Diagram aktywności UML – kiedy

Wstęp

Od cza­su do cza­su jestem pyta­ny o to, kie­dy uży­wać dia­gra­mu aktyw­no­ści UML. Od 2015 roku spe­cy­fi­ka­cja UML wska­zu­je, że dia­gra­my te są narzę­dziem mode­lo­wa­nia metod czy­li logi­ki kodu (dla Platform Independent Model): aktyw­no­ści (acti­vi­ties) to nazwy metod, zadania/kroki (actions) to ele­men­ty kodu (przy­kła­dy w dal­szej części). 

Gdy powsta­wał UML, dia­gra­my aktyw­no­ści były uży­wa­ne tak­że do mode­lo­wa­nie pro­ce­sów biz­ne­so­wych. W roku 2004 opu­bli­ko­wa­no spe­cy­fi­ka­cję nota­cji BPMN, któ­ra w zasa­dzie do roku 2015 prze­ję­ła” po UML funk­cję narzę­dzia mode­lo­wa­nia pro­ce­sów biz­ne­so­wych. W 2015 roku for­mal­nie opu­bli­ko­wa­no spe­cy­fi­ka­cję UML 2.5, gdzie gene­ral­nie zre­zy­gno­wa­no z uży­wa­nia UML do mode­li CIM. Obecnie Mamy usta­bi­li­zo­wa­ną sytu­ację w lite­ra­tu­rze przed­mio­tu: BPMN wyko­rzy­stu­je­my w mode­lach CIM (mode­le biz­ne­so­we), UML w mode­lach PIM i PSM jako mode­le opro­gra­mo­wa­nia (a mode­le sys­te­mów: SysML, pro­fil UML). 

Na prze­ło­mie lat 80/90-tych roz­po­czę­to pra­ce nad stan­da­ry­za­cję nota­cji mode­lo­wa­nia obiek­to­we­go, w 1994 opu­bli­ko­wa­no UML 0.9, w 2001 roku poja­wia­ją się pierw­sze publi­ka­cje o pra­cach nad nota­cją BPMN, jed­no­cze­śnie poja­wia się Agile Manifesto, od 2004 roku ma miej­sce spa­dek zain­te­re­so­wa­nia doku­men­to­wa­niem pro­jek­tów pro­gra­mi­stycz­nych, w 2004 rok