Prawo autorskie i wartości niematerialne – analiza systemowa

Wprowadzenie

Rozgorzała dys­ku­sja o ACTA (klik­nij tu i poznaj treść), powo­dów wie­le ale tu nie będą oma­wia­ne. Przedstawię pró­bę ana­li­zy ryn­ku praw autor­skich by wska­zać klu­czo­wy moim zda­niem pro­blem. Skorzystam z pre­zen­to­wa­ne­go wcze­śniej mode­lu ryn­ku oraz pew­nej zasa­dy logi­ki mówią­cej, że:

klu­czo­wą cechą mode­lu dla potrzeb ana­li­zy sys­te­mo­wej jest trak­to­wa­nie go, pojęć z któ­rych się skła­da, jako pew­nej prze­strze­ni nazw (kon­cep­tów) speł­nia­ją­cych pod­sta­wo­wą zasa­dę wza­jem­ne­go wyklu­cza­nia się defi­ni­cji pojęć (zasa­da wyłą­czo­ne­go środ­ka w logice).

Nieco prost­szy­mi sło­wa­mi: jeże­li jakaś defi­ni­cja defi­niu­je jakieś poje­cie, mówi, że coś jest czymś”, to defi­nio­wa­ne poję­cie nie jest już niczym innym. Stosowanie tej zasa­dy w ana­li­zie pozwa­la eli­mi­no­wać nie­jed­no­znacz­ność two­rzo­nej tre­ści (opi­su).

Wykorzystane narzędzia

Do ana­li­zy tej wyko­rzy­sta­no pod­sta­wo­we narzę­dzia ana­li­zy sys­te­mo­wej jaki­mi są model poję­cio­wy oraz model struk­tu­ry ana­li­zo­wa­ne­go systemu.

Model pojęciowy – dzieło i jego postacie

Pojęcie dzie­ła w kon­tek­ście sztu­ki pozo­sta­wiam komu inne­mu :). Tu sku­pi­my się na defi­ni­cji z pra­wa cywilnego:

Przedmiotem pra­wa autor­skie­go jest każ­dy prze­jaw dzia­łal­no­ści twór­czej o indy­wi­du­al­nym cha­rak­te­rze, usta­lo­ny w jakiej­kol­wiek posta­ci, nie­za­leż­nie od war­to­ści, prze­zna­cze­nia i spo­so­bu wyra­że­nia (utwór)

Utworem, w rozu­mie­niu Kodeksu Cywilnego jest dzie­ło, w rozu­mie­niu Umowy o Dzieło, pro­dukt wyko­naw­cy Dzieła (powsta­ją pra­wa autor­skie mająt­ko­we i pra­wa autor­skie oso­bi­ste, dys­po­no­wać moż­na pra­wem mająt­ko­wym, autor­skie oso­bi­ste jest nie­zby­wal­ne, trze­ba tu dodać, że poję­cie pra­wa wła­sno­ści jest wyłącz­nym pra­wem dys­po­no­wa­nia np. tu mająt­ko­wym pra­wem autor­skim to dla­te­go mówi­my, że autor dzie­ła jest jego pier­wot­nym właścicielem).

Kilka defi­ni­cji pojęć na począ­tek (Słownik języ­ka pol­skie­go PWN, przy­po­mi­nam, że poję­cia są defi­nio­wa­ne w usta­wach, jeże­li nie zawie­ra­ją takich defi­ni­cji przyj­mu­je się powszech­ne zna­cze­ni słów w danym języku):

  • dzie­ło: 1. utwór lite­rac­ki, nauko­wy lub arty­stycz­ny, zwłasz­cza dużej war­to­ści, 2. pra­ca, dzia­ła­nie, 3. efekt czy­jejś pra­cy lub jakichś pro­ce­sów.
  • utwór: 1. dzie­ło nauko­we, lite­rac­kie, muzycz­ne, fil­mo­we itp., 2. część jakie­goś narzą­du speł­nia­ją­ca okre­ślo­ne funk­cje w orga­ni­zmie, 3. guz, narośl roz­wi­ja­ją­ce się w orga­ni­zmie, 4. mine­rał lub ska­ła pocho­dzą­ce z jed­ne­go okre­su geo­lo­gicz­ne­go, mają­ce taką samą budo­wę lub inną wspól­ną cechę.
  • pra­wo: 1. ogół prze­pi­sów i norm praw­nych regu­lu­ją­cych sto­sun­ki mię­dzy ludź­mi danej spo­łecz­no­ści, 2. nor­ma praw­na, 3. nauka o pra­wie, stu­dia nad prawodawstwem,4. upraw­nie­nia przy­słu­gu­ją­ce komuś zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cy­mi prze­pi­sa­mi, 5. zasa­da rzą­dzą­ca pro­ce­sa­mi przy­rod­ni­czy­mi i spo­łecz­ny­mi, sta­no­wią­ca cel badań nauko­wych, 6. kie­ru­nek stu­diów zwią­za­nych z nauką o pra­wie, z prawoznawstwem.
  • autor: 1. twór­ca dzie­ła lite­rac­kie­go lub nauko­we­go, też: dzie­ła sztu­ki, wyna­laz­ku, pro­jek­tu itp., 2. ini­cja­tor jakie­goś przed­się­wzię­cia, 3. wyko­naw­ca jakiejś czynności.
  • twór­ca: 1. oso­ba, któ­ra coś two­rzy, zwłasz­cza w dzie­dzi­nie sztu­ki, 2. oso­ba, któ­ra jest spraw­cą czegoś.
  • mate­rial­ny: 1. ist­nie­ją­cy fizycz­nie, 2. odno­szą­cy się do dóbr eko­no­micz­nych, 3. doty­czą­cy tre­ści, a nie for­my.
  • mece­nat: opie­ka nad sztu­ką, lite­ra­tu­rą i nauką spra­wo­wa­na przez oso­bę, insty­tu­cję lub pań­stwo; patro­nat.

Dalsze zrów­na­nie poję­cia dzie­ła i utwo­ru wyni­ka z tre­ści dwóch ustaw: O Prawie autor­skim i Kodeksu Cywilnego (tu Umowa o Dzieło, któ­re jest trak­to­wa­ne jako uni­kal­ny efekt pra­cy). W dal­szej czę­ści będę uży­wał głów­nie poję­cia dzie­ła, jed­nak pamię­tać nale­ży, że w tek­ście tym jest ono rów­no­znacz­ne z poję­ciem utwo­ru. W moim prze­ko­na­niu sło­wo dzie­ło ma w języ­ku pol­skim szer­sze zna­cze­nie niż utwór (patrz powyż­sze defi­ni­cje), poję­cie utwór mie­ści się w defi­ni­cji dzie­ła. Podobny pogląd ma usta­wo­daw­ca, w obsza­rze umów o dzie­ło, wska­zu­jąc że nie każ­de dzie­ło jest utwo­rem w kwe­stii ulgi jaką jest uzna­nie, że auto­ro­wi dzie­ła będą­ce­go utwo­rem, przy­słu­gu­je ulga podat­ko­wa 50%.

Dzieło może mieć postać mate­rial­ną i nie­ma­te­rial­ną. Dzieło mate­rial­ne (rzeź­ba, obraz malar­ski) ma swój ory­gi­nał, mogą powstać repro­duk­cje. To dru­gie dzie­ło, nie­ma­te­rial­ne, doty­czy w szcze­gól­no­ści utwo­rów muzycz­nych, zdjęć czy tre­ści (każ­da wypo­wiedź to pro­za lub poezja ;)). Dzieło nie­ma­te­rial­ne może być utrwa­lo­ne na wybra­nym nośni­ku (muzy­ka na pły­cie CD, pro­za na papie­rze, …), wte­dy powsta­ją jego egzemplarze.

Model poję­cio­wy ana­li­zo­wa­nej dzie­dzi­ny (na potrze­by arty­ku­łu poję­cie «utwór» z Prawa autor­skie­go zosta­ło zrów­na­ne z poję­ciem «dzie­ło» z Kodeksu Cywilnego)

Pojawia się poję­cie praw do dzie­ła. Mamy dwa pra­wa autor­skie: oso­bi­ste i mate­rial­ne. Prawo oso­bi­ste to nie­zby­wal­ne pra­wo auto­ra do ozna­cze­nia dzie­ła jego imie­niem (imię auto­ra jest nie­ja­ko cechą, inte­gral­ną czę­ścią utwo­ru). Prawo autor­skie mająt­ko­we to pra­wo dys­po­no­wa­nia pra­wa­mi do dzie­ła w tym tak­że pra­wa­mi do two­rze­nia dzieł zależ­nych, egzem­pla­rzy, repro­duk­cji itp., w szcze­gól­no­ści czer­pa­nia korzy­ści mająt­ko­wych np. z jego udo­stęp­nia­nia. Prawo autor­skie mająt­ko­we jest zby­wal­ne (moż­na je sprze­dać i kupić, jest to tak zwa­na war­tość nie­ma­te­rial­na, praw­na). Prawo korzy­sta­nia z dzie­ła w jakiej­kol­wiek fir­mie i zakre­sie (muszą być one okre­ślo­ne) to licen­cja. Licencja (w zasa­dzie umo­wa dzier­ża­wy) nie daje licen­cjo­bior­cy żad­nych praw do dzie­ła nie licząc pra­wa do korzy­sta­nia (przy czym samo korzy­sta­nie nie daje żad­ne­go inne­go pra­wa, w szcze­gól­no­ści do two­rze­nia kopii lub egzem­pla­rzy, chy­ba że praw takich udze­lo­no). Tu nale­ży zwró­cić uwa­gę, że posia­da­nie nośni­ka z egzem­pla­rzem utwo­ru nie daje żad­nych praw do same­go utwo­ru, w tym pra­wa do jego rozpowszechniania.

Warto też pod­kre­ślić, że czę­sto mylo­ne jest naby­cie i posia­da­nie egzem­pla­rza (nośni­ka z utwo­rem), z naby­ciem praw do same­go utwo­ru. Niestety nie jest tak (na dia­gra­mie powy­żej obszar zacie­nio­ny magen­tą), że naby­cie pły­ty z utwo­rem czy­ni z nabyw­cy nośni­ka tak­że wła­ści­cie­la utwo­ru (autor­skie pra­wo mająt­ko­we). Nabycie pły­ty z utwo­rem muzycz­nym czy fil­mem, to jedy­nie tech­nicz­ne umoż­li­wie­nie nabyw­cy odsłu­cha­nia go (obej­rze­nia fil­mu) w dogod­nej porze, raz lub wie­le razy. Ta swo­bo­da pory i ilo­ści jest war­to­ścią doda­ną w sto­sun­ku do radia, kina czy TV gdzie nie my decy­du­je­my kie­dy i cze­go posłu­cha­my. Tak więc dotar­li­śmy do poję­cia wartości.

