dys­try­bu­cję. Taki zakup jest rela­tyw­nie pro­sty a umo­wy licen­cyj­ne są stan­dar­do­we dla dane­go pro­du­cen­ta i produktu.

Problemem jest zle­ce­nie wyko­na­nia dedy­ko­wa­ne­go dla nas opro­gra­mo­wa­nia. Kod pro­gra­mu jest utwo­rem, utwór jako treść nie­sie (zakła­da­my, że tak jest) know-how fir­my zle­ca­ją­ce wyko­na­nie dla sie­bie dedy­ko­wa­ne­go opro­gra­mo­wa­nia (spe­cy­fi­ka logi­ki biz­ne­so­wej, mecha­ni­zmy dzia­ła­nia róż­nych funk­cji itp.). Na pyta­nie czy wyko­naw­ca musi nam prze­ka­zać w umo­wie praw mająt­ko­we? Może ale nie musi (wte­dy suge­ru­ję nie zawie­ra­nie umo­wy i szu­ka­nie inne­go wyko­naw­cy). Jednak jeże­li zama­wia­ją­cy naj­pierw opra­cu­je spe­cy­fi­ka­cję (to tak­że utwór, zawie­ra dokład­ny opis wyko­na­nia opro­gra­mo­wa­nia) i uczy­ni z niej ele­ment umo­wy na wyko­na­nie dla nie­go opro­gra­mo­wa­nia, wyko­naw­ca nie ma żad­nych praw (o ile mu ich nie prze­ka­że­my) do dys­po­no­wa­nia tak wytwo­rzo­nym oprogramowaniem.

W pro­jek­tach dużych, klu­czo­wą czę­ścią powi­nien być pro­jekt archi­tek­tu­ry, uwzględ­nia­ją­cy pra­wa do poszcze­gól­nych kom­po­nen­tów oraz sepa­ro­wa­nie kom­po­nen­tów stan­dar­do­wych od tych zawie­ra­ją­cych nasze know-how. To dla­te­go naj­wię­cej szkód przy­no­si kupu­ją­cym opro­gra­mo­wa­nie tak czę­sto ofe­ro­wa­na przez dostaw­ców kasto­mi­za­cja… czy­li wbu­do­wy­wa­nie logi­ki biz­ne­so­wej kupu­ją­ce­go we wła­sny już kod, tu ma miej­sce cał­ko­wi­te prze­ję­cie know-how przez dostaw­ce oprogramowania.

Nie będę opi­sy­wał deta­li takich umów (a są one istot­ne), gdyż celem moim było opi­sa­nie mecha­ni­zmów praw­nych ich kon­stru­owa­nia i mecha­ni­zmów ochro­ny. Chciałem tu przede wszyst­kim wska­zać mecha­nizm nad­użyć pole­ga­ją­cy na tym, że: dostaw­ca opro­gra­mo­wa­nia ofe­ru­je (for­su­je) pra­cę bez uprzed­nie­go spe­cy­fi­ko­wa­nia apli­ka­cji (tak zwa­ne zwin­ne pro­jek­ty agi­le) lub ofe­ru­je samo­dziel­ne wyko­na­nie takiej spe­cy­fi­ka­cji (pod nazwą ana­li­za wyma­gań, ana­li­za przed-wdro­że­nio­wa itp.). W obu przy­pad­kach peł­nię praw autor­skich (oso­bi­ste i mająt­ko­we) pozo­sta­ją przy twór­cy kodu. Pozycja nego­cja­cyj­na nabyw­cy jest tu bar­dzo sła­ba. Dzięki temu mecha­ni­zmo­wi bar­dzo wie­le form pro­du­ku­ją­cych opro­gra­mo­wa­nie wymu­sza na admi­ni­stra­cji publicz­nej zaku­py z wol­nej ręki, podob­nie zresz­tą w fir­mach pry­wat­nych: mono­po­li­zu­ją pra­wa do opro­gra­mo­wa­nia i prak­tycz­nie cał­ko­wi­cie blo­ku­ją kon­ku­ren­cję a użyt­kow­ni­ka ska­zu­ją na sie­bie jako dostaw­ce usług utrzy­ma­nia i rozwoju.

Dlatego nie­za­leż­nie od tego co sądzi­my o meto­dach zwin­nych, war­to zadbać o swo­je know-how i doku­men­to­wać je. Nie war­to tak­że zle­cać prac ana­li­tycz­no-pro­jek­to­wych pro­du­cen­tom oprogramowania.

Wspomniane na począt­ku wywłasz­cza­nie” pro­gra­mi­stów ma zara­dzić takim nad­uży­ciom na przy­szłość. Osobną jed­nak kwe­stią, nie na ten arty­kuł, jest spo­sób prze­pro­wa­dze­nia tego.

___

2017-08-07 Temat stał się na tyle gorą­cy, że Pani red. Sylwia Czubkowska w Gazecie Prawnej kon­ty­nu­owa­ła temat w roz­mo­wie ze mną:

? Doradzałbym szklan­kę zim­nej wody. Owszem, ten prze­pis jest źle napi­sa­ny, ale nie jest wca­le bez­pod­staw­ny. To, że w tym wypad­ku resort spra­wie­dli­wo­ści, a za chwi­lę może po pro­stu rząd, myśli o tym, by usta­wo­wo naka­zać prze­ka­za­nie kodów źró­dło­wych, z któ­rych korzy­sta admi­ni­stra­cja, nie jest wca­le nie­uza­sad­nio­ne ? oce­nia Jarosław Żeliński, zało­ży­ciel i głów­ny ana­li­tyk fir­my IT-Consulting, zaj­mu­ją­cej się doradz­twem przy inwe­sty­cjach w nowe tech­no­lo­gie. ? Ustawowe wywłasz­cze­nie to meto­da skraj­na, ale nie­ste­ty może oka­zać się cza­sa­mi nie­zbęd­ne. Przecież pań­stwo, czy­li jego insty­tu­cje, za te pro­gra­my fir­mom zapła­ci­ło, a w nie­jed­nym przy­pad­ku wca­le nie dosta­ło peł­no­war­to­ścio­we­go pro­duk­tu. Często z wła­snej winy, bo nie dopil­no­wa­ło od razu, by zabez­pie­czyć swo­je pra­wa tak­że do kodów. A bez nich nie­ste­ty pro­dukt jest nie­peł­no­war­to­ścio­wy. Czasem jed­nak taka kon­struk­cja umów to poli­ty­ka firm, któ­re kodów nie chcą prze­ka­zy­wać ? tłu­ma­czy eks­pert. A nie chcą, bo dzię­ki temu insty­tu­cja publicz­na ? nie mając kodów ? jest zmu­szo­na, by kolej­ne zle­ce­nia dawać ich wła­ści­cie­lo­wi. (6)

__________________
2.
Zelinski J. Przedmiot Zamówienia ? instruk­cja nie tyl­ko dla praw­ni­ków, na zupę pomi­do­ro­wą. Jarosław Żeliński IT-Consulting. https://it-consulting.pl//2017/02/16/przedmiot-zamowienia-instrukcja-dla-prawnikow-na-zupe-pomidorowa/. Published February 16, 2017. Accessed July 17, 2017.
3.
SBVR. OMG​.org. http://​www​.omg​.org/​s​p​e​c​/​S​B​VR/. Accessed July 17, 2017.
4.
treść – defi­ni­cja, syno­ni­my, przy­kła­dy uży­cia. SJP​.pwn​.pl. https://sjp.pwn.pl/szukaj/tre%C5%9B%C4%87.html. Accessed July 17, 2017.
5.
Zelinski J. Ochrona know-how nabyw­cy opro­gra­mo­wa­nia. Jarosław Żeliński IT-Consulting. https://it-consulting.pl//prawa-autora-analizy-i-ochrona-know-how-organizacji-analizowanej/. Accessed July 17, 2017.

Czy wdrożenie zawsze wymaga reorganizacji?

Bardzo czę­sto spo­ty­kam się z pro­jek­ta­mi ini­cjo­wa­ny­mi przez śred­nie kadry kie­row­ni­cze dużych firm i urzę­dów, czę­sto mają one pew­ną wspól­ną cechę: nie może­my nic zmie­niać w stra­te­gii orga­ni­za­cji ale chce­my uspraw­nić pra­cę w naszym wydzia­le”. To z regu­ły bar­dzo cen­na ini­cja­ty­wa ale tak­że dobra dro­ga do poraż­ki pro­jek­tu. W urzę­dach czę­sto na gra­ni­cy łama­nia pra­wa… a nie raz z jego łama­niem. 

Projekty w admi­ni­stra­cji publicz­nej mają dodat­ko­wą spe­cy­fi­kę: zasa­dy usta­la pra­wo­daw­ca a nie mene­dżer orga­ni­za­cji. Bardzo dobrze opi­sał to zja­wi­sko prof. Bolesław Szafrański wska­zu­jąc przy­czy­nę wie­lu pora­żek wdro­żeń w admi­ni­stra­cji. Opisał trzy-eta­po­wy refe­ren­cyj­ny (i zale­ca­ny) pro­ces wdra­ża­nia nowych roz­wią­zań, a na jego tle, w swo­im opra­co­wa­niu, wska­zał dostrze­żo­ne zanie­dba­nia administracji:

(źr. na podst.: Bolesław Szafrański, Wydział Cybernetyki, Wojskowa Akademia Techniczna, Architektura kor­po­ra­cyj­na ? pro­ble­my nie tyl­ko pojęciowe”)

Cytuję to opra­co­wa­nie, bo model ten jest bar­dzo podob­ny do ogól­nej trój­war­stwo­wej kon­cep­cji orga­ni­za­cji. Prof Szafrański zwra­ca uwa­gę na to (z czym się zga­dzam), że kolej­ność podej­mo­wa­nia decy­zji i dzia­łań, powin­na być nastę­pu­ją­ca: opra­co­wa­nie nowej lub zmie­nio­nej stra­te­gii (Dokument stra­te­gicz­ny), opra­co­wa­nie tak­ty­ki dzia­ła­nia (Model ope­ra­cyj­ny dzia­ła­nia) oraz opra­co­wa­nie pla­nu wdro­że­nia IT (Fundament dzia­łal­no­ści, w kon­tek­ście Architektury Korporacyjnej). Oczywiście nic nie stoi na prze­szko­dzie, by ini­cja­ty­wa wyszła od dołu”.

W swo­im opra­co­wa­niu prof. Szafrański wska­zu­je, że wdro­że­nie nowej stra­te­gii wyma­ga spraw­dze­nia i ewen­tu­al­ne­go opra­co­wa­nia nowych mecha­ni­zmów, pro­ce­dur, pra­wa, pozwa­la­ją­ce­go nie tyl­ko wdro­żyć nową stra­te­gię ale tak­że sku­tecz­nie ją wymu­sić”.

Jeżeli powyż­szy model uogól­nić do posta­ci obra­zu­ją­cej zwią­zek pomię­dzy: stra­te­gią ryn­ko­wą orga­ni­za­cji, wewnętrz­ną tak­ty­ką reali­za­cji misji oraz tym jak zosta­ły one zaim­ple­men­to­wa­ne, to powsta­nie taki oto dia­gram (po pra­wej zna­ne od lat opra­co­wa­nie Business Process Trends):

Jeżeli pomiąć for­mę praw­ną, każ­da orga­ni­za­cja ma stra­te­gię i każ­da jakoś ją reali­zu­je (imple­men­tu­je: ma pra­cow­ni­ków a Ci umie­jęt­no­ści i zakre­sy obo­wiąz­ków). Mało któ­ra orga­ni­za­cja ma tak zwa­ny model ope­ra­cyj­ny”, czy­li to co łączy stra­te­gię i ludzi z ich obo­wiąz­ka­mi i uzy­ski­wa­ny­mi efek­ta­mi pra­cy. Czym jest taki model? To model pro­ce­sów biz­ne­so­wych: środ­ko­wa war­stwa” powyż­sze­go dia­gra­mu po prawej.

Rozwijające się ewo­lu­cyj­nie orga­ni­za­cje zawsze doku­men­tu­ją deta­le prac (infor­ma­cje w pro­ce­du­rach zarzą­dza­nia jako­ścią i tak zwa­nych doku­men­tach kadro­wych), czę­sto doku­men­tu­ją to, jaką rolą peł­ni orga­ni­za­cja w swo­im oto­cze­niu (misja, wizja, stra­te­gie itp.) i bar­dzo rzad­ko doku­men­tu­ją wewnętrz­ny łań­cuch war­to­ści czy­li pro­ce­sy biz­ne­so­we oraz, no naj­waż­niej­sze, logi­ka tego jak to wszyst­ko dzia­ła” w środ­ku (i czy dzia­ła z sen­sem). Wadą więk­szo­ści tego typu pro­jek­tów, jakie obser­wu­ję, jest sku­pia­nie się na deta­lach i pomi­ja­nie pryn­cy­piów. W efek­cie pro­jekt pochła­nia wie­le pra­cy i nadal nie mamy zro­zu­mie­nia cało­ści (w lit. ang. big pic­tu­re”), osią­ga­ne efek­ty są losowe. 

Pokażę na dość pro­stym przy­kła­dzie o czym mowa (pole­cam ww. opra­co­wa­nie prof. Szafrańskiego, opi­sał w nim błę­dy popeł­nio­ne w przy­pad­ku infor­ma­ty­za­cji Państwa). 

Poniższy dia­gram to uprosz­czo­ny model orga­ni­za­cji z zain­sta­lo­wa­nym sys­te­mem EOD (Elektroniczny Obieg Dokumentów) oraz zacho­wa­nym, nadal wyko­rzy­sty­wa­nym po sta­re­mu” opro­gra­mo­wa­niem pocz­ty elektronicznej. 

Linie cią­głe to dro­ga jaką poko­nu­ją doku­men­ty z uży­ciem EOD. Linie prze­ry­wa­ne to pocz­ta elek­tro­nicz­na. Jeżeli zosta­nie w jakiejś orga­ni­za­cji zain­sta­lo­wa­ny EOD (celo­wo nie uży­wam sło­wa wdro­żo­ny”) i nie zosta­nie z niej usu­nię­ty ema­il jako narzę­dzie alter­na­tyw­nej wewnętrz­nej komu­ni­ka­cji, to użyt­kow­nik będzie sam decy­do­wał, o tym któ­rym kana­łem prze­ka­że daną treść. W efek­cie EOD, któ­ry miał mieć wszyst­ko” nie ma wszyst­kie­go, dane w EOD są nie­wia­ry­god­ne i nie­kom­plet­ne. Jeżeli jest to urząd, to metry­ka spra­wy w zasa­dzie nie ma sen­su, celem jej two­rze­nia była moż­li­wość odtwo­rze­nia peł­ne­go prze­bie­gu spra­wy, a tu urzęd­nik sam decy­du­je, któ­re infor­ma­cje i doku­men­ty prze­ka­zu­je kana­łem for­mal­nym (EOD), a któ­re na boku”. Czy wszyst­ko musi być w EOD? Tak. Jeżeli nie jest, EOD jest tyl­ko uzna­nio­wym archi­wum dokumentów. 

Aby sku­tecz­nie wdro­żyć EOD nale­ży naj­pierw opra­co­wać nowy model ope­ra­cyj­ny dzia­ła­nia orga­ni­za­cji, model uwzględ­nia­ją­cy nowe narzę­dzie pra­cy, model któ­ry w spo­sób sys­te­mo­wy wyeli­mi­nu­je nie­po­żą­da­ne ele­men­ty złe­go sta­re­go sys­te­mu”. Dla przy­kła­du powy­żej nale­ży wyeli­mi­no­wać kana­ły komu­ni­ka­cyj­ne ozna­czo­ne linią prze­ry­wa­ną. Domyślam się, że wie­lu czy­tel­ni­ków myśli teraz no jak to tak bez maila?!”. Po wdro­że­niu EOD, wewnętrz­ny mail jest już nie potrzeb­ny (a nawet jest szko­dli­wy), a na zewnątrz nadal jest narzę­dziem komu­ni­ka­cji fir­ma-fir­ma (tak np. dzia­ła mój sys­tem komu­ni­ka­cji z klien­ta­mi). Bardzo czę­sto spo­ty­kam urzę­dy i fir­my, w któ­rych obieg ema­il i obieg for­mal­ny” to uzna­nio­wość pra­cow­ni­ków. Te wdro­że­nia nie speł­nia­ją pod­sta­wo­wej roli sys­te­mów EOD: śle­dze­nie spraw, sta­ty­sty­ki zaję­to­ści pra­cow­ni­ków, wychwy­ty­wa­nie wąskich gar­deł, łatwe zastę­po­wa­nie się pra­cow­ni­ków, moż­li­wość skon­tro­lo­wa­nia i prze­ję­cia spra­wy w dowol­nym momen­cie, peł­na histo­ria wymia­ny informacji. 

Takie wdro­że­nia to wła­śnie bar­dzo czę­sto ini­cja­ty­wy na śred­nich szcze­blach, gdzie mogą powstać decy­zje o wyda­niu środ­ków na takie wdro­że­nie, ale nie ma żad­nych szans na decy­zje o opra­co­wa­niu i wdro­że­niu zmian ope­ra­cyj­nych w ska­li orga­ni­za­cji (np. aktu­ali­za­cja instruk­cji kan­ce­la­ryj­nej w urzę­dzie, bez cze­go wdro­że­ni EOD nie ma tu żad­ne­go sensu).

Celowo poda­łem ten przy­kład, bo typo­wym powo­dem nie­po­wo­dzeń wdro­żeń sys­te­mów EOD czy CRM (te sys­te­my mają naj­gor­szą sta­ty­sty­kę nie­po­wo­dzeń, a są bar­dzo podob­ne do sie­bie), jest brak opra­co­wa­ne­go i wdro­żo­ne­go sku­tecz­ne­go nowe­go ope­ra­cyj­ne­go mode­lu dzia­ła­nia orga­ni­za­cji po wdro­że­niu”. Takim mode­lem są mode­le pro­ce­sów biz­ne­so­wych, ale nie w posta­ci mon­stru­al­nych ilo­ści deta­licz­nych dia­gra­mów (te są tu do nicze­go nie przy­dat­ne). Nie znam przy­pad­ku, by takie obraz­ki” się do cze­go­kol­wiek przy­da­ły. Chodzi o mode­le sfor­ma­li­zo­wa­ne, o ści­śle usta­lo­nym pozio­mie gra­da­cji pro­ce­sów. Ile dia­gra­mów powin­no być”? Tylko i aż tyle, ile trze­ba do roz­wią­za­nia pro­ble­mu… co opi­sa­łem mię­dzy inny­mi tu.