Dziełami mate­rial­ny­mi (rzeź­by, obra­zy) nie zaj­mu­je­my się tu, gdyż ich nama­cal­ność” zrów­nu­je je w sen­sie posia­da­nia” z każ­dym innym mate­rial­nym przed­mio­tem (cho­dzi o egzem­plarz będą­cy ory­gi­na­łem dzie­ła). Raczej nie mamy pro­ble­mu z okre­śle­niem, kto jest posia­da­czem ory­gi­na­łu rzeź­by czy obra­zu. Może poja­wić się pro­blem z repro­duk­cją, ale uzna­jąc za repro­duk­cję, kopię rzeź­by czy obra­zu wyko­na­ną w tej samej tech­ni­ce (kopia rzeź­by to rzeź­ba, kopia obra­zu to tak­że obraz) moż­na uznać, że nie ma tu mowy o war­to­ści nie­ma­te­rial­nej w rozu­mie­niu utwo­ru jak powy­żej. Jednak autor­skie pra­wa mająt­ko­we do dzie­ła to pra­wo udzie­la­nia zgod­ny na utwo­rze­nie reprodukcji.

Cechą nie­ma­te­rial­ne­go dzie­ła jest to, że wyma­ga ono nośni­ka oraz to, że łatwo je powie­lać po pro­stu kopiu­jąc w spo­sób bez­strat­ny. Dziełem jest treść, jej bez­strat­ne i prak­tycz­nie bez-kosz­to­we powie­la­nie, w dobie tech­no­lo­gii jaki­mi dziś dys­po­nu­je­my, nie sta­no­wi żad­ne­go pro­ble­mu (ani istot­ne­go kosztu).

Prostą, nadal funk­cjo­nu­ją­cą, barie­rą blo­ku­ją­cą powie­la­nie (two­rze­nie replik, repro­duk­cji ory­gi­na­łów np. rzeźb) dzieł mate­rial­nych jest wyma­ga­na umie­jęt­ność porów­ny­wal­na do tej, jaką cechu­je się autor ory­gi­na­łu. W przy­pad­ku dzieł nie­ma­te­rial­nych ta barie­ra nie ist­nie­je, do sko­pio­wa­nia naj­lep­sze­go nawet utwo­ru lite­rac­kie­go czy muzycz­ne­go wystar­czy np. kom­pu­ter, nie są potrzeb­ne żad­ne, poza obsłu­gą kom­pu­te­ra, umiejętności.

Model biznesowy – Łańcuch wartości na rynku dóbr niematerialnych

Wprowadzenie poję­cia ryn­ku teraz jest tu nie­unik­nio­ne. Wartość ryn­ko­wa to nic inne­go jak źró­dło popy­tu, sko­ro jest popyt na coś, to ma to coś na ryn­ku war­tość. Jaką? Łatwo zmie­rzyć: akcep­to­wal­ny dla nabyw­cy koszt zaku­pu. Tu poja­wia się pora na przy­po­mnie­nie pra­wa popytu:

  • wraz ze wzro­stem ceny male­je popyt,
  • wraz ze wzro­stem poda­ży male­je cena, pro­giem male­ją­cej ceny jest koszt wytworzenia,
  • pro­giem popy­tu jest chłon­ność ryn­ku czy­li zaspo­ko­je­nie potrzeb wszyst­kich nabyw­ców (rosną­ca podaż nie powo­du­je wzro­stu popytu).

(tu uwa­ga, cena ryn­ko­wa – zwa­na tak­że spe­ku­la­cyj­ną – nie jest tą ceną w rozu­mie­niu eko­no­mii wymia­ny dóbr jako ekwiwalentu/parytetu pra­cy). Tak więc mamy pro­dukt: jest to coś co ma okre­ślo­ną war­tość dla nabyw­cy i cenę. Od tego momen­tu zanie­dbu­je­my dzie­ła mate­rial­ne, np. rzeź­by, bo pod­le­ga­ją zna­nym od tysiąc­le­ci pra­wom. Skupimy się na war­to­ściach nie­ma­te­rial­nych: dzie­łach i utwo­rach takich jak muzy­ka, tekst czy film (tak­że opro­gra­mo­wa­nie). Model łań­cu­cha wartości:

Model struk­tu­ry prze­pły­wu war­to­ści na ryn­ku war­to­ści intelektualnych

Mamy tu:

  • twór­cę: auto­ra dzieła,
  • dzie­ło: poję­cie już tu wcze­śniej zdefiniowane,
  • wła­ści­ciel dzie­ła: jest nim sam twór­ca lub jego spon­sor w ramach umo­wy (np. pracodawca),
  • nabyw­ca: ktoś kto zapła­cił za dane dobro, tu jest tym dobrem dzieło,
  • nabyw­ca nie­le­gal­ny to nabyw­ca pozy­sku­ją­cy dzie­ło poza sie­cią dys­try­bu­cji posia­da­cza praw mająt­ko­wych do dzie­ła, nie uisz­cza­ją­cy zapłaty.

Korzystając z opi­sa­ne­go wcze­śniej mode­lu biz­ne­so­we­go (a w zasa­dzie meta­mo­de­lu) powstał powyż­szy model biz­ne­so­wy sprze­da­ży dzie­ła (utwo­rów) na ryn­ku, tu dzie­ła nie­ma­te­rial­ne­go. Tak więc mamy twór­cę (auto­ra dzie­ła) oraz posia­da­cza autor­skich praw mająt­ko­wych. Mogą to być odręb­ne pod­mio­ty, jeże­li autor zawarł umo­wę prze­no­szą­cą autor­skie pra­wa mająt­ko­we na inną osobę.

Jeżeli dzie­ło ma być źró­dłem przy­cho­du auto­ra, musi zostać sprze­da­ne. Pamiętając pra­wo popy­tu, sprze­da­nie jed­ne­go tyl­ko egzem­pla­rza książ­ki czy utwo­ru muzycz­ne­go raczej nie ma eko­no­micz­ne­go sen­su (raczej nikt nie wyda tyle pie­nię­dzy na takie dzie­ło), dla­te­go z zasa­dy są sprze­da­wa­ne całe set­ki i tysią­ce egzem­pla­rzy nośni­ków z dzie­łem (podaż). Koszt ich wytwo­rze­nia roz­kła­da się na cały nakład i ryn­ko­wa cena egzem­pla­rza spa­da. Tu pole­cam cały arty­kuł, któ­re­go frag­ment cytuje:

Nowe mode­le sprze­da­ży tre­ści przez Internet są fak­tem ? dzię­ki nie­mu może­my sprze­dać 1 mln egzem­pla­rzy po 1 zł zamiast 100 tys. po 10 zł i efekt będzie ten sam. Ale wszyst­ko to dzia­ła jed­nak przy zało­że­niu, że jakaś ochro­na praw autor­skich ist­nie­je. W Polsce nadal spo­ro osób uwa­ża, że są bar­dzo spryt­ni nie pła­cąc 2 zł za bilet czy 4 zł za par­ko­wa­nie. (źr. Czy potrze­bu­je­my zmia­ny para­dyg­ma­tu wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej? | eche​lon​.pl).

Każda nie­le­gal­na kopia po pierw­sze nisz­czy wszyst­kie zało­że­nie biz­ne­spla­nu wydaw­cy, po dru­gie łamie wyłącz­ne autor­skie pra­wo mająt­ko­we auto­ra do dys­po­no­wa­nia swo­im dzie­łem. Argumenty w rodza­ju autor nic nie tra­ci bo i tak bym, nie zapła­cił” są chy­bio­ne z pro­ste­go powo­du: demo­ra­li­zu­je­my tych, któ­rzy zapła­ci­li. A po dru­gie nie­le­gal­ne kopie nisz­czą rynek (jego chłonność).

Czy do kultury i nauki powinien być darmowy dostęp?

A kto zde­fi­niu­je kul­tu­rę? Bo chy­ba nie są to set­ki nie­le­gal­nych fil­mów czy utwo­rów muzycz­nych na tera­baj­to­wych dys­kach mło­dzie­ży”.… Nie prze­ko­nu­je mnie Pan Palikot:

Możliwość obej­rze­nia fil­mów za dar­mo w inter­ne­cie to dla mło­dych ludzi ele­ment ich pod­sta­wo­wych praw – stwier­dził Janusz Palikot. (za Palikot prze­ciw ACTA: Godność, rów­ność, ścią­ga­nie – m.newsweek.pl).

Praw do cze­go? Darmowy dostęp ozna­cza ist­nie­nie spon­so­ra, kto nim tu będzie? Danie praw do pomi­ja­nia” praw twór­cy, bez zagwa­ran­to­wa­nia twór­cy praw do swo­ich utwo­rów to jakieś kurio­zum eko­no­mii. Ale kultura…

Kultura powin­na mieć mece­na­sa. Od tysię­cy lat nie­jed­no Państwo utrzy­my­wa­ło na wła­snym gar­nusz­ku uzna­nych twór­ców, udo­stęp­nia­jąc całe­mu spo­łe­czeń­stwu ich dzie­ła za dar­mo. Wystarczy wyku­pić autor­skie pra­wa mająt­ko­we od twór­cy, dać mu doży­wot­nią ren­tę i jego dzie­ła upu­blicz­nić, niech się kul­tu­ra i nauka roz­wi­ja swo­bod­nie dla chwa­ły spo­łe­czeń­stwa. Historia zna takie przypadki.

A co my mamy? Ci, któ­rzy mają strzec pra­wa sami są na bakier z sza­cun­kiem dla autorów:

Gwizdała chce wyto­czyć pro­ces komen­dan­to­wi o naru­sze­nie praw autor­skich i mająt­ko­wych: – Nie może być tak, że poli­cja ści­ga oby­wa­te­li za kra­dzież w inter­ne­cie, a sama jest na bakier z pra­wem. (za Policja win­na kra­dzie­ży praw autor­skich?).

Problem w tym, że gene­ral­nie szwan­ku­je ety­ka. Mało kto nie­ste­ty postę­pu­je etycz­nie, dowo­dem jest licz­ba użyt­kow­ni­ków pirac­kich kopii. Z dru­giej stro­ny śro­do­wi­ska auto­rów raczej nie wycho­dzą na uli­ce pro­te­sto­wać prze­ciw­ko pra­wu autorskiemu…

Podsumowanie

Ostatnie pro­te­sty moim zda­niem poka­za­ły, że pro­blem tkwi w rozu­mie­niu twór­ców, rozu­mie­niu praw autor­skich i tego, że jed­nak ist­nie­ją war­to­ści nie­ma­te­rial­ne. Jeżeli jedy­nym powo­dem, dla któ­re­go obec­nie nie ma nie­le­gal­nych rzeźb Nike z Samotraki jest to, że stwo­rze­nie takiej nie­le­gal­nej kopii wyma­ga­ło by talen­tu rzeź­bia­rza, to kim są kopiu­ją­cy nie­le­gal­nie muzy­kę, książ­ki czy filmy?