Powyższe ma tak­że inny istot­ny aspekt: pla­no­wa­nie i wdra­ża­nie zmian. Typowy roz­wój orga­ni­za­cji prze­bie­ga w spo­sób ewo­lu­cyj­ny, dość powol­ny. Nie wyma­ga żad­nych dodat­ko­wych zabie­gów poza prze­my­śla­nym wpro­wa­dza­niem nowych, poje­dyn­czych zarzą­dzeń czy drob­nych zmian orga­ni­za­cyj­nych. Jednak pró­by wdro­że­nia znacz­nych zmian w krót­kim cza­sie, z regu­ły skut­ku­ją nie­ocze­ki­wa­ny­mi efek­ta­mi, nie zawsze pożą­da­ny­mi. Moda” na re-inży­nie­rię pro­ce­sów biz­ne­so­wych w latach 90-tych prze­mi­nę­ła tak szyb­ko jak się poja­wi­ła. Dzisiejszy sil­nie kon­ku­ren­cyj­ny rynek nie daje cza­su na powol­ne, ewo­lu­cyj­ne zmia­ny. Bezpieczne zaś wpro­wa­dza­nie takich zmian nie jest moż­li­we bez przy­go­to­wa­nia. Opisane powy­żej pla­ny ope­ra­cyj­ne i ich testy, to nic inne­go jak wła­śnie przy­go­to­wa­nie się do takich zmian. Mając dobrze opra­co­wa­ne mode­le pro­ce­sów i archi­tek­tu­ry IT (jako całość Architektura Biznesowa/Korporacyjna), może­my prze­wi­dzieć i prze­te­sto­wać, więk­szość skut­ków pla­no­wa­nych zmian, i powo­li ale coraz wię­cej firm to robi… 

Nowelizacja KPC. Ryzyka dokumentu elektronicznego

Własnie czy­tam o nowe­li­za­cji KPC:

Nowe prze­pi­sy uzna­ją za doku­men­ty i dopusz­cza­ją jako dowo­dy w sądzie e‑maile, ese­me­sy, nagra­nia audio czy wideo, wręcz ?każ­dy nośnik infor­ma­cji umoż­li­wia­ją­cy zapo­zna­nie się z jej tre­ścią”. Te nośni­ki będą zrów­na­ne z pismem papie­ro­wym. W elek­tro­nicz­nej for­mie (tzw. doku­men­to­wej), będzie też moż­na zawie­rać umo­wy, skła­dać wią­żą­ce oświadczenia.

Z tymi oczy­wi­sty­mi uła­twie­nia­mi, wyni­ka­ją­cy­mi z postę­pu tech­ni­ki i zmian zwy­cza­jów w biz­ne­sie, wią­że się nie­ste­ty też ryzyko.

? W e‑korespondencji stro­ny powin­ny zacho­wać szcze­gól­ną ostroż­ność. Adresat e‑maila czy nagra­ny roz­mów­ca może bowiem opacz­nie odczy­ty­wać oświad­cze­nia skła­da­ne w for­mie elek­tro­nicz­nej i wyko­rzy­stać je potem w sądzie ? wska­zu­je Monika Leszko, rad­ca praw­ny w kan­ce­la­rii DLA Piper. ? Pierwsza rada, jaka się nasu­wa, jest taka, by w takiej kore­spon­den­cji wyraź­nie zastrze­gać, że nie jest to np. ofer­ta czy zgo­da. (źr. RP​.pl)

Chciałbym się tym razem sku­pić na wytłusz­czo­nej w cyta­cie tre­ści. Problemem z jakim muszą się zmie­rzyć mię­dzy usta­wo­daw­ca, urzę­dy, ale tak­że auto­rzy doku­men­tów”, jest zapew­nie­nie porząd­ku poję­cio­we­go dla zacho­wa­nia popraw­nej i jed­no­znacz­nej komu­ni­ka­cji. W szcze­gól­no­ści doty­czy to pod­kre­ślo­nych powy­żej pojęć: nośnik, infor­ma­cja, treść, opacz­nie zrozumieć.

Cztery lata temu zwra­ca­łem uwa­gę na to samo (głow­nie treść, ory­gi­nał, kopia, nośnik) ale w kon­tek­ście praw autor­skich i usta­wy ich dotyczącej:

Dzieło może mieć postać mate­rial­ną i nie­ma­te­rial­ną. Dzieło mate­rial­ne (rzeź­ba, obraz malar­ski) ma swój ory­gi­nał, mogą powstać repro­duk­cje. To dru­gie dzie­ło, nie­ma­te­rial­ne, doty­czy w szcze­gól­no­ści utwo­rów muzycz­nych, zdjęć czy tre­ści (każ­da wypo­wiedź to pro­za lub poezja ;)). Dzieło nie­ma­te­rial­ne może być utrwa­lo­ne na wybra­nym nośni­ku (muzy­ka na pły­cie CD, pro­za na papie­rze, ?), wte­dy powsta­ją jego egzemplarze.

(cały wpis: Prawo autor­skie i war­to­ści nie­ma­te­rial­ne – ana­li­za sys­te­mo­wa).

Artykuł ten zwra­ca uwa­gę na pro­ble­my jakie stwa­rza mię­dzy inny­mi roz­łącz­ność tre­ści i nośni­ka oraz na stwier­dze­niu czym jest ory­gi­nał, kopia i egzem­plarz. Kluczowe są tu poję­cia: nośnik, dzie­ło (dane), ory­gi­nał i kopia.

Na czym pole­ga pro­blem? Zbudujmy model poję­cio­wy dla pro­ble­mu doku­men­tu i jego roli:

Model pojęciowy dane nośnik dokument

Diagram czy­ta­my tak: doku­ment to infor­ma­cje utrwa­lo­ne na nośni­ku. Informacją są dane lub wia­do­mo­ści nio­są­ce okre­ślo­ną treść. Dla porząd­ku przy­ta­czam przy­ję­te defi­ni­cje tych pojęć (na pod­sta­wie sł. j.polskiego PWN):

Skupmy się na tym, że dowo­dem może być każ­dy nośnik infor­ma­cji umoż­li­wia­ją­cy zapo­zna­nie się z jej tre­ścią” i na tym, że ktoś może bowiem opacz­nie odczy­ty­wać oświad­cze­nia skła­da­ne w for­mie elek­tro­nicz­nej i wyko­rzy­stać je potem w sądzie”. 

Z per­spek­ty­wy teo­rii komu­ni­ka­cji za treść (to co zro­zu­mia­no) odpo­wia­da nadaw­ca (autor) tre­ści i dobra rada, żeby w tre­ści wyraź­nie zastrze­gać” o co cho­dzi, jest jak naj­bar­dziej wła­ści­wa. Jednak teo­ria komu­ni­ka­cji nie jest tu głów­nym wąt­kiem ani problemem :).

Pozostaje kwe­stia nośni­ka i danych (wia­do­mo­ści) nio­są­cych ową treść. Oczywiście moż­na użyć pod­pi­su elek­tro­nicz­ne­go, jed­nak jego powszech­ność w Polsce jest zni­ko­ma (nie­co ponad milion, z tego aktyw­nych ok. 1/3, podob­nie jak i pro­fi­lu zaufa­ne­go na ePUAP). Pojawia się nowe poję­cie: for­ma doku­men­to­wa (zamiast for­ma pisemna”):

Ustawodawca posta­no­wił, że for­ma doku­men­to­wa będzie zacho­wa­na wów­czas, gdy oświad­cze­nie woli zosta­nie zło­żo­ne w posta­ci doku­men­tu, w spo­sób umoż­li­wia­ją­cy usta­le­nie oso­by skła­da­ją­cej to oświad­cze­nie. Warto pod­kre­ślić, że pod­pis w takim przy­pad­ku nie jest ele­men­tem koniecz­nym dla zacho­wa­nia tej for­my czyn­no­ści praw­nej. Wymagane jest nato­miast ist­nie­nie doku­men­tu, czy­li, zgod­nie z wpro­wa­dza­nym przez nowe­li­za­cję prze­pi­sem, nośni­ka infor­ma­cji umoż­li­wia­ją­ce­go zapo­zna­nie się z jej tre­ścią. Drugorzędna jest nato­miast fizycz­na postać tego nośni­ka ? może to być papier, jak i np. plik kom­pu­te­ro­wy ? waż­ne jest, by spo­sób zapi­sa­nia na nim infor­ma­cji umoż­li­wiał jej utrwa­le­nie i odtwo­rze­nie. (Źródło: Nowe for­my czyn­no­ści praw­nych w Kodeksie cywil­nym – Aktualności, Zmiany w pra­wie, NL Zmiany w pra­wie – Czytaj – kan​ce​la​ria​.lex​.pl)

Ustawodawca moim zda­niem słusz­nie godzi się na dopusz­cze­nie doku­men­tów nie­pod­pi­sa­nych elek­tro­nicz­nie (mail, SMS, doku­ment na pen­dri­ve itp.) do obie­gu” w urzę­dach i sądach. Głównym, w moich oczach, dotych­cza­so­wym pro­ble­mem było prak­tycz­ne wyklu­cze­nie znacz­nej więk­szo­ści oby­wa­te­li z komu­ni­ka­cji dro­gą elek­tro­nicz­ną, a powo­dem jest brak powszech­ne­go uży­wa­nia wspo­mnia­ne­go pod­pi­su i profilu.