Osobiście odci­nam się w tym arty­ku­le od rela­cji rząd a spo­łe­czeń­stwo, bo to dys­ku­sja poli­tycz­na a nie sys­te­mo­wa. Nie zna­czy to, że uchy­lam się od udzia­łu w niej, po pro­stu nie robię tego na uli­cy. Martwi mnie to, że w rzą­dzie chy­ba nikt nie myśli sys­te­mo­wo, w każ­dym razie nie widać tam pro­duk­tów sys­te­mo­we­go myśle­nia. Obym się mylił…

Kończąc, pira­tów nale­ży ści­gać, war­to jed­nak to robić w imie­niu auto­rów dzieł. Nie podo­ba mi się ści­ga­nie pira­tów z urzę­du – pako­wa­nia tego do pra­wa kar­ne­go. Prawo autor­skie to spra­wy cywil­ne i powi­nien być poszko­do­wa­ny i pozew a nie ści­ga­nie bo tak”, to zmu­si twór­ców do samo­dziel­ne­go dba­nia o wła­sny inte­res, bez prze­rzu­ca­nia kosz­tów pro­wa­dzo­nej dzia­łal­no­ści (egze­kwo­wa­nie swo­ich praw autor­skich) na Państwo czy­li na nas wszyst­kich. Po dru­gie nie da się unik­nąć mece­na­sów, jed­nak war­to zasta­no­wić się nad cza­sem ochro­ny i paten­to­wej i mająt­ko­wych praw autor­skich. Wydaje mi się, że ochro­na z tytu­łu praw autor­skich mająt­ko­wych powin­na wyga­sać wraz ze śmier­cią auto­ra. A ochro­na paten­to­wa powin­na wyga­sać po upły­wie okre­su zwro­tu z inwe­sty­cji, któ­ry to okres łatwo spraw­dzić w biznesplanie.

Twórca i jego dzie­ła muszą być chro­nio­ne ale posia­da­cze praw mająt­ko­wych nie powin­ni być dyk­ta­to­ra­mi… a posia­da­cze praw mająt­ko­wych do cudzych utwo­rów: nie powin­ni być paso­ży­ta­mi… i to paso­żyt­nic­two powin­no być tępio­ne a nie pra­wo autor­skie i pra­wa autorów.

Kilka słów współ­au­to­ra naszej usta­wy z 1994 roku:

Czy ACTA zawie­ra roz­wią­za­nia, któ­re są bar­dziej restryk­cyj­ne niż te zawar­te w pol­skim prawie?

Prof. Jan Błeszyński: Generalnie nie, bo pol­skie pra­wo speł­nia stan­dar­dy tej umo­wy. W wie­lu kwe­stiach ochro­na praw autor­skich w naszej usta­wie idzie jesz­cze dalej. Jeżeli oka­że się, że trze­ba wpro­wa­dzić zmia­ny w naszym pra­wie, to doty­czyć to będzie kwe­stii szczegółowych.

To skąd protesty?

… (czy­taj Prawo autor­skie znacz­nie surow­sze niż ACTA).

oraz skut­ki obec­ne­go podej­ścia do kul­tu­ry i nauki:

Obowiązuje prze­cież kul­tu­ra tzw. ?flu­ore­scen­cyj­ne­go pisa­ka? ? czy­tam tyl­ko to, co jest zazna­czo­ne. W ten spo­sób ucie­ka kon­tekst. Nikt nie szu­ka źró­deł, tyl­ko opra­co­wań. I stąd też ogrom­na rola mediów w tłu­ma­cze­niu świa­ta. Widać to też przy pro­te­ście doty­czą­cym ACTA. (za Roje, któ­re nie dają mio­du ? Małgorzata Bogunia-Borowska ? Instytut Obywatelski).

2012-04-12

Polecam cały arty­kuł, z któ­re­go cytuję:

nale­ży zacho­wać w tej mate­rii zdro­wy umiar, bo nie wszyst­kie tre­ści mogą być publi­ko­wa­ne w Sieci za dar­mo (a zwłasz­cza pre­mie­ro­we odcin­ki seria­li, czy fil­my, któ­re dopie­ro wcho­dzą do kin), czy na zasa­dzie licen­cji Creative Commons., pro­test prze­ciw­ko ACTA miał cha­rak­ter ?wol­no­ścio­wy?, ale w dużej czę­ści spo­wo­do­wa­ny był też oba­wą, że nagle zosta­nie zakrę­co­ny kurek z pirac­ki­mi pli­ka­mi. (Bunt Sieci po tygo­dniu. Remanent | Antymatrix).

2012-04-15

Pokazała się publi­ka­cja bada­nia: nic nie potwier­dza tego, jako­by pira­ci potem kupo­wa­li kupo­wa­li i napę­dza­li kulturę…

Raport ?Obiegi kul­tu­ry. Społeczna cyr­ku­la­cja tre­ści? sta­wia pod zna­kiem zapy­ta­nia obraz świa­ta kul­tu­ry nisz­czo­ne­go przez ?pira­tów? poprzez nie­le­gal­ne ścią­ga­nie i kopio­wa­nie muzy­ki, fil­mów i ksią­żek. Przeprowadzone przez zespół bada­czy z Centrum Cyfrowego Projekt: Polska bada­nie poka­zu­je, że gra­ni­ce mię­dzy legal­ny­mi a nie­le­gal­ny­mi obie­ga­mi kul­tu­ry są płyn­ne i czę­sto nie­zde­fi­nio­wa­ne, bo inter­net roz­wi­ja się szyb­ciej, niż legi­sla­cja. (za Obiegi Kultury. Społeczna cyr­ku­la­cja treści).

2018-10-03

Spory o pra­wa autor­skie wró­ci­ły po poja­wie­niu się rosz­czeń Sapkowskiego (autor sagi Wiedźmin) wobec CD Project, o dodat­ko­we wyna­gro­dze­nie (gra Wiedźmin osią­gnę­ła bar­dzo duży suk­ces ryn­ko­wy i przy­nio­sła duże zyski).

Wynagrodzenie przy­zna­ne twór­cy jest zbyt niskie w sto­sun­ku do korzy­ści osią­gnię­tych przy oka­zji eks­plo­ata­cji utwo­ru – stwier­dzi­li praw­ni­cy Andrzeja Sapkowskiego. Od CD Projekt żąda­ją co naj­mniej 60 mln zł z tytu­łu udzia­łu w zyskach ze sprze­da­ży gry Wiedźmin”. (źr.: WP money).

Tego typu spo­ry mają cie­ka­wy rodo­wód: zyski a nie pra­wa auto­ra. Pojawia się tu temat kto ma zyski z utwo­ry i jakie te zyski są. na począt­ku arty­ku­ły zwró­ci­łem uwa­gę na poję­cie ceny ryn­ko­wej, jest ona wyni­kiem spe­ku­la­cji i korzy­sta­nia mono­po­lu. Zysk net­to pod­mio­tu praw­ne­go, jakim tu jest CD Project, na pozio­mie setek milio­nów dola­rów, nie ma inne­go niż spe­ku­la­cyj­ne, uza­sad­nie­nia gdyż, albo powi­nien być wyna­gro­dze­niem wszyst­kich zaan­ga­żo­wa­nych pra­cow­ni­ków fir­my, albo nie powin­no go być a egzem­pla­rze gry na ryn­ku powin­ny być tań­sze. Ale to temat na inny artykuł ;)…

Źródła

złodziej

Prawo autorskie, szpiegostwo przemysłowe i projektowanie

Od cza­su do cza­su mie­wam dys­ku­sje na temat tego, kto i co powi­nien wytwo­rzyć w pro­jek­cie dostar­cza­nia opro­gra­mo­wa­nia. Pojawia się pro­blem: czym jest ów pro­jekt. Po dru­gie: kto jest auto­rem i cze­go. Po trze­cie: czym jest ta doku­men­ta­cja. Problem w tym, że w pro­jek­tach IT w wyni­ku ana­liz powsta­ją jakieś wyma­ga­nia” i tak na praw­dę nie wia­do­mo czym one są… Dziwne? Czym jest pro­dukt, któ­re­go cechą funk­cjo­nal­ną jest moż­li­wość wbi­ja­nia gwoź­dzi”? Otoczakiem, pneu­ma­tycz­nym mło­tem czy może pro­stym ręcz­nym młot­kiem? Co wygra prze­targ gdzie kry­te­rium będzie cena w 100%? Otoczak?

Po co two­rzy­my doku­men­ta­cję wymagań?

Mój kole­ga praw­nik ostat­nio, w pro­stych sło­wach, dał odpo­wiedź: doku­men­ta­cja jest po to by w sądzie wia­do­mo było czy przed­miot umo­wy został wyko­na­ny zgod­nie z tre­ścią umo­wy”. Nie muszą chy­ba doda­wać, że doku­men­ta­cja tu, to opis przed­mio­tu umo­wy (albo jak kto woli, Opis Przedmiotu Zamówienia zwa­ny OPZ, czy­li opis dzie­ła jakie nale­ży dostar­czyć), załącz­nik do umo­wy na wyko­na­nie i dostar­cze­nie cze­goś (tu opro­gra­mo­wa­nia). Dlatego zawsze uwa­żam, że pro­jekt z zakre­su inży­nie­rii opro­gra­mo­wa­nia (i nie tyl­ko, chy­ba każ­dy tego typu) powi­nien mieć dwie części:

  1. umo­wa na projektowanie
  2. umo­wa na reali­za­cje projektu

Obie umo­wy bazu­ją na kodek­sie cywil­nym (umo­wa o dzie­ło) i na pra­wie autor­skim (pro­jekt to utwór i pro­gram to utwór). Opracowanie opi­su tego co ma powstać, powin­no być po stro­nie zama­wia­ją­ce­go opro­gra­mo­wa­nie (naj­czę­ściej zle­ca się to tak zwa­ne­mu ana­li­ty­ko­wi wyma­gań). Projekt (pra­wa do nie­go) pozo­sta­je wte­dy w rękach zama­wia­ją­ce­go, więc pozor­nie jego know-how nie zosta­nie prze­ję­te przez (poten­cjal­nie) nie­uczci­we­go wyko­naw­cę i dostaw­cę opro­gra­mo­wa­nia.

Z dru­giej stro­ny w kulu­arach kon­fe­ren­cji nie raz sły­szę, że nie­któ­re fir­my świa­do­mie szu­ka­ją dostaw­cy, któ­ry zna ich bran­że (czy­taj kon­ku­ren­cje) z nadzie­ją, że wraz z usłu­gą lub sys­te­mem ERP, przej­mą choć część know-how jed­ne­go ze swo­ich kon­ku­ren­tów (źr.Audyt orga­ni­za­cji czy ana­li­za?).

Niestety auto­rem opro­gra­mo­wa­nia jest wyko­naw­ca i ma pra­wo dys­po­no­wa­nia tym opro­gra­mo­wa­nie (to on udzie­la na opro­gra­mo­wa­nie licen­cji zama­wia­ją­ce­mu). Nie musi mieć praw, innych niż pra­wo korzy­sta­nia z egzem­pla­rza (załącz­nik do umo­wy na wyko­na­nie), do opi­su na pod­sta­wie, któ­re­go opro­gra­mo­wa­nie powsta­ło. Jest tu na szczę­ście pew­ne ale”, wię­cej o tym w dal­szej części.

Teraz chy­ba jasno widać Po co two­rzy się doku­men­ta­cję pro­jek­tu IT?” Czy doku­men­ta­cja taka (jaka, co zawie­ra) chro­ni przed prze­ję­ciem wie­dzy biz­ne­so­wej przez wyko­naw­cę opro­gra­mo­wa­nia? Po dru­gie sło­wo doku­men­ta­cja”, bez okre­śle­nia co jest jej przed­mio­tem, nic nie zna­czy. Dlatego piszę tu o doku­men­ta­cji w rozu­mie­niu opis tego co ma powstać”.

Byłem świad­kiem lub uczest­ni­kiem wie­lu dys­ku­sji o pra­wach do pro­duk­tu jakim jest opro­gra­mo­wa­nie. Dyskusje były burz­li­we, dostaw­cy opro­gra­mo­wa­nia bro­nią jak lwy tezy, że są jego posia­da­cza­mi w 100% bo wyma­ga­nia nie są dzie­łem ani pro­jek­tem. Otóż wyma­ga­nia są dzie­łem, tyle że lite­rac­kim, podob­nie zresz­tą jak i oprogramowanie.

Zgodnie więc z pra­wem, zarów­no sam pro­gram jak i doku­ment ana­li­zy, na bazie któ­re­go ono powsta­ło, to rów­no­praw­ne dzie­ła lite­rac­kie w rozu­mie­niu [[Ustawy o Prawie Autorskim i Prawach pokrew­nych]]. Są chro­nio­ne tyl­ko jako treść. Jednak treść” w wypad­ku pro­gra­mu to nic inne­go jak pro­gram. W czym pro­blem? W tym, że autor opro­gra­mo­wa­nia sta­je się posia­da­czem i dys­po­nen­tem wie­dzy, jaką pozy­skał i zawarł w opro­gra­mo­wa­niu w trak­cie two­rze­nia tego opro­gra­mo­wa­nia. Dlaczego? Bo ta wie­dza była koniecz­na do powsta­nia opro­gra­mo­wa­nia a auto­rem opi­su wyma­gań, tre­ści ana­li­zy wyma­gań, pro­jek­tu, i w koń­cu opro­gra­mo­wa­nia, jest naj­czę­ściej wła­śnie wyko­naw­ca opro­gra­mo­wa­nia. Skoro jest auto­rem, jest tak­że posia­da­czem praw do nie­go (autor­skich i mająt­ko­wych). Wytworzony pro­gram zawie­ra logi­kę biz­ne­so­wą zama­wia­ją­ce­go i jej posia­da­czem oraz dys­po­nen­tem cało­ści jest wyko­naw­ca opro­gra­mo­wa­nia, jeże­li był tak­że wyko­naw­cą i auto­rem doku­men­tu opi­su­ją­ce­go wymagania.

Czy moż­na temu zaradzić?

Tak. Przedmiotem ochro­ny praw­nej może być algo­rytm, tu szcze­gó­ło­wy opis logi­ki biz­ne­so­wej imple­men­to­wa­nej w opro­gra­mo­wa­niu. Jeżeli taki opis powsta­nie, w wyczer­pu­ją­cy i jed­no­znacz­ny spo­sób opi­su­ją­cy nie tyl­ko co, ale tak­że jak pro­gram ma to robić, wyko­naw­ca two­rząc opro­gra­mo­wa­nie na bazie takie­go opi­su, two­rzy utwór zależ­ny i nie ma praw do dys­po­no­wa­nia opro­gra­mo­wa­niem, któ­re wytwo­rzył bez zgo­dy zama­wia­ją­ce­go (posia­da­cza praw mająt­ko­wych do opi­su tej logi­ki). Dlaczego? Bo to Zamawiający ma pra­wa autor­skie mająt­ko­we do opi­su logi­ki biz­ne­so­wej zaim­ple­men­to­wa­nej w pro­gra­mie. Twórca opro­gra­mo­wa­nia (pro­gra­mi­sta) wyko­nał imple­men­ta­cje ale w tym wypad­ku nie jest auto­rem algo­ryt­mu” i nie może dys­po­no­wać swo­bod­nie wytwo­rzo­nym tak opro­gra­mo­wa­niem, o ile oczy­wi­ście zama­wia­ją­cy nie prze­ka­zał mu praw do same­go algorytmu.

Jak to zro­bić? Opracować wyma­ga­nia, ale nie w posta­ci typo­wej spe­cy­fi­ka­cji wyma­gań funk­cjo­nal­nych i poza-funk­cjo­nal­nych, bo ta nie nie­sie w sobie żad­ne­go algo­ryt­mu. Modele przy­pad­ków uży­cia to tak­że tyl­ko funk­cjo­nal­no­ści sys­te­mu, zgod­nie z UML, przy­pad­ki uży­cia to opis tak zwa­nej czar­nej skrzyn­ki”. Potrzebny jest tu opis tak zwa­nej bia­łej skrzyn­ki”, czy­li doku­ment zawie­ra­ją­cy szcze­gó­ło­wy opis tego jak reali­zo­wa­ne są poszcze­gól­ne cechy (funk­cjo­nal­no­ści) sys­te­mu. Innymi sło­wy, opis doku­men­tu­ją­cy dane jakie mają być prze­twa­rza­ne i szcze­gó­ło­wy opis tego prze­twa­rza­nia. W zasa­dzie jest to pro­jekt tego opro­gra­mo­wa­nia (w meto­dy­ce MDA nazy­wa się to model sys­te­mu PIM czy­li [[Platform Independent Model]], powi­nien go poprze­dzać model CIM czy­li [[Computation Independent Model]]). Taka doku­men­ta­cja nie pozo­sta­wia wąt­pli­wo­ści, któ­ry doku­ment co zawie­ra. Model PIM to wła­śnie owa bia­ła skrzyn­ka. Model PSM to już dzie­ło wyko­naw­cy ale w tym przy­pad­ku jest to utwór zależ­ny (powsta­ło na bazie PIM) i wyko­naw­ca bez zgo­dy auto­ra mode­lu PIM nie może swo­bod­nie dys­po­no­wać opro­gra­mo­wa­niem jakie wytworzył.

Ale pły­ną wnio­ski z tych dys­ku­sji z fir­ma­mi programistycznymi:

  • ana­li­za biz­ne­so­wa daje jako pro­dukt opis (model) fir­my, jest to nie­ja­ko pro­dukt audy­tu orga­ni­za­cji, stwier­dze­nie sta­nu fak­tycz­ne­go i nie ma tu mowy o pra­wach do cze­go­kol­wiek poza dzie­łem lite­rac­kim jakim jest treść, w tym model CIM, takiej ana­li­zy (umo­wa o dzie­ło), moż­na i nale­ży taki doku­ment jed­nak potrak­to­wać i chro­nić jed­no­cze­śnie jako tajem­ni­cę przed­się­bior­stwa na mocy USTAWY z dnia 16 kwiet­nia 1993 r. o zwal­cza­niu nie­uczci­wej kon­ku­ren­cji oraz jako dzie­ło na mocy USTAWY z dnia 4 lute­go 1994 r. o pra­wie autor­skim i pra­wach pokrew­nych, dodat­ko­wo war­to sko­rzy­stać z art. 72 prim Kodeksu Cywilnego (Art.72 prim, par.1. Jeżeli w toku nego­cja­cji stro­na udo­stęp­ni­ła infor­ma­cje z zastrze­że­niem pouf­no­ści, dru­ga stro­na jest obo­wią­za­na do nie­ujaw­nia­nia i nie­prze­ka­zy­wa­nia ich innym oso­bom oraz do nie­wy­ko­rzy­sty­wa­nia tych infor­ma­cji dla wła­snych celów), jed­nak tu nadal chro­ni­my tyl­ko infor­ma­cje źró­dło­we, wystar­cza­ją­co dokład­nie opi­sa­ne sta­no­wią jed­nak utrud­nie­nie han­dlem efek­ta­mi ich wykorzystania.
  • pro­jekt opro­gra­mo­wa­nia (model PIM, kom­plet­ny pro­jekt imple­men­ta­cji logi­ki biz­ne­so­wej np. w UML) to utwór (zawie­ra algo­ryt­my), któ­ry wyma­ga udzie­le­nia licen­cji wyko­naw­cy opro­gra­mo­wa­nia na uży­cie go do wytwo­rze­nia opro­gra­mo­wa­nia, któ­re sta­je się tym samym dzie­łem zależ­nym (pra­wo autor­skie) i dostaw­ca (pro­gra­mi­sta) nie może tym pro­gra­mem dalej han­dlo­wać bez zgo­dy zama­wia­ją­ce­go; waru­nek: pro­jek­tant nie może być pra­cow­ni­kiem pro­gra­mi­sty, pra­wa do pro­jek­tu muszą być po stro­nie zama­wia­ją­ce­go oprogramowanie,

Generalnie war­to umie­ścić wszyst­kie te ele­men­ty w umo­wie na dostar­cze­nie opro­gra­mo­wa­nia. W przy­pad­ku umo­wy z ana­li­ty­kiem zale­cam pierw­szy punkt. Produkt ana­li­ty­ka (podob­nie jak dedy­ko­wa­ny pro­dukt biu­ra archi­tek­ta budow­la­ne­go) powi­nien w cało­ści przejść na wła­sność zama­wia­ją­ce­go, w koń­cu opi­su­je dokład­nie jego firmę.