Ustawodawca dopre­cy­zo­wu­je defi­ni­cję: doku­men­tem jest nośnik infor­ma­cji umoż­li­wia­ją­cy zapo­zna­nie się z jej tre­ścią”. Zakładam, że inten­cją jest, by nie uznać za doku­ment tego co z powo­dów np. tech­nicz­nych, nie jest moż­li­we do odczy­ta­nia przez adre­sa­ta (sąd, urząd, …). Rodzi to ryzy­ko uzna­nio­wo­ści (a ja nie mam jak tego odczy­tać). Tu suge­ru­ję doku­men­to­wać (usta­lać) zasa­dy komu­ni­ka­cji lub żądać co naj­mniej oświad­cze­nia o tym jakie doku­men­ty” adre­sat jest w sta­nie odczy­tać by zapo­znać się z ich treścią”.

Pewną cie­ka­wost­ka jest nato­miast dla mnie zapis:

w art. 73 § 1 otrzy­mu­je brzmienie:
?§ 1. Jeżeli usta­wa zastrze­ga dla czyn­no­ści praw­nej for­mę pisem­ną, doku­men­to­wą albo elek­tro­nicz­ną, czyn­ność doko­na­na bez zacho­wa­nia zastrze­żo­nej for­my jest nie­waż­na tyl­ko wte­dy, gdy usta­wa prze­wi­du­je rygor nieważności.?;

Skoro uży­to trzech odręb­nych pojęć pisem­ną, doku­men­to­wą albo elek­tro­nicz­ną” to zna­czy że ich zna­cze­nia się (powin­ny) wza­jem­nie wyklu­cza­ją. Jak więc to rozu­mieć w świe­tle defi­ni­cji pojęć powy­żej? Firma pisem­na to każ­da for­ma utrwa­lo­na”. Dokument jest niczym innym jak wła­śnie for­mą utrwa­lo­ną (na nośni­ku). Forma elek­tro­nicz­na to treść na nośni­ku, w for­mie elek­tro­nicz­nej. Ciekaw jestem inter­pre­ta­cji prawników… 

Jednak dalej czytamy:

Art. 781
. § 1. Do zacho­wa­nia elek­tro­nicz­nej for­my czyn­no­ści praw­nej wystar­cza zło­że­nie oświad­cze­nia woli
w posta­ci elek­tro­nicz­nej i opa­trze­nie go bez­piecz­nym pod­pi­sem elek­tro­nicz­nym wery­fi­ko­wa­nym przy pomo­cy waż­ne­go kwa­li­fi­ko­wa­ne­go certyfikatu.

Co nie­co burzy moje zro­zu­mie­nie całości…

Jakie ryzy­ka powo­du­je rezy­gna­cja z pod­pi­su doku­men­tu w wer­sji elek­tro­nicz­nej? Generalnie rzecz bio­rąc doty­czy to uwia­ry­god­nie­nia: infor­ma­cji, daty jej powsta­nia, daty dorę­cze­nia. Pamiętajmy, że w powszech­nym obro­cie są doku­men­ty papie­ro­we. Co jest ich klu­czo­wą cechą? Nierozłączność infor­ma­cji i nośni­ka oraz rela­tyw­nie duża trud­ność w sfał­szo­wa­niu (i tre­ści i odręcz­ne­go pod­pi­su). W kwe­stii dorę­cze­nia radzi­my sobie wysy­ła­jąc doku­ment za poświad­cze­niem odbioru.

W wer­sji elek­tro­nicz­nej oddzie­lo­no poję­cie tre­ści od nośni­ka z powo­dów jak wyżej, z tego tak­że powo­du stra­ci­ło sens poję­cie kopii i ory­gi­na­łu: istot­ne są infor­ma­cje a nie for­ma zapi­su i licz­ba egzem­pla­rzy (usta­wo­daw­ca zro­bił tu już for­mal­nie w przy­pad­ku fak­tur). W kon­se­kwen­cji stwier­dze­nie czy infor­ma­cja była zmie­nia­na sta­je się bar­dzo trudne.

Stan obec­ny, mimo że jest bar­dzo wygod­ny, rodzi jed­nak ryzy­ka zwią­za­ne z trud­no­ścią zagwa­ran­to­wa­nia auten­tycz­no­ści doku­men­tu. Zapis na nośni­kach wie­lo­krot­ne­go użyt­ku (np. pen­dri­ve, kar­ty pamię­ci…) jest poten­cjal­nie pod­wa­żal­ny. Ja oso­bi­ście sto­su­je nagra­nia na pły­tach CD‑R/DVD. Raczej trud­no pod­wa­żyć nie­mo­dy­fi­ko­wa­lość zapi­su na nich. Co do daty doręczenia/powstania to w przy­pad­ku rze­czy waż­nych (czy­li rodzą­cych duże ryzy­ko) war­to takie nośni­ki two­rzyć u kogo­kol­wiek, kto dys­po­nu­je waż­nym pod­pi­sem elek­tro­nicz­nym, gdyż cudzy pod­pis zawie­ra tak­że znacz­nik cza­su, co uwia­ry­god­ni datę powsta­nia tre­ści. Nie zmie­nia to fak­tu, że pod­pi­sa­nie się na takiej pły­cie nie­zmy­wal­nym pisa­kiem czy­ni ją nie gor­szą” od pod­pi­sa­ne­go papieru ;).

Formą łatwą i tanią oce­ny wia­ry­god­no­ści tre­ści jest uzna­nie kon­tro­li krzy­żo­wej jako wery­fi­ka­to­ra. Tak są wery­fi­ko­wa­ne od lat nie­pod­pi­sy­wa­ne fak­tu­ry (porów­na­nie tre­ści u wystaw­cy i odbiorcy).

Artykuł ten ma na celu zwró­ce­nie uwa­gi na pro­ble­my i ryzy­ka zwią­za­ne z nowy­mi prze­pi­sa­mi a nie roz­wią­zy­wa­nie ich. Mam nadzie­ję, że więk­sze ich zro­zu­mie­nie przy­czy­ni się do więk­szej dba­ło­ści o swój inte­res i sto­so­wa­nie tak pry­wat­nie jak i w pro­wa­dzo­nej dzia­łal­no­ści, mecha­ni­zmów mini­ma­li­zu­ją­cych ryzy­ka korzy­sta­nia z doku­men­tów elek­tro­nicz­nych. Osobiście nie korzy­stam z pod­pi­su elek­tro­nicz­ne­go, do urzę­dów, w tym Urzędu Skarbowego, od lat wysy­łam zwy­kłe ema­il’e. Owszem korzy­stam tak­że z papie­ru i Poczty Polskiej, gdyż wycho­dzę z zało­że­nia, że nale­ży dosto­so­wy­wać środ­ki do celu, a nie być za wszel­ką cenę” nowoczesnym.

(Tekst usta­wy: Ustawa z dnia 10 lip­ca 2015 r. o zmia­nie usta­wy – Kodeks cywil­ny, usta­wy – Kodeks postę­po­wa­nia cywil­ne­go oraz nie­któ­rych innych ustaw)

Architektura korporacyjna w administracji

Permanentnie czy­ta­my o poraż­kach mega-wdro­żeń w admi­ni­stra­cji. Złośliwi uwa­ża­ją, że z per­spek­ty­wy ponie­sio­nych kosz­tów wszyst­kie są poraż­ka­mi (do cze­go się przy­chy­lam i ja). W pra­sie poja­wia­ją się porów­na­nia kosz­tów sys­te­mów o porów­ny­wal­nych funk­cjo­nal­no­ściach (cel ich wdra­ża­nia był taki sam lub bar­dzo zbli­żo­ny), za któ­re admi­ni­stra­cja nie raz zapła­ci­ła wie­lo­krot­nie wię­cej niż np. boga­te” insty­tu­cje finansowe.

? Robi się dużo, ale efekt jest mizer­ny. Informatyzacja, któ­ra powin­na słu­żyć sku­tecz­ne­mu zarzą­dza­niu pań­stwem, uła­twia­niu życia ludziom nie speł­nia swo­jej roli ? uwa­ża Krzysztof Głomb, pre­zes sto­wa­rzy­sze­nia Miasta w Internecie. Jego zda­niem cen­tral­ny urząd ds. infor­ma­ty­za­cji odnie­sie sku­tek, gdy oprócz syn­chro­ni­za­cji prac opra­cu­je jed­no­li­tą poli­ty­kę cyfry­za­cji życia publicz­ne­go od edu­ka­cji po admi­ni­stra­cję. (Informatyzacja nasze­go pań­stwa tonie w cha­osie – Prawo i wymiar spra­wie­dli­wo­ści – GazetaPrawna​.pl).