Na zakoń­cze­nie

Jak ustrzec się przed wynie­sie­niem z fir­my tajem­ni­cy jej funk­cjo­no­wa­nia, two­rzo­nej lata­mi orga­ni­za­cji, pro­ce­dur i pro­ce­sów, reguł biz­ne­so­wych? Jak zatrzy­mać w fir­mie wie­dzę mino zama­wia­nia opro­gra­mo­wa­nia, któ­re siła rze­czy ja zawiera?

Problem nie jest pro­sty. Sami praw­ni­cy nie są mię­dzy sobą zgod­ni co do tego, gdzie leży gra­ni­ca pomię­dzy utwo­rem lite­rac­kim a szcze­gó­ło­wym opi­sem roz­wią­za­nia. Wydaje się, że klu­czem jest to spo­sób two­rze­nia opi­su tego co ma powstać. Standardem w IT jest opis wyma­gań, ten jed­nak z urzę­du czy­ni auto­ra opro­gra­mo­wa­nia tak­że posia­da­czem opi­su logi­ki w nim zawar­tej, bo on jest auto­rem jej opisu.

Wyjściem wyda­je się zawar­cie w umo­wie nie opi­su wyma­gań na opro­gra­mo­wa­nie a pro­jek­tu opro­gra­mo­wa­nia. Metodą zde­fi­nio­wa­nia gra­ni­cy, za któ­rą mamy nie utwór lite­rac­ki (spe­cy­fi­ka­cje wyma­gań) a pro­jekt wraz z algo­ryt­ma­mi, jest meto­dy­ka MDA. Wtedy fir­ma reali­zu­ją­ca zamó­wio­ne opro­gra­mo­wa­nie two­rzy utwór zależ­ny a zama­wia­ją­cy nie tra­ci pano­wa­nia nad tak powsta­łym pro­duk­tem. Jest to sytu­acja jaką zna­my w bran­ży budow­la­nej: deve­lo­per dosta­je pro­jekt archi­tek­to­nicz­ny, i sam fakt, że posta­wił na jego pod­sta­wie obiekt nie daje mu żad­nych praw do nie­go, gdyż wystar­cza­ją­co szcze­gó­ło­wy pro­jekt obiek­tu pozo­sta­je dzie­łem pro­jek­tan­ta a nie jego wyko­naw­cy. Wielu dostaw­ców opro­gra­mo­wa­nia, z oczy­wi­stych powo­dów, negu­je to, że nie będą posia­da­czem wszel­kich praw do wytwo­rzo­ne­go przez sie­bie opro­gra­mo­wa­nia”, ale tu nie­ste­ty mogą nie mieć racji.

Jednak zawsze, bo nie ma zło­tej regu­ły, wyma­ga to kon­sul­ta­cji i szcze­gó­ło­we­go okre­śle­nia zawar­to­ści doku­men­ta­cji, któ­ra ma stać się opi­sem przed­mio­tu zamówienia”.

Jakie mogą być skut­ki takich zanie­dbań? Np. prze­tar­gi z wol­nej ręki (czy­li unie­moż­li­wia­nie kon­ku­ren­cji lub jak kto woli ven­dor-lock czy­li uza­leż­nia­nie klien­tów od sie­bie a czym trosz­kę tu (Urzędnikom i usta­wo­daw­cy zawdzię­cza­my utra­tę 100 mln euro), wię­cej tu: http://​pppit​.org​.pl/​?​a​=98). Polecam też lek­tu­rę opracowania:

brak prze­nie­sie­nia autor­skich praw mająt­ko­wych do opro­gra­mo­wa­nia i/lub brak zapew­nie­nia dostę­pu do kodu źró­dło­we­go roz­wią­za­nia infor­ma­tycz­ne­go i nale­ży­cie opra­co­wa­nej doku­men­ta­cji. (źr. Analiza ryn­ku zamó­wień publicz­nych na narzę­dzia infor­ma­tycz­ne w okre­sie od 1 stycz­nia do 30 czerw­ca 2011 r..)

Z innej stro­ny temat poru­szy­łem tak­że tu:

W kulu­arach kon­fe­ren­cji nie raz sły­szę, że nie­któ­re fir­my świa­do­mie szu­ka­ją dostaw­cy, któ­ry zna ich bran­że (czy­taj kon­ku­ren­cje) z nadzie­ją, że wraz z usłu­gą lub sys­te­mem ERP, przej­mą choć część know-how jed­ne­go ze swo­ich kon­ku­ren­tów (źr. Audyt orga­ni­za­cji czy ana­li­za?).

P.S.

Pewien lider na ryn­ku dostaw­ców sys­te­mów ERP, ma zapis w umo­wie mówią­cy, że przej­mu­je pra­wa autor­skie do cało­ści pomy­słów i kodu (funk­cjo­nal­no­ści) jaki powsta­nie pod­czas prac z klien­tem nad dosto­so­wa­niem dostar­cza­ne­go sys­te­mu ERP (czy­li tak zwa­na kasto­mi­za­cja). Czyli know-how zama­wia­ją­ce­go idzie do kon­ku­ren­cji – fir­ma ta chwa­li się na ryn­ku, że ma refe­ren­cyj­ne bran­żo­we rozwiązania ?

Byli bar­dzo zasko­cze­ni (i wście­kli) gdy dowie­dzie­li się, że zgod­nie z umo­wą ana­li­zę i pro­jekt imple­men­ta­cji (model PIM) nowych funk­cjo­nal­no­ści, któ­rych nie ma ich ERP robię ja. Ich tłu­ma­cze­nie, że tyl­ko oni maja wie­dzę by to robić bo to ich ERP było nie do obro­ny: poka­za­łem im opis ich wła­sne­go sys­te­mu, jego meto­dy­ki wdro­że­nia i infor­ma­cję, że jest wyko­na­ny zna­nym narzę­dziem obiek­to­wym i w zna­nej tech­no­lo­gii, i że pro­jekt jaki ode mnie dosta­ną będzie wystar­cza­ją­cy i pra­wi­dło­wy by go zaim­ple­men­to­wać w tym ERP. Niestety, tu nie prze­ję­li wie­dzy i pomy­słów zama­wia­ją­ce­go. Tak się da zro­bić, trze­ba nie dać się szan­ta­żo­wać swo­je­mu wła­sne­mu dostawcy. 

To dla­te­go dostaw­cy Ci (nie tyl­ko ERP i inne goto­we sys­te­my, tak­że fir­my two­rzą­ce opro­gra­mo­wa­nie dedy­ko­wa­ne) zro­bią wszyst­ko, by zasta­na u klien­ta ana­li­za poszła do kosza i naci­ska­ją na to, by ana­li­zę wyma­gań (przed­wdro­że­nio­wą) powta­rzać ręka­mi ich pra­cow­ni­ków. Nie praw­dą jest, że ana­li­zę wyma­gań może popraw­nie zro­bić wyłącz­nie dostaw­ca opro­gra­mo­wa­nia. Dostawca goto­we­go sys­te­mu ma wyko­nać ana­li­zą pokry­cia wyma­gań przez dostar­cza­ne przez sie­bie opro­gra­mo­wa­nie (opi­sa­na tu kie­dyś ana­li­za gap/fit). Deweloperzy dostaw­cy spo­koj­nie mogą wyko­nać imple­men­ta­cję wyma­ga­nych nowych funk­cjo­nal­no­ści na bazie popraw­ne­go pro­jek­tu. Problem mają w tym, że wte­dy nie mogą go przejąć.

Tu o róż­ni­cy pomię­dzy ana­li­zą biz­ne­so­wą a przed­wdroż­nio­wą: https://it-consulting.pl//index.php/2011/01/21/analiza-przedwdrozeniowa-%E2%80%93-czym-jest/

P.S. 2

Niezależnie od powyż­sze­go zale­cam kon­sul­ta­cje z praw­ni­kiem w celu usta­le­nia sta­nu praw­ne­go na dzień zawar­cia umowy.

Składam tak­że spe­cjal­ne podzię­ko­wa­nia Piotrowi Waglowskiemu, pro­wa­dzą­ce­mu świet­ny, praw­ni­czy blog VaGla​.pl Prawo i Internet za przej­rze­nie tego arty­ku­łu i cen­ne wskazówki.

P.S. 3, 29 Listopad 2011, zapa­da orze­cze­nie potwier­dza­ją­ce powyższe:

Court of Justice of the European Union, PRESS RELEASE No 129/11, Luxembourg, 29 November 2011, Press and Information Advocate General?s Opinion in Case C‑406/10, SAS Institute Inc. v World Programming Ltd

  1. The sour­ce code, which under­lies a com­pu­ter pro­gram, is writ­ten by the pro­gram­mer. That code, com­po­sed of words, is intel­li­gi­ble to the human mind. However, it is not exe­cu­ta­ble by the com­pu­ter. To beco­me so, it needs to be com­pi­led so that it can be trans­la­ted into bina­ry-form com­pu­ter lan­gu­age, usu­al­ly the figu­res 0 and 1. This is known as the object code.
  2. Council Directive of 14 May 1991 on the legal pro­tec­tion of com­pu­ter pro­grams (OJ 1991 L 122, p. 42).
  3. Amongst other things, pre­pa­ra­to­ry design work, whe­re it leads to the cre­ation of a pro­gram, is also pro­tec­ted by copy­ri­ght appli­ca­ble to com­pu­ter pro­grams. That design work can inc­lu­de, for exam­ple, a struc­tu­re or orga­ni­sa­tio­nal chart deve­lo­ped by the pro­gram­mer which is lia­ble to be re-trans­cri­bed in sour­ce code and object code, thus ena­bling the machi­ne to exe­cu­te the com­pu­ter pro­gram. That orga­ni­sa­tio­nal chart deve­lo­ped by the pro­gram­mer could be com­pa­red to the sce­na­rio of a film (see the Opinion in Case C‑393/09).

Link: http://​curia​.euro​pa​.eu/​j​c​m​s​/​u​p​l​o​a​d​/​d​o​c​s​/​a​p​p​l​i​c​a​t​i​o​n​/​p​d​f​/​2​011 – 11/cp110129en.pdf

Agilian nowa wersja. Burza mózgów sformalizowana …

Niedawno napi­sa­łem:

Burze mózgów mają sens, jak naj­bar­dziej, ale w przy­pad­ku zespo­łu spe­cja­li­stów. Jeżeli zacho­dzi ryzy­ko, że jeden spe­cja­li­sta w danej dzie­dzi­nie, będzie pra­co­wał nad uzy­ska­niem roz­wią­za­nia zbyt dłu­go na co nie ma cza­su, zamiast jed­ne­go spe­cja­li­sty ?sadza­my? kil­ku (słyn­na sce­na w Apollo 13). Jest bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że któ­ryś z nich wpad­nie na wła­ści­wy pomysł szyb­kiej niż kole­dzy. (Burza mózgów ? home­opa­tia w ana­li­zie).

I pro­szę pisze­my i roz­ma­wia­my o tym, z dru­giej stro­ny mamy for­mal­ne UML, BPMN itp. i jakoś sta­le bra­ku­je łącz­ni­ka”. Z zasa­dy nie rekla­mu­ję opro­gra­mo­wa­nia. Uważam, że jego sprze­da­wa­nie to inna kom­pe­ten­cja. Jednak nie da się ukryć, że jestem użyt­kow­ni­kiem cze­goś”. Czym to jest? Pakiet typu CASE ([[Computer-Aided Software Engineering, Computer-Aided Systems Engineering]]) jakim jest [[Visual-Paradigm Agilian]]. I co my tu mamy? Wczoraj dotarł do mnie upgra­de i… mamy burzę mózgów :):

Narzędzie przy­dat­ne bo mając rzut­nik moż­na spo­koj­nie zarzu­cić tabli­cę i jej fotografowanie :).

Od pew­ne­go już cza­su pakiet ten pozwa­la na two­rze­nie dia­gra­mów [[ArchiMate]]. Notacja ta, to narzę­dzie do mode­lo­wa­nia archi­tek­tu­ry kor­po­ra­cyj­nej. Co to? Ogólnie jest to odpo­wiedź na pyta­nie: jak zarzą­dzać zależ­no­ścia­mi pomię­dzy biz­ne­sem, pro­ce­sa­mi i infra­struk­tu­rą IT. Można np. tak:

Diagram ArchiMate Sprzedaż

Swego cza­su pisa­łem już o mode­lach BMM uży­wa­nych na eta­pie ana­li­zy biz­ne­so­wej i doku­men­to­wa­nia jej efektów:

BMMOvierwiev

Ktoś może zapy­tać po co to wszyst­ko w pakie­cie do ana­li­zy i mode­lo­wa­nia? Bo klu­czo­wym mier­ni­kiem jako­ści ana­li­zy, jej doku­men­ta­cji i mode­li jest spój­ność i pano­wa­nie nad cało­ścią. Jedynym spo­so­bem osią­gnię­cia tego, rela­tyw­nie niskim nakła­dem pra­cy, jest zbio­ro­we, spój­ne zarzą­dza­nie każ­dym ele­men­tem doku­men­ta­cji. Wtedy może­my zwe­ry­fi­ko­wać doku­men­ta­cję i zba­dać wpływ każ­de­go obiek­tu na inne w ramach całej dokumentacji:

Macierz procesu zadnia-role

Można tak­że zbu­do­wać macierz powią­zań pomię­dzy dowol­nie wybra­nym zesta­wem obiek­tów w całej dokumentacji.

To pozwa­la owe kar­tecz­ki powią­zać z mode­la­mi pro­ce­sów i dzie­dzi­ny, spraw­dzić czy potra­fi­my uza­sad­nić każ­dy ele­ment w wyma­ga­niach i wychwy­cić te nie­ob­słu­żo­ne. Do tego ana­li­za ryzyk (ana­li­zy wpły­wu) sta­ja wręcz banal­ne”, bo sta­no­wią po pro­tu raport z tak opra­co­wa­nej doku­men­ta­cji i mode­li. Jeżeli jest ona kom­plet­na i spój­na to mamy te dane na tacy”.

Po co nam CASE?

Bo

Dzięki narzę­dziom CASE pro­jek­ty two­rzy się dokład­niej, a pra­ca nad dia­gra­ma­mi, spraw­dza­nie ich popraw­no­ści oraz śle­dze­nie wyko­na­nych testów jest prost­sze i szyb­sze. (wie­cej: http://​www​.eio​ba​.pl)

Tak więc gorą­co pole­cam sto­so­wa­nie narzę­dzi (lista narzę­dzi CASE). Zaryzykował bym nawet tezę, że brak takich narzę­dzi u ana­li­ty­ka to jak by sto­larz pra­cu­ją­cy wyłącz­nie siekierą…

Nowa specyfikacja Business Motivation Model v.1.1 i modelowanie biznesu

Na stro­nach http://​www​.omg​.org/ poja­wi­ła się nowa spe­cy­fi­ka­cja nota­cji [[Business Motivation Model]] (BMM) (źr. BMM.) Notacja ta powsta­ła w celu umoż­li­wie­nia for­mal­ne­go mode­lo­wa­nia biz­ne­spla­nów, a kon­kret­nie mode­li biz­ne­so­wych. Notacja powsta­ła z ini­cja­ty­wy [[Business Rules Group]] (http://​www​.busi​nessru​les​gro​up​.org/​h​o​m​e​-​b​r​g​.​s​h​tml). Manifest tej orga­ni­za­cji zawie­ra tak zwa­ne Zasady Autonomii Reguł (tu w języ­ku pol­skim: http://​www​.busi​nessru​les​gro​up​.org/​b​r​m​a​n​i​f​e​s​t​o​/​B​R​M​a​n​i​f​e​s​t​o​P​L​.​pdf).

BMM ujmu­je wyma­ga­nia biz­ne­so­we w róż­nych wymia­rach, w celu uza­sad­nie­nia dla­cze­go biz­nes chce coś robić, do cze­go dąży, jak zamie­rza to osią­gnąć oraz jak oce­nia rezultaty.”

Po co nowa notacja?

Swego cza­su (rok 2006) pisa­łem o mode­lach biz­ne­so­wych w kon­tek­ście stra­te­gii ryn­ko­wej w arty­ku­le Model biz­ne­so­wy – co to za zwie­rze. Wtedy pisa­łem o tym, że stra­te­gia ma zna­cze­nie i wie­le tłu­ma­czy. Wtedy tak­że dotkną­łem pro­ble­mu słow­nic­twa i sys­te­mu pojęć. Samo zde­fi­nio­wa­nie stra­te­gii nie jest pro­ste, zde­fi­nio­wa­nie poję­cia stra­te­gii zmia­ny jest jesz­cze więk­szym wyzwaniem.

Obszar biz­ne­so­wy jest bar­dzo ubo­gi w [[meto­dy for­mal­ne]]: for­mal­ne nota­cje, sfor­ma­li­zo­wa­ne języ­ki opi­su. W zasa­dzie dys­po­nu­je­my tyl­ko [[nota­cją BPMN]] (mode­le pro­ce­so­we i mode­le współ­pra­cy pro­ce­sów) oraz [[nota­cją ArchiMate]] (mode­le archi­tek­tu­ry kor­po­ra­cyj­nej). [[Notacja eEPC]], koja­rzo­na głów­nie z [[narzę­dziem ARIS]] i fir­mą ISD Scherr odcho­dzi powo­li do histo­rii, o nota­cjach nie­stan­dar­do­wych nawet nie piszę bo od daw­na idą w zapomnienie.

Dla odmia­ny, w sze­ro­ko poję­tej dzie­dzi­nie inży­nie­rii opro­gra­mo­wa­nia, mamy [[nota­cje obiek­to­wą UML]] i jej trzy­na­ście typów dia­gra­mów, mamy nadal uży­wa­ne, zna­ne z ana­li­zy struk­tu­ral­nej nota­cje [[ERD]] i [[DFD]].

[[Notacja BMM]] uzu­peł­nia biz­ne­so­wy sys­tem nota­cyj­ny o obszar poję­cio­wy mode­li biz­ne­so­wych i biz­ne­spla­nów. Pozwala w spo­sób for­mal­ny je opi­sać. [[Przestrzeń nazw]], pod­sta­wo­we poję­cia opi­sa­ne w BMM:

  1. Ends (stan ocze­ki­wa­ny) iden­ty­fi­ku­ją cechy opi­su­ją­ce źró­dła moty­wa­cji (cele) two­rze­nia biznesplanu,
  2. Means (środ­ki) iden­ty­fi­ku­ją narzę­dzia i środ­ki jakich pla­nu­je­my użyć by dopro­wa­dzić do ocze­ki­wa­ne­go (pla­no­wa­ne­go) stanu.
  3. Assessement (uwa­run­ko­wa­nia, ogra­ni­cze­nia) iden­ty­fi­ku­ją wie­dzę o warun­kach pro­jek­tu (w szcze­gól­no­ści ana­li­za SWOT)
  4. Influence (wpływ) iden­ty­fi­ku­ją pozna­ne czyn­ni­ki mogą­ce mieć (mają­ce) wpływ na osią­gnie­cie celu,
  5. Organisation (orga­ni­za­cja) iden­ty­fi­ku­je zaso­by i pro­ce­sy zaan­ga­żo­wa­ne w osią­gnię­cie celu
Całość sta­no­wi rodzaj listy kon­tro­l­nej” zro­zu­mie­nia posta­wio­ne­go pro­ble­mu, jakim jest pro­jekt biz­ne­so­wy, pozwa­la upew­nić się, że zna­my i rozu­mie­my to co ma na nie­go wpływ:

Business Motivation Model (źr. wiki)

Notacja zawie­ra tak­że ele­men­ty ste­ru­ją­ce biz­ne­sem takie jak [[regu­ły biz­ne­so­we]] i zasa­dy zarzą­dza­nia. Zestaw pojęć defi­niu­ją­cych ele­men­ty biz­ne­spla­nów, cechu­je się neu­tral­no­ścią meto­do­lo­gicz­ną oraz pozwa­la jed­no­znacz­nie opi­sać nasza wie­dzę o pro­jek­cie. Oznacza to, że słow­nik pojęć nie jest dedy­ko­wa­ny żad­nej kon­kret­nej meto­dy­ce, a jest jedy­nie for­mal­nym słow­ni­kiem ([[seman­tycz­na prze­strze­nią nazw]]). Powyższe poję­cia są wywie­dzio­ne z zasad­ni­czych pojęć z dzie­dzi­ny mode­lo­wa­nia pro­ce­sów: pro­ces biz­ne­so­wy, regu­ła biz­ne­so­wa, jed­nost­ka orga­ni­za­cyj­na. Bazują one odpo­wied­nio na spe­cy­fi­ka­cjach: BPMN (nota­cja [[OMG Business Process Modeling Notation]]), spe­cy­fi­ka­cji [[OMG Semantics of Business Vocabulary and Business Rules]], oraz RFP [[OMG Organization Structure Metamodel]]. Oznacza to, że nota­cja BMM nie zastę­pu­je ich, a jest dla nich nad­rzęd­na abs­trak­cją. Tak więc pro­ces, jako poje­dyn­cze poję­cie na dia­gra­mie BMM, może zostać szcze­gó­ło­wo opi­sa­ny (model) na innym dia­gra­mie (doku­men­cie), jed­nak defi­ni­cja poję­cia pro­ces biz­ne­so­wy jest taka sama w obu nota­cjach (pro­ces biz­ne­so­wy zawsze musi zna­czyć to samo!).