W pew­nym sen­sie od lat wia­do­mo dla­cze­go. Cechą każ­dej inży­nier­skiej pro­fe­sji (a do takich nale­ży inży­nie­ria opro­gra­mo­wa­nia) jest poprze­dza­nie budo­wa­nia, ana­li­zą i pro­jek­to­wa­niem. Mylił by się ten, kto wie­rzy, że jakiś SIWZ/OPZ (doku­men­ty okre­śla­ją­ce wyma­ga­nia w prze­tar­gu) to jakieś pro­jek­ty. To z regu­ły raczej zało­że­nia do pro­jek­tu, a nie raz po pro­tu lista życzeń spi­sa­na przez pra­cow­ni­ków tego czy inne­go urzę­du (spi­sa­na ręka­mi urzęd­ni­ków lub tak zwa­ne­go ana­li­ty­ka, pra­cow­ni­ka fir­my, któ­ra wygra­ła prze­targ: bez­war­to­ścio­wy ste­no­gram z warsz­ta­tów i burz mózgów). Do tego mamy nadal trwa­ją­cą modę na tak zwa­ne zwin­ne zarzą­dza­nie pro­jek­tem, co w dla więk­szo­ści dostaw­ców ozna­cza bar­dzo wygod­ne podej­ście w posta­ci pra­cy z pomi­nię­ciem ana­li­zy i pro­jek­to­wa­nia. Już Albert Einstein powie­dział: Jeżeli mam godzi­nę na roz­wią­za­nie pro­ble­mu, 55 minut spę­dzam nad jego zro­zu­mie­niem, a ostat­nie 5 minut nad opra­co­wa­niem roz­wią­za­nia.” Zapewne nie trze­ba nad każ­dym pro­jek­tem aż tak się pochy­lać, ale mam prze­ko­na­nie, że te w admi­ni­stra­cji nie są try­wial­ne i jed­nak warto.

Coraz czę­ściej moż­na prze­czy­tać o tak zwa­nej archi­tek­tu­rze kor­po­ra­cyj­nej. Im dłu­żej sie­dzę w tym tema­cie” tym bar­dziej nabie­ram prze­ko­na­nia, że to nic nowe­go, to po pro­stu cało­ścio­we podej­ście do orga­ni­za­cji, nowe są co naj­wy­żej coraz lep­sze narzę­dzia takie jak prze­my­śla­ne sys­te­mu poję­cio­we (nota­cje) i dobre praktyki.

Zdaniem dr hab. Andrzeja Sobczaka, kie­row­ni­ka Zakładu Zarządzania Informatyką Instytutu Informatyki i Gospodarki Cyfrowej Szkoły Głównej Handlowej archi­tek­tu­ra kor­po­ra­cyj­na na pozio­mie urzę­du to po pro­stu upo­rząd­ko­wa­na wiedza.

Drugi pro­blem w admi­ni­stra­cji to roz­my­wa­nie (uni­ka­nie) odpo­wie­dzial­no­ści. Specjaliści z zakre­su psy­cho­lo­gii tłu­ma­czą to zja­wi­sko bra­kiem kom­pe­ten­cji lub nad­mier­nym kara­niem. Moim zda­niem w naszych urzę­dach mamy zło­że­nie obu tych przy­czyn, lata nega­tyw­nej selek­cji (przy­dat­ny jest lojal­ny a nie kom­pe­tent­ny, nie­lo­jal­ny i nie­wy­god­ny jest kara­ny) zaowo­co­wa­ły rze­sza­mi kadr kie­row­ni­czych, któ­rych czę­sto jedy­nym celem jest prze­trwa­nie na stanowisku.

Podstawowym pro­ble­mem w pol­skiej admi­ni­stra­cji nie jest brak fun­du­szy, ale nie­chęć do bra­nia odpo­wie­dzial­no­ści, zatem bar­dzo waż­ne jest to, żeby rów­nież w admi­ni­stra­cji dzia­ła­li liderzy.

W poja­wie­nie się lide­rów w admi­ni­stra­cji oso­bi­ście nie wie­rzę (kto ich zatrudni?).

Czy archi­tek­tu­ra kor­po­ra­cyj­na, jako cało­ścio­wy opis coś napra­wi? Nie sądzę, nie ma kto jej zro­bić”. Czy jest jakaś szan­sa? Tu podzie­lam zdanie:

Trzeba jed­nak wziąć pod uwa­gę, że archi­tek­tu­ra kor­po­ra­cyj­na w admi­ni­stra­cji nie zastą­pi stra­te­gii ani zarzą­dza­nia projektami.Według prof. Sobczaka nie ma w pol­skim pra­wie umo­co­wa­nia dla podej­ścia kor­po­ra­cyj­ne­go w administracji.

Właśnie: bra­ku­je stra­te­gii, a w kon­se­kwen­cji tak­że tak­ty­ki dla każ­dej ini­cja­ty­wy rzą­do­wej. Rząd (wła­ści­wy organ) powi­nien, zamiast brnąć w roz­po­rzą­dze­nia wyko­naw­cze, sku­pić się na uni­wer­sal­nych regu­łach, regu­łach biz­ne­so­wych czy­li tu po pro­tu dobrym, ogól­nym ale prze­my­śla­nym pra­wie. Próby narzu­ca­nia tech­no­lo­gii (np. usta­wa o pod­pi­sie elek­tro­nicz­nym czy pro­fil zaufa­ny) jest przy­kła­dem poraż­ki obec­ne­go podej­ścia: e‑dokumenty i e‑urzędy to po pro­tu mega poraż­ka (pra­wo jest od 2003 roku a tyl­ko śla­do­we ilo­ści ludzi korzy­sta­ją z tego rozwiązania).

Większość, być może nawet wszyst­kie, pro­jek­ty w admi­ni­stra­cji to funk­cjo­nal­no­ści opi­sa­ne w kolej­nych usta­wach (w więk­szo­ści przy­pad­ków usta­wa opi­su­je cele dzia­łań). Państwo (wła­ści­wy urząd) powin­no narzu­cić odgór­nie, jed­no­li­te wyma­ga­nia poza-funk­cjo­nal­ne np. wymóg by każ­da apli­ka­cja była dostęp­na przez WWW, mia­ła narzu­co­ne API udo­stęp­nia­ją­ce funk­cje sys­te­mu, była kom­po­nen­to­wa, itp., wte­dy nie dawa­ło by się wci­snąć do żad­ne­go urzę­du kosz­tow­nej tech­no­lo­gii w archi­tek­tu­rze klient-ser­wer (tech­no­lo­gia z przed 20 lat, od któ­rej się raczej odcho­dzi), z mono­li­tycz­nym klien­tem jako apli­ka­cją desk­to­po­wą. Cały kraj wal­czy z bra­kiem inte­ro­pe­ra­cyj­no­ści ale mam wra­że­nie, że niko­mu na niej w admi­ni­stra­cji nie zale­ży. Korzystają z tego dostaw­cy, każ­dy pro­jekt to mega wyzwa­nie inte­gra­cyj­ne z taka ilo­ścią ogra­ni­czeń, że o peł­nej elek­tro­nicz­nej wymia­nie danych pomię­dzy urzę­da­mi dłu­go jesz­cze będzie­my tyl­ko marzyć.

Samorządy powin­ny same decy­do­wać, jak sobie poukła­da­ją swo­ją pracę.

Gdyby sys­te­my cen­tral­ne” (te w insty­tu­cjach cen­tral­nych) pozwa­la­ły na wyko­rzy­sta­nie ich funk­cjo­nal­no­ści (inte­ro­pe­ra­cyj­ność, inter­fej­sy czy­li łatwość inte­gra­cji) samo­rzą­dy nie mia­ły by zbyt­nich pro­ble­mów z zama­wia­niem i roz­wi­ja­niem lokal­nych apli­ka­cji wspo­ma­ga­ją­cych ich pra­cę wg. ich wła­sne­go widzi­mi­się” (ogra­ni­cza­na oczy­wi­ście prawem).

Niestety admi­ni­stra­cja, posą­dzo­na ostat­nio o duże błę­dy (któ­re łatwo wyka­zać) szu­ka Świętego Graala, któ­ry roz­wią­że pro­ble­my urzęd­ni­ków w spo­sób nie wyma­ga­ją­cych od urzęd­ni­ków podej­mo­wa­nia decy­zji. Mam wra­że­nie, że takim Graalem, zaczy­na być archi­tek­tu­ra kor­po­ra­cyj­na w posta­ci jed­ne­go z ofe­ro­wa­nych na ryn­ku szkie­le­tów”, nie­ste­ty bar­dzo kosz­tow­nych z uwa­gi na pra­wo autor­skie jaki­mi są te szkie­le­ty (fra­me­wor­ki) w więk­szo­ści chro­nio­ne. Tu, podob­nie uwa­żam, że:

?Dużo istot­niej­sze jest prze­ko­na­nie decy­den­tów do sto­so­wa­nia archi­tek­tu­ry niż kupo­wa­nie bar­dzo dro­gich mode­li? ? mówi dr hab. Andrzej Sobczak. Zaznacza jed­no­cze­śnie, że SGH poma­ga nie­od­płat­nie urzę­dom we wpro­wa­dza­niu archi­tek­tu­ry kor­po­ra­cyj­nej. (ten i powyż­sze cyta­ty pocho­dzą z arty­ku­łu Architektura kor­po­ra­cyj­na w e‑administracji – Computerworld).

Legalny, nie­ste­ty, lob­bing (lob­bing: wywie­ra­nie wpły­wu na orga­ny wła­dzy pań­stwo­wej w inte­re­sie okre­ślo­nych grup poli­tycz­nych, gospo­dar­czych lub spo­łecz­nych; źr. sł. j. pol­skie­go PWN) to nic inne­go jak mani­pu­la­cja urzęd­ni­ka­mi, wpły­wa­nie na treść ustaw. Lobbyści pro­du­cen­tów i dostaw­ców tech­no­lo­gii zawsze będą czy­ni­li sta­ra­nia, by w pra­wie zna­la­zła się tech­no­lo­gia, bo tak kor­po­ra­cje two­rzą rynek” na swo­je pro­duk­ty. Dobre pra­wo powin­no być jed­nak zbio­rem reguł a nie zbio­rem roz­wią­zań. Te ostat­nie powin­ny być przed­mio­tem ana­liz i pro­jek­tów inży­nier­skich, a nie pra­wem, jak widać np. po usta­wie o pod­pi­sie elek­tro­nicz­nym, bar­dzo ułomnym.

Po co komu analityk a jeśli tak to jaki czyli bałagan w administracji

Pytanie to wra­ca jak bume­rang. Z regu­ły, gdy sły­szę sło­wo ana­li­tyk” w kon­tek­ście pro­jek­tów zwią­za­nych z two­rze­niem opro­gra­mo­wa­nia poja­wia się ktoś, kto zbie­ra wyma­ga­nia”. Z regu­ły ana­li­ty­ka” wypusz­cza się do przy­szłych użyt­kow­ni­ków, któ­rzy prze­ści­ga­ją się w pomy­słach na temat tego jakie to opro­gra­mo­wa­nie ma być. Niestety to spon­sor pro­jek­tu, pierw­sze co robi naj­czę­ściej, to wska­zu­je kogoś z przy­szłych użyt­kow­ni­ków (a z regu­ły cały ich zespół) jako źró­dło infor­ma­cji o wyma­ga­niach”. Takie podej­ście zale­ca­ją tak­że, w swo­im inte­re­sie, dostaw­cy opro­gra­mo­wa­nia. Użytkownicy, nie mając (z regu­ły) poję­cia jaki cel ma pro­jekt (poza tym, że to dla nich to opro­gra­mo­wa­nie), nie tyl­ko pusz­cza­ją wodze wyobraź­ni zmie­sza­ne ze swo­imi dotych­cza­so­wy­mi doświad­cze­nia­mi, ale tak­że ucie­le­śnia­ją swo­je pomy­sły by jed­no­cze­śnie stro­nić od odpo­wie­dzial­no­ści. Nie będąc spe­cja­li­sta­mi ani w dzie­dzi­nie inży­nie­rii opro­gra­mo­wa­nia ani zarzą­dza­nia, nie są w sta­nie wery­fi­ko­wać pro­po­zy­cji dostaw­cy, przyj­mu­ją więc bezkrytycznie.

Formę eks­tre­mal­na przy­bie­ra to zja­wi­sko admi­ni­stra­cji publicz­nej, a co gor­sza idzie w jesz­cze gor­sza stro­nę. Spójrzmy na argu­men­ty za zmia­na­mi w usta­wie PZP:

Przeprowadzenie jed­ne­go postę­po­wa­nia [pro­jek­to­wa­nie i wyko­na­nie, przyp. mój] jest dużym uła­twie­niem dla zama­wia­ją­cych, ale jego skut­ki mogą się oka­zać niezadowalające.

Możliwość obję­cia jed­nym zamó­wie­niem prac pro­jek­to­wych i budow­la­nych, a tym samym unik­nię­cie koniecz­no­ści prze­pro­wa­dza­nia dwóch odręb­nych postę­po­wań o udzie­le­nie zamó­wie­nia, jest dużą zale­tą dla zama­wia­ją­cych. Tym zapew­ne nale­ży tłu­ma­czyć popu­lar­ność zamó­wień typu ?zapro­jek­tuj i buduj?.

Również opra­co­wa­nie pro­gra­mu funk­cjo­nal­no-użyt­ko­we­go nie­wąt­pli­wie wyma­ga mniej­sze­go nakła­du sił, środ­ków i cza­su niż stwo­rze­nie doku­men­ta­cji pro­jek­to­wej oraz spe­cy­fi­ka­cji tech­nicz­nej wyko­na­nia i odbio­ru robót budow­la­nych potrzeb­nych w przy­pad­ku udzie­la­nia zamó­wień typu ?wybu­duj?. Zamawiającym wygod­niej jest prze­rzu­cić na wyko­naw­ców obo­wią­zek opra­co­wa­nia pro­jek­tu i innych potrzeb­nych doku­men­tów. (Zamówienia typu ?zapro­jek­tuj i buduj? według nowych zasad -.…)

W zasa­dzie cała ta argu­men­ta­cja spro­wa­dza się do: zama­wia­ją­cy nie chce nicze­go robić ani brać jakiej­kol­wiek odpo­wie­dzial­no­ści”. Z uwa­gi na to, że taka for­ma jest tak­że bar­dzo korzyst­na dla wyko­naw­ców (sami sobie sta­wia­ją wyma­ga­nia) otrzy­mu­je­my kon­struk­cję: urząd wyda­je nie swo­je pie­nią­dze, całość prac mery­to­rycz­nych (poza opra­co­wa­niem SIWZ) prze­rzu­ca na dostaw­cę, któ­ry tym samym pro­jek­tu­je sam dla sie­bie i przyj­mu­je potem za to pie­nią­dze. W zasa­dzie nie było by pro­ble­mu gdy­by nie to, że my – oby­wa­te­le – za to wszyst­ko płacimy:

Rozmowa z Jarosławem Żelińskim: Sami wymy­ślą, sami zro­bią i sami oce­nią. Skąd tak duże róż­ni­ce mię­dzy efek­ta­mi infor­ma­ty­za­cji pry­wat­nych firm a infor­ma­ty­za­cją urzę­dów? (Informatyzacja admi­ni­stra­cji, czy­li naj­lep­szy spo­sób na total­ną klę­skę | Forsal​.pl – Giełda, Waluty, Finanse).

Jak widać pro­blem jest zna­ny nie od dziś, a mimo to powsta­ją usta­wo­we pomy­sły zmie­rza­ją­ce w tę gor­szą stronę.

W tym kon­tek­ście przy­to­czę pewien urzę­do­wy wątek. Ostatnio gło­śno się zro­bi­ło o nad­uży­wa­niu dostę­pu do infor­ma­cji publicz­nej”. Ciekawa dys­ku­sja na temat roz­go­rza­ła na stro­nach VaGla​.pl (frag­men­ty):

inco­gni­tus: Pozostaje zatem pyta­nie dla­cze­go wszel­kie urzę­dy wszyst­kie­go auto­ma­tycz­nie nie publi­ku­ją w BIP? Jak by to było robio­ne z auto­ma­tu to praw­do­po­dob­nie takie czyn­no­ści tech­nicz­ne były­by łatwiej­sze i szyb­sze dla urzę­du, niż publi­ko­wa­nie wybior­cze, a póź­niej odpo­wia­da­nie na set­ki wnio­sków o udostępnienie. […]

xpert17: Odpowiedź wyni­ka­ją­ca z teo­rii zarzą­dza­nia jest pro­sta – urząd nie ma żad­ne­go inte­re­su, żeby wyko­ny­wać coś łatwiej i szyb­ciej. Wręcz prze­ciw­nie, sta­ty­stycz­ny urzęd­nik (może nawet pod­świa­do­mie) będzie tak reali­zo­wał swo­je zada­nia, żeby wszyst­ko odby­wa­ło się jak naj­dłu­żej i anga­żo­wa­ło jak naj­wię­cej ludzi – dzię­ki temu uza­sad­nia sens ist­nie­nia swo­je­go miej­sca pra­cy. Gdyby wszyst­ko z auto­ma­tu” tra­fia­ło do BIP, mogło­by się oka­zać, że w dzia­le zaj­mu­ją­cym się wymy­śla­niem przy­czyn odmo­wy udzie­la­nia infor­ma­cji publicz­nej jest prze­rost zatrudnienia. […]

Nieco sar­ka­stycz­na powyż­sza odpo­wiedź nie­ste­ty nie­sie pew­ne wyja­śnie­nie tej sytu­acji. Tak więc patrząc na powyż­sze: czy ma sens by wyma­ga­nia na opro­gra­mo­wa­nie dla urzę­du pisa­li urzęd­ni­cy? Czy da się zro­bić opro­gra­mo­wa­nie lep­sze? Zapewniam, że da się:

Jarek Żeliński: wystar­czy dobrze opi­sać wyma­ga­nia” na sys­tem elek­tro­nicz­ne­go obie­gu doku­men­tów z wła­ści­wą” obsłu­ga meta­da­nych i publi­ka­cja w BIP będzie auto­ma­tycz­na”, pro­blem w tym, że (powo­łu­jąc się na przed­mów­cę) żaden urzęd­nik nie napi­sze takich wyma­gań – i to jest jeden z powo­dów moje­go zda­nia: nie ma żad­ne­go sen­su, żeby wyma­ga­nia na opro­gra­mo­wa­nie pisał/dyktował (i wszel­kie inne idio­tycz­ne meto­dy zbie­ra­nia wyma­gań bazu­ją­ce na tym co powie user) jego przy­szły użyt­kow­nik! A jest to stan­dard” nie tyl­ko w urzę­dach. (Umowa mię­dzy KPRM a brandADDICTED na wspar­cie komu­ni­ka­cyj­ne | pra­wo | VaGla​.pl Prawo i Internet).

Bo cóż może powstać w Urzędzie, jeże­li będzie­my sto­so­wa­li zasa­dę: użyt­kow­nik sta­wia wyma­ga­nia? A na przy­kład może­my zoba­czyć frag­ment prze­pi­su kuli­nar­ne­go w Centralnej Bazie Orzeczeń Sadów Administracyjnych (pole­cam lek­tu­rę całe­go arty­ku­ły na VaGla​.pl), tu tyl­ko moje zda­nie na ten temat:

Te powyż­sze ośmie­sza­ją­ce tre­ści to moim zda­niem efekt złe­go pro­jek­tu opro­gra­mo­wa­nia słu­żą­ce­go do ano­ni­mi­za­cji, gdzie nie tyl­ko ope­ra­cja copy-paste powin­na być zablo­ko­wa­na, ale sam pro­ces powi­nien być tak zapro­jek­to­wa­ny by, z natu­ry mylą­cy się czło­wiek, miał jak naj­mniej oka­zji by się mylić. Po trze­cie, sys­tem ano­ni­mi­za­cji dopusz­cza­ją­cy inge­ren­cję w treść orze­czeń po ich upra­wo­moc­nie­niu to masa­kra, to mega­bu­bel, auto­ra tego opro­gra­mo­wa­nia. (Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych +1 ząbek czosn­ku | pra­wo | VaGla​.pl Prawo i Internet).

Ale nie­ste­ty, to są skut­ki sto­so­wa­nia meto­dy pole­ga­ją­cej na pro­wa­dze­niu ana­liz wyma­gań meto­dą zbie­ra­nia wyma­gań od przy­szłych użyt­kow­ni­ków”, nie wyobra­żam sobie by tą meto­dą powstał inny sys­tem ano­ni­mi­za­cji niż ten, któ­ry powstał.

A jak to robić?

Wpadła mi nie­daw­no w oko rewe­la­cyj­na w swo­jej pro­sto­cie defi­ni­cja roli ana­li­ty­ka, poja­wi­ła się na jed­nej z wie­lu dys­ku­sji o wyma­ga­niach w ser­wi­sie LinkedIn (źr. http://www.its-all-design.com/a‑graphical-functional-specification-part‑1/):

defincija roli analityka

(ana­li­tyk, współ­pra­cu­jąc z oso­ba­mi zain­te­re­so­wa­ny­mi reali­za­cją celów pro­jek­tu – inte­re­sa­riu­sze – two­rzy spe­cy­fi­ka­cję wymagań/rozwiązania, któ­ra inte­re­sa­riusz wdro­ży do reali­za­cji swo­ich celów).

Warto zwró­cić uwa­gę na to, że tu tak­że nie ma mitycz­ne­go use­ra”. Cel biz­ne­so­wy pro­jek­tu ma ktoś uza­leż­nio­ny od wyni­ków pro­jek­tu. Skoro więc urząd nie ma żad­ne­go inte­re­su, żeby wyko­ny­wać coś łatwiej i szyb­ciej. Wręcz prze­ciw­nie…” nasu­wa się pyta­nie: jaki ma więc sens by urzęd­ni­cy, któ­rzy poten­cjal­nie nie mają żad­ne­go inte­re­su w tym, by uspraw­niać swo­ją pra­cę, two­rzy­li wyma­ga­nia na opro­gra­mo­wa­nie, któ­re powin­no im uspraw­nić pracę?

Analizy wyma­gań nie tyl­ko w admi­ni­stra­cji są pro­wa­dzo­ne, jako wywia­dy i spis życzeń przy­szłych użyt­kow­ni­ków. Czasami te pseu­do ana­li­zy wyma­gań” to beł­kot będą­cy spi­sem żądań pra­cow­ni­ków a ich inte­re­sie. Osobiście byłem kie­dyś świad­kiem, jak tak zwa­ny ana­li­tyk wyma­gań” (dla mnie czło­wiek dyk­ta­fon a nie ana­li­tyk) pew­ne­go lide­ra IT w tym kra­ju, zapi­sał w doku­men­ta­cji wyma­gań, pod dyk­tan­do sze­fo­wej sekre­ta­ria­tu: sys­tem powi­nien pozwa­lać na pod­pi­sy­wa­nie w sekre­ta­ria­cie doku­men­tów decy­zji admi­ni­stra­cyj­nych z pomo­cą prze­ter­mi­no­wa­ne­go pod­pi­su elek­tro­nicz­ne­go” (cho­dzi­ło o wygo­dę tej pani), masa­kra. Zrobiłem raban, obra­żo­na pani z sekre­ta­ria­tu stwier­dzi­ła, że ona jest w tym pro­jek­cie eks­per­tem dzie­dzi­no­wym i ona dyk­tu­je nie ja. Ten zapis jed­nak wyle­ciał (pola­złem do jej sze­fa), na mnie była skar­ga bo nie potra­fię pra­co­wać w zespole”.

Być może więc za spe­cy­fi­ko­wa­nie wyma­gań na opro­gra­mo­wa­nie powin­ny odpo­wia­dać urzę­dy cen­tral­ne od razu po tym, jak nało­żą jakiś usta­wo­wy obo­wią­zek na pod­le­głe im urzę­dy? Wtedy mamy oso­bę” ana­li­ty­ka, któ­ry wyko­na ana­li­zę nowej usta­wy i opra­cu­je wyma­ga­nia na opro­gra­mo­wa­nie. Firma, któ­ra wygra prze­targ, zapew­ne w ramach swo­jej ana­li­zy i opra­co­wa­nia kon­cep­cji roz­wią­za­nia, popy­ta urzęd­ni­ków o jakieś szcze­gó­ły w rodza­ju wewnętrz­na orga­ni­za­cja pra­cy urzę­du, struk­tu­ry obo­wiąz­ków i kom­pe­ten­cji itp. ale nie o to co urzęd­nik ma robić a cze­go nie!

I dokład­nie takie samo podej­ście pole­cam fir­mom: sza­now­ni człon­ko­wie zarzą­dów i rad nad­zor­czych, zanim wybie­rze­cie pro­dukt lub wyko­naw­ce opro­gra­mo­wa­nia, jako inte­re­sa­riu­sze wła­snych pro­jek­tów, zleć­cie ana­li­zę i opra­co­wa­nie spe­cy­fi­ka­cji i dopie­ro potem pozwa­laj­cie wła­snym Waszym pra­cow­ni­kom decy­do­wać o Waszych fir­mach, jeże­li już, to niech to będą przy­naj­mniej Wasze wyż­sze kadry kierownicze.

Ma być k… 17 mandatów!

Ostatnio tema­tów, jakie chciał­bym poru­szyć, poja­wia się wię­cej niż jestem w sta­nie prze­two­rzyć :). Dziś o mier­ni­ku” sku­tecz­no­ści dzia­ła­nia wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści czy­li ana­li­za funk­cjo­no­wa­nia sys­te­mu sta­no­wie­nia prawa.

Co jakiś czas sły­szy­my (albo w pro­jek­tach spo­ty­kam się) z oce­na­mi insty­tu­cji nasze­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści. Są to np. licz­ba nało­żo­nych man­da­tów, czas trwa­nia spra­wy w sądzie, war­tość nało­żo­nych kar i itp. Moim zda­niem wszyst­kie one pro­wa­dzą do pato­lo­gii np. takich jak poniższa:

Gazeta Pomorska ujaw­ni­ła nagra­nie, na któ­rym sły­chać męż­czy­znę wul­gar­nie zwra­ca­ją­ce­go się do innej oso­by, a może gru­py osób. Mężczyzna mówi, że przyj­mu­je mini­mal­ny próg man­da­tów – 17 na gło­wę. Według Gazety Pomorskiej jest to głos naczel­ni­ka toruń­skiej dro­gów­ki Wiesława Rospirskiego. […] Opisane zda­rze­nie jest przede wszyst­kim pro­ble­mem Policji, ale moż­na spoj­rzeć na nie od stro­ny spo­łe­czeń­stwa infor­ma­cyj­ne­go. Czy przej­rzy­stość dzia­łań funk­cjo­na­riu­szy z dro­gów­ki nie mogła­by być więk­sza? Byłoby cie­ka­wie, gdy­by na stro­nach Policji na bie­żą­co infor­mo­wa­no np. o licz­bie udzie­la­nych man­da­tów, funk­cjo­na­riu­szach wysta­wia­ją­cych naj­wię­cej man­da­tów, wykro­cze­niach za któ­re wysta­wia­ne są man­da­ty itd. (Ma być k… 17 man­da­tów! Wyciek tego nagra­nia oka­zją do pytań o przej­rzy­stość Policji – Internauci).

Każdy kto zaj­mu­je się zarzą­dza­niem wie, że ludzie robią to, z cze­go się ich roz­li­cza (za się ich oce­nia). Skoro więc kogoś roz­li­cza się z licz­by nało­żo­nych man­da­tów to zna­czy, że moty­wu­je się go do nakła­da­nia man­da­tów, gorzej – w przy­pad­ku pra­cy na wskaź­nik” może dojść do kre­owa­nia przy­pad­ków wyma­ga­ją­cych nało­że­nia man­da­tu (i chy­ba nic nowe­go nie napi­sa­łem). Analogicznie w przy­pad­ku wszel­kich innych kar administracyjnych.