Poniżej ogól­ny widok pojęć opi­sy­wa­nych nota­cją BMM:

przy­kład two­rze­nia dia­gra­my (klik­nij), oraz model seman­ty­ki i syntaktyki:

BMM nie jest żad­nym narzę­dziem ani meto­dy­ką zarzą­dza­nia czy mode­lo­wa­nia pro­ce­so­we­go, zarzą­dza­nia pro­jek­ta­mi ani spe­cy­fi­ka­cją wzor­co­we­go mode­lu biz­ne­so­we­go. To nota­cja, któ­ra sta­no­wi sobą dobrze zde­fi­nio­wa­ny słow­nik poję­cio­wy (seman­ty­kę) oraz związ­ki pomię­dzy tymi poję­cia­mi (syn­tak­ty­kę, pamię­taj­my, że połą­czo­ne poję­cia nabie­ra­ją kolej­ne­go nowe­go zna­cze­nia, np. kil­ka sko­ja­rzo­nych osób ozna­cza zespół, oso­ba to pro­ste poję­cie, oso­by połą­czo­ne jakimś związ­kiem to grupa).

Wśród wie­lu orę­dow­ni­ków nota­cji UML domi­nu­je teza, że owo Unified (Uniwersalna) w skró­cie UML czy­ni tę nota­cję zdol­ną do mode­lo­wa­nia wszyst­kie­go, jej kolej­ne zasto­so­wa­nia i roz­sze­rze­nia moż­na same­mu opra­co­wać w posta­ci tak zwa­ne­go [[pro­fi­lu UML]]. Owszem, w zasa­dzie teza ta jest praw­dzi­wa jed­nak jest pew­ne ale. Po pierw­sze taki pro­fil to prak­tycz­nie nowa nota­cja: nowe poję­cia (seman­ty­ka) i zasa­dy (syn­tak­ty­ka). Te wyma­ga­ją od stro­ny for­mal­nej wyka­za­nia, że poję­cia (obra­zo­wa­ne z pomo­cą sym­bo­li, zna­ków nota­cji) są roz­łącz­ne, i że seman­tycz­nie (zna­cze­nia­mi) pokry­wa­ją całą mode­lo­wa­ną dzie­dzi­nę. Zapewnienie tego nie jest try­wial­nym problemem.

Tak więc nie tak zno­wu nowa, nota­cja BMM jest przy­dat­na, a dla wie­lu sto­su­ją­cych [[meto­dy for­mal­ne ana­li­zy sys­te­mo­wej]] w tym mode­lo­wa­nie, wręcz potrzeb­na. Nie bra­ku­je gło­sów kry­tycz­nych na temat BMM (np. na blo­gu MSDN), jed­nak oso­bi­ście pod­kre­ślam: nota­cja to nie spo­sób na ana­li­zę a jej narzę­dzie. Notacja nie ma roz­wią­zy­wać wszyst­kich pro­ble­mów, to nie jest srebr­na kula (ang. [[silver bul­let solu­tion]]), któ­rej nie­ste­ty wie­lu nadal szu­ka. Notacja ma poma­gać w roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów, a to ogrom­na różnica.

Jeżeli kogoś inte­re­su­je nie­co wię­cej szcze­gó­łów o nota­cjach i ich two­rze­niu zapra­szam do dal­szej lektury.

Po co trud­ne” nota­cje sko­ro moż­na pisać po ludzku”

Czy nota­cje mają za cel zastą­pie­nie popu­lar­nej pro­zy? Absolutnie nie! Notacje słu­żą do budo­wy mode­li, któ­re testu­je­my, wery­fi­ku­je, wali­du­je­my. To tak jak z naszym miesz­ka­niem: może­my je w dowol­ny spo­sób opi­sać, mniej lub naj­bar­dziej kwie­ci­stym języ­kiem. Jednak dobry archi­tekt zawsze, nawet na wła­sny uży­tek, stwo­rzy zestaw rysun­ków i wizu­ali­za­cji, by upew­nić się że o niczym nie zapo­mniał. Z pro­jek­tu tech­nicz­ne­go dopie­ro stwo­rzy ład­nie opi­sa­ną pro­zą (języ­kiem natu­ral­nym, zro­zu­mia­łym dla każ­de­go) listę czę­ści i pod­ze­spo­łów, jed­nak ryzy­ko, że tak stwo­rzo­na spe­cy­fi­ka­cja będzie nie­kom­plet­ne teraz jest minimalne.

Zapewne wie­lu z Państwa było w skle­pie IKEA po meble, być może ktoś z Państwa sam je mon­to­wał. Liczba ele­men­tów, łączeń, paso­wań, łącz­ni­ków itp. jest ogrom­na już w śred­niej wiel­ko­ści zesta­wie mebli kuchen­nych. Czy wyobra­ża­cie sobie Państwo zapro­jek­to­wa­nie takich mebli bez spraw­dze­nia na rysun­kach tech­nicz­nych czy nicze­go nie bra­ku­je i czy wszyst­ko do sie­bie pasu­je? A teraz wyobraź­cie sobie Państwo, że więk­szość firm w któ­rych pra­cu­je­cie jest dale­ko bar­dziej skom­pli­ko­wa­na, a mimo to wie­lu ana­li­ty­ków podej­mu­je pró­by opi­sa­nia ich pro­sty­mi sło­wa­mi… jest to nie­mal­że nie­moż­li­we bez popeł­nie­nia wie­lu błędów.

Czym są formalne notacje

Swego cza­su napi­sa­łem w arty­ku­le o nota­cjach i modelowaniu:

Jednym z tych [pod­sta­wo­wych w sto­sun­ku do mode­li i uży­wa­nych w nich nota­cji] wyma­gań jest spój­ny i peł­ny model poję­cio­wy. Tak zwa­na prze­strzeń nazw (w nota­cji jest to lista sym­bo­li i defi­ni­cje ich zna­czeń) powin­na być ?wypeł­nio­na? defi­ni­cja­mi cał­ko­wi­cie, zaś obsza­ry defi­nio­wa­nych pojęć nie mogą na sie­bie nacho­dzić. (źr. Modelowanie pro­ce­sów biz­ne­so­wych).

Nieco bli­żej o tym. Notacja to model poję­cio­wy, zestaw sym­bo­li i ich zna­czeń (seman­ty­ka) oraz gra­ma­ty­ka łącze­nia tych pojęć (tak zwa­na syn­tak­ty­ka czy­li dopusz­czal­ne związ­ki pomię­dzy poję­cia­mi i ich zna­cze­nia). W czym pro­blem? Poniżej dia­gram go obrazujący.

Slajd10

Zestaw wszyst­kich słów-sym­bo­li to lista dopusz­czal­nych w mode­lu (opi­sie) pojęć i jest to wła­śnie tak zwa­na seman­ty­ka nota­cji (prze­strzeń nazw). Koło ozna­cza wybra­ną dzie­dzi­nę (np. mode­le biz­ne­so­we i biz­ne­spla­ny). Kółeczka z krzy­ży­ka­mi to poję­cia (obra­zo­wa­ne w nota­cjach sym­bo­la­mi, iko­na­mi nota­cji), dopusz­czal­ne sło­wa ze słow­ni­ka, któ­re­go chce­my użyć do opi­sa­nia cze­goś w danej dzie­dzi­nie (zwa­nej tak­że domeną).

Po lewej stro­nie mamy namiast­kę nie­for­mal­ne­go, potocz­ne­go języ­ka: to co widzi­my, poję­cia, byty czy­li krzy­ży­ki oraz sło­wa pozwa­la­ją­ce na ich nazwa­nie (ciem­niej­sze obsza­ry). Język potocz­ny cha­rak­te­ry­zu­je się tym, że zawie­ra sło­wa okre­śla­ją­ce róż­ne poję­cia (dwa krzy­ży­ki w jed­nym polu zna­cze­nio­wym, np. zamek to budow­la ale tak­że mecha­nizm zamknię­cia drzwi), poja­wia­ją się róż­ne sło­wa na jed­no zna­cze­nie (krzy­żyk nale­żą­cy do dwóch róż­nych obsza­rów, np. gar­nek i saga­nek to nie raz to samo naczy­nie). Pojawiają się tak­że byty nie mają­ce ozna­cza­ją­cych je słów (w danym języ­ku oczy­wi­ście, krzy­żyk nie przy­po­rząd­ko­wa­ny do żad­ne­go pola, np. inter­fejs, któ­ry nie ma swo­je­go odpo­wied­ni­ka w języ­ku pol­skim, uży­wa­my sło­wa angielskiego).

Taka sytu­acja, opi­sa­ne nie­jed­no­znacz­no­ści, powo­du­je, że typo­wy prze­kaz tek­sto­wy jest prze­ka­zem nie­jed­no­znacz­nym: czy­ta­ją­cy może odczy­tać z tek­stu coś inne­go niż to co miał na myśli jego autor. Nie da się go, takie­go tek­stu, zwe­ry­fi­ko­wać od stro­ny spój­no­ści i kom­plet­no­ści opi­sy­wa­nej rzeczywistości.

Po pra­wej stro­nie mamy sytu­ację ide­al­ną: pojęć jest dokład­nie tyle ile zna­czeń (słów), każ­de poję­cie ma tyl­ko jed­no zna­cze­nie zaś tak zwa­na prze­strzeń nazw (obszar, do któ­re­go nale­żą, miesz­czą­cy wszyst­kie poję­cia danej dzie­dzi­ny) jest zupeł­nie opi­sa­ny (brak obsza­ru, zna­cze­nia, nie obję­te­go zadnym sło­wem). Opisanie cze­goś języ­kiem” (sło­wa­mi) z takiej prze­strze­ni nazw czy­ni prze­kaz jed­no­znacz­ny w 100% (nie ist­nie­ją w danej prze­strze­ni syno­ni­my i nie ma pojęć nie­zde­fi­nio­wa­nych). Jak być może nie trud­no się domy­śleć, opra­co­wa­nie sys­te­mu poję­cio­we­go speł­nia­ją­ce­go powyż­sze wyma­ga­nia, nie jest łatwe.