Popatrzmy na poniż­szy dia­gram, przed­sta­wia ogól­ny sys­tem sta­no­wie­nia i prze­strze­ga­nia prawa.

System stanowienia prawa

Są to: pro­ces głów­ny i jego klu­czo­we skła­do­we procesy:

  1. Stanowienie pra­wa (two­rze­nie aktów prawnych).
  2. Prewencja czy­li zapo­bie­ga­nie łama­niu prawa.
  3. Karanie czy­li nakła­da­nie odpo­wied­nich sank­cji na łamią­cych pra­wo (za pośred­nic­twem sądu lub decyzji).

Generalnie pra­wo sta­no­wio­ne powsta­je w odpo­wie­dzi na stwier­dzo­ne przy­pad­ki zacho­wań nie­po­żą­da­nych spo­łecz­nie. Drugim powo­dem two­rze­nia zapi­sów pra­wa, jest osią­gnię­cie zapla­no­wa­ne­go, poży­tecz­ne­go spo­łecz­nie, efek­tu, np. podat­ki są narzu­co­nym odgór­nie wymo­giem par­ty­cy­pa­cji w kosz­tach utrzy­ma­nia admi­ni­stra­cji Państwa, woj­ska itp. Prawo mówi cze­go nie wol­no i co gro­zi za jego nie­prze­strze­ga­nie (jeże­li pra­wo coś naka­zu­je to zna­czy tyle, że nie wol­no tego nierobić).

Nie wgłę­bia­jąc się w zawi­ło­ści metod two­rze­nia pra­wa, uzna­je­my, że celem jego ist­nie­nia jest eli­mi­na­cja zja­wisk, zacho­wań, spo­łecz­nie nie­po­żą­da­nych lub wymaganych.

Tak więc mamy opi­sa­ny powy­żej pro­ces sta­no­wie­nia pra­wa oraz, będą­ce jego kon­se­kwen­cją pro­ce­sy skła­do­we: pre­wen­cji i karania.

Prewencja to stwa­rza­nia warun­ków nakła­nia­ją­cych do prze­strze­ga­nia pra­wa. Z pre­wen­cją mamy do czy­nie­nia czę­sto, nie tyl­ko w przy­pad­ku np. mar­szu ochra­nia­ne­go przez poli­cję (w celu zapo­bie­że­nia fak­tom łama­nia pra­wa) ale tak­że są nią gar­by na dro­dze ogra­ni­cza­ją­ce pręd­kość np. przy szkołach.

System sta­no­wie­nia pra­wa powi­nien być nad­zo­ro­wa­ny, co do tego nikt chy­ba nie ma wąt­pli­wo­ści. Jak go kon­tro­lo­wać i oce­niać? Uznano, że nale­ży stwo­rzyć i na bie­żą­co śle­dzić war­tość okre­ślo­nych wskaź­ni­ków (mecha­ni­zmem takim jest tak­że usta­wa o dostę­pie do infor­ma­cji publicz­nej ale to inny wątek).

W sfe­rze zarzą­dza­nia mówi się o tak zwa­nych KPI (ang. [[Key Performance Indicator]] czy­li klu­czo­we wskaź­ni­ki efek­tyw­no­ści). Ich two­rze­nie jest jed­ną z naj­trud­niej­szych ele­men­tów zarzą­dza­nia. Już w latach 50-tych ubie­głe­go wie­ku uzna­no, że ide­al­nym przed­mio­tem mie­rze­nia są pro­ce­sy biz­ne­so­we. Trudnością jest ich iden­ty­fi­ka­cja oraz usta­la­nie wła­ści­wych wskaź­ni­ków. Jaki wskaź­nik jest wła­ści­wy? Taki, któ­ry popraw­nie zamy­ka pętle sprzę­że­nia zwrot­ne­go pod­no­szą­ce­go jakość pro­ce­su. Innymi sło­wy wskaź­nik powi­nien być tak zbu­do­wa­ny by wyko­naw­ca pro­ce­su (wła­ści­ciel pro­ce­su) widział pozy­tyw­ny zwią­zek pomię­dzy war­to­ścią wskaź­ni­ka a jako­ścią pro­duk­tu jaki two­rzy jego proces.

Każdy pro­ces to swe­go rodza­ju sys­tem, zło­żo­ny z ele­men­tów go two­rzą­cych (ludzie, maszy­ny, bodź­ce, regu­ły biz­ne­so­we itp.). Mamy na naszym mode­lu zobra­zo­wa­ny System Stanowienia Prawa, mia­rą jego efek­tyw­no­ści jest to w jakim stop­niu osią­gnię­to ide­ał, czy­li brak zja­wisk spo­łecz­nie nie­po­żą­da­nych. Elementami tego sys­te­mu są spo­łecz­ność dla któ­rej to pra­wo powsta­je ( któ­ra je two­rzy), twór­cy pra­wa oraz wyło­nio­ne przez spo­łecz­ność służ­by strze­gą­ce jego prze­strze­ga­nia (dia­gram zawie­ra jedy­nie same oma­wia­ne procesy).

W kon­tek­ście poli­cji i cyta­tu z pra­sy: istot­ne jest to, że jeden pro­ces to reak­cja na poje­dyn­czy przy­pa­dek zła­ma­nia usta­no­wio­nej nor­my cze­go kon­se­kwen­cją (pro­duk­tem pro­ce­su) jest decy­zja (tu man­dat). Ocenie może pod­le­gać pro­dukt pro­ce­su a nie licz­ba jego wystą­pień! Miernikiem jako­ści pra­cy poli­cjan­ta jest więc jakość jego decy­zji a nie ich ilość! Jak tę jakość mie­rzyć? Np. licz­bą sku­tecz­nych odwo­łań od jego decy­zji. A kogo oce­nia licz­ba man­da­tów? Jeżeli poli­cjant pra­cu­je uczci­wie to raczej sta­no­wią­cych pra­wo lub spo­łecz­ność łamią­cą zasa­dy. A co zro­bić by poli­cjant pra­co­wał uczci­wie? Kontrolować go. Jak? Zawsze moż­na zło­żyć skar­gę na poli­cjan­ta, tak­że na jego bez­czyn­ność (podob­nie jak na każ­dy inny organ).

Nie mam poję­cia czym kie­ro­wał się ten kto wymy­ślił oce­nę pra­cy poli­cjan­tów poprzez licz­nie ilo­ści wysta­wio­nych przez nich man­da­tów (albo gorzej – ich war­tość!). Wytłumaczeniem może być chęć pozy­ska­nia zwięk­szo­nych środ­ków z man­da­tów, ale to nic inne­go jak dzia­ła­nia na szko­dę spo­łecz­no­ści, któ­rą się reprezentuje!

To tyl­ko namiast­ka opi­su pro­ble­mu jaki obser­wu­ję. Czy mam rację? Patologia już jest i jej prze­wi­dze­nie nie jest wiel­kim wyczy­nem. Moim zda­niem powyż­sze tłu­ma­czy ją w dużym stop­niu. Podobną pato­lo­gią było boga­to rela­cjo­no­wa­ne w pra­sie kre­owa­nie prze­stępstw przez służ­by” za cza­sów agen­ta Tomka”.

Zastanawia mnie kto sie­dzi za tymi pomy­sła­mi. Podobno każ­dy kraj, a kon­kret­nie jego rząd, ma tak zwa­ne think tanki”:

Think tank (ang., dosłow­nie: zbior­nik myśli) ? komi­tet dorad­czy, z zało­że­nia nie­za­leż­ny, nie­dzia­ła­ją­cy dla zysku ośro­dek zaj­mu­ją­cy się bada­nia­mi i ana­li­za­mi doty­czą­cy­mi spraw publicz­nych. (Wikipedia, wol­na ency­klo­pe­dia).

Zakładam, że nasz też ma i albo są tam nie­kom­pe­tent­ni ludzi, albo ich nikt nie słu­cha, albo jed­nak nie mamy think tan­ków. Bo takie mia­ry jak licz­ba man­da­tów jako mier­nik pra­cy poli­cji czy też licz­ba wyro­ków ska­zu­ją­cych w sądach, czas trwa­nia pro­ce­su itp. to kary­god­ne prak­ty­ki pro­wa­dzą­ce do patologii.

Co powin­no być dobrym mier­ni­kiem? W ska­li całe­go sys­te­mu np. poziom prze­stęp­czo­ści. Jednak 0% jest nie­osią­gal­ne więc nale­ży zało­żyć z góry poziom akcep­to­wal­ny. Po dru­gie, w przy­pad­ku tego sys­te­mu, celem jest niska (ide­ałem jest zero­wa) prze­stęp­czość więc cały sys­tem jest ste­ro­wa­ny licz­bą przy­pad­ków (i prób) łama­nia pra­wa. Należy mieć świa­do­mość, że duża licz­ba przy­pad­ków łama­nia pra­wa może być efek­tem sła­bo­ści przy­mu­su, demo­ra­li­za­cji ale tak­że zbyt suro­we­go pra­wa. Problem nie jest pro­sty i wyma­ga nie­co bar­dziej wyra­fi­no­wa­ne­go mode­lu niż ten jaki przed­sta­wi­łem, jed­nak uwa­żam, że ten lep­szy” model będzie nie­co dokład­niej­szy a nie inny.