Dobra nota­cja ma jesz­cze jed­ną istot­ną cechę: sym­bo­le obra­zu­ją­ce poszcze­gól­ne poję­cia powin­ny się z nimi koja­rzyć nie­za­leż­nie od języ­ka natu­ral­ne­go. To nazy­wa­my [[semio­ty­ką]]. Jest to nauka o tym jak czło­wiek postrze­ga (rozu­mie, odbie­ra) poszcze­gól­ne zna­ki gra­ficz­ne (sym­bo­le, iko­ny). To tak­że powo­du­je, że dąży się do stan­da­ry­za­cji czy­li nie mno­że­nia nad­mia­ru sys­te­mów nota­cyj­nych (patrz [[brzy­twa Ockhama]]). To dla­te­go two­rze­nie wła­snych nota­cji jest trosz­kę pozba­wio­ne sen­su: jest bar­dzo trud­ne i odda­la nas od standardów.

Na zakończenie

Stosowanie ana­li­zy sys­te­mo­wej, mode­lo­wa­nia oraz for­mal­nych nota­cji do two­rze­nia mode­li, powo­du­je, że wyni­ki ana­liz są dale­ko bar­dziej wia­ry­god­ne. Z regu­ły celem pra­cy ana­li­ty­ka biz­ne­so­we­go czy pro­jek­tan­ta jest opra­co­wa­nie opi­su reko­men­do­wa­ne­go roz­wią­za­nia. Może nim być doce­lo­wy model orga­ni­za­cji czy też opis opro­gra­mo­wa­nia jakie nale­ży dostar­czyć (bo nie zawsze wytwo­rzyć!). W pro­ce­sie for­mal­nej ana­li­zy sys­te­mo­wej (nie jest to ana­li­za sys­te­mu infor­ma­tycz­ne­go, to ana­li­za dowol­ne­go sys­te­mu), powsta­ją mode­le, któ­re testujemy.

Taki model to naj­pierw hipo­te­za, a po wery­fi­ka­cji, jest to opis roz­wią­za­nia (pro­jekt tego co ma powstać). Idealną sytu­acją była by taka, a któ­rej mamy narzę­dzia do mode­lo­wa­nia każ­dej ana­li­zo­wa­nej dzie­dzi­ny. W kla­sycz­nej inży­nie­rii jest to rysu­nek tech­nicz­ny i zasa­dy obli­cza­nia wytrzy­ma­ło­ści, sfor­ma­li­zo­wa­ny sys­tem two­rze­nia sche­ma­tów elek­trycz­nych i elek­tro­nicz­nych i wie­le innych (zależ­nie od dzie­dzi­ny), nota­cje UML w inży­nie­rii opro­gra­mo­wa­nia. W sfe­rze zarzą­dza­nia mie­li­śmy do nie­daw­na bia­ła pla­mę, teraz mamy już BMM czy ArchiMate.

Moim zda­niem utrzy­my­wa­nie, że moż­na coś sku­tecz­nie ana­li­zo­wać meto­da­mi nie­for­mal­ny­mi świad­czy raczej o nie­wie­dzy i bra­ku kom­pe­ten­cji. Bo jak ina­czej nazwać nara­ża­nie adre­sa­ta pro­jek­tu (nie raz klien­ta) na masę nie­spój­no­ści owo­cu­ją­cych lawi­no­wo rosną­cy­mi kosz­ta­mi reago­wa­nia na nie­prze­wi­dzia­ne szcze­gó­ły? Nie raz sły­sza­łem, że to trud­ne, tyl­ko dla jajo­gło­wych, kosz­tow­ne. Owszem, ale nie zapo­mi­naj­my, że ana­li­za to nie coś co każ­dy sobie sam może zro­bić. Dobra ana­li­za nigdy nie jest kosz­tow­niej­sza niż poten­cjal­ne, ryzy­ko­wa­ne stra­ty – opła­ci się zawsze.

Prezentacja opi­su­ją­ca klu­czo­we ele­men­ty nota­cji BMM

Przykład uży­cia nota­cji BMM: spo­sób mode­lo­wa­nia.

Skrócony opis – klu­czo­we pojęcia.

analiza systemowa oraz modelowanie jako jej główne narzędzie.

Analiza Systemowa – analiza biznesowa i projektowanie systemów

W stycz­niu tego (2011) roku napi­sa­łem: Mamy więc ana­li­zę biz­ne­so­wą i spe­cy­fi­ko­wa­nie wyma­gań poprzez opra­co­wa­nie wery­fi­ko­wal­nych mode­li a nie tyl­ko listę potrzeb, któ­rej nie­ste­ty nie da się zwe­ry­fi­ko­wać co do kom­plet­no­ści i spój­no­ści bo nie ma narzę­dzia spraw­dza­ją­ce­go. Co jest takim narzę­dziem? Ano mode­le i to, że powsta­ły (jeże­li powsta­ły) przy pomo­cy sfor­ma­li­zo­wa­nej nota­cji. (źr. Analiza przed­wdro­że­nio­wa ? czym jest | Jarosław Żeliński – rynek IT, ana­li­za biz­ne­so­wa i pro­jek­to­wa­nie sys­te­mów).

Przyszła pora na opi­sa­nie samej ana­li­zy. Skoro więc ana­li­za bazu­je na mode­lach, naj­czę­ściej dia­gra­mach, poku­si­łem się na, tym razem na nie­for­mal­ny dia­gram obra­zu­ją­cy ana­li­zę sys­te­mo­wą w kon­tek­ście inży­nie­rii oprogramowania.

Mamy dwa ele­men­ty tej ana­li­zy: ana­li­zę sys­te­mo­wą jako pro­ces głów­ny oraz mode­le jako narzę­dzia testo­wa­nia hipo­tez. W przy­pad­ku pro­jek­to­wa­nia celem jest pro­jekt rozwiązania.

Standardowym narzę­dziem sto­so­wa­nym przez więk­szość ana­li­ty­ków wyma­gań do prze­ka­za­nia wyma­gań na opro­gra­mo­wa­nie jest ich spe­cy­fi­ka­cja. Problem w tym, że pierw­szym testem tej spe­cy­fi­ka­cji jest tak na praw­dę dopie­ro ich implementacja.

Alternatywnym podej­ściem jest ana­li­za sys­te­mo­wa i mode­lo­wa­nie. Problem do roz­wią­za­nia to opra­co­wa­nie opro­gra­mo­wa­nia, któ­re zre­ali­zu­je cel zama­wia­ją­ce­go. Zamiast jed­nak, np. z pomo­cą wywia­dów, spi­sy­wać, nie pod­da­ją­ce się żad­nym testom, ocze­ki­wa­nia zama­wia­ją­ce­go, two­rzy­my dwa modele:

  1. naj­pierw model fir­my zama­wia­ją­ce­go by na nim prze­te­sto­wać zro­zu­mie­nie dzia­ła­nie samej fir­my i ewen­tu­al­nie ją nie­co zop­ty­ma­li­zo­wać”,
  2. model przy­szłe­go opro­gra­mo­wa­nia, któ­re ma zaspo­ko­ić potrze­by zama­wia­ją­ce­go czy­li zre­ali­zo­waw­szy jego cel.

Celem jest opro­gra­mo­wa­nie a dostaw­cy opro­gra­mo­wa­nia naj­mniej ryzy­ku­ją gdy dosta­ną jego spe­cy­fi­ku­ję czy­li goto­wy pro­jekt. Tak wiec prze­te­sto­wa­ny model opro­gra­mo­wa­nia reali­zu­ją­cy cel zama­wia­ją­ce­go jako wynik ana­li­zy sys­te­mo­wej sta­no­wi nic inne­go jak opis pro­duk­tu, któ­ry ma powstać. Oczywiście nikt nie pro­jek­tu­je od zera opro­gra­mo­wa­nia biz­ne­so­we­go bo to nie­roz­sąd­ne, wyko­rzy­stu­je się tak zwa­ne szkie­le­ty opro­gra­mo­wa­nia. O szkie­le­tach już było tu: Frameworks Introduction ? czy­li jak się psu­je dobre ERP. A teraz zapra­szam do obej­rze­nia tego co tu napi­sa­łem po moje­mu czy­li na dia­gra­mie 🙂 (tak zwa­ne mapy myśli cza­sa­mi sie przydają :)).

Warto tu zwró­cić uwa­gę na jed­ną rzecz: ewen­tu­al­ne zmia­ny roz­wią­za­nia i korek­ty mode­lu (czy­li pro­jek­tu) odby­wa­ją się nadal na eta­pie ana­li­zy i pro­jek­to­wa­nia, a wiec o rząd albo dwa taniej, niż pod­czas imple­men­ta­cji. Jest to głów­na prze­wa­ga tej meto­dy nad ana­li­zą w posta­ci sesji JAD ([[JAD, ang. Joint Application Development]] – ozna­cza współ­two­rze­nie apli­ka­cji, któ­re cza­sa­mi postrze­gam jako świa­do­me anga­żo­wa­nie klien­ta w pro­ces pro­jek­to­wa­nia by potem uczy­nić go współ­win­nym nie­po­wo­dze­nia) i opra­co­wy­wa­nia struk­tu­ral­nych dokumentów.

analiza systemowa oraz modelowanie jako jej główne narzędzie.

Jeżeli zre­zy­gnu­je­my z mode­li pozo­sta­je nam ryzy­kow­na sesja warsz­ta­to­wa (nie­jed­na):

Przygotowując warsz­tat zbie­ra­nia wyma­gań musisz być pewien, że zapro­sisz na nie­go wła­ści­we oso­by. Pamiętaj wte­dy, że:

  • Twoi bez­po­śred­ni klien­ci (pre­ze­si, dyrek­to­rzy, wła­ści­cie­le firm) czę­sto nie zna­ją tak napraw­dę potrzeb i kon­tek­stu pra­cy przy­szłych użyt­kow­ni­ków koń­co­wych zama­wia­ne­go systemu.
  • Użytkownicy koń­co­wi nie zawsze zna­ją i rozu­mie­ją potrze­bę biz­ne­so­wą dla two­rze­nia nowe­go oprogramowania.
  • Klienci i użyt­kow­ni­cy koń­co­wi nie zna­ją tech­no­lo­gii tak dobrze jak Ty i Twoja fir­ma, więc nie będą w sta­nie zro­zu­mieć szcze­gó­łów roz­wią­zań tech­nicz­nych w two­rzo­nym systemie.
  • Ty i Twoja fir­ma może­cie nie rozu­mieć w peł­ni potrzeb klien­ta i pro­ble­mu, któ­ry two­rzo­ne opro­gra­mo­wa­nie ma rozwiązać.

Co z tym zro­bić? Pamiętaj, aby zadbać, żeby przed­sta­wi­cie­le wszyst­kich powyż­szych grup bra­li udział w warsz­ta­tach, wów­czas inte­res każ­dej ze stron będzie repre­zen­to­wa­ny. (źr. ser­wis O wymaganiach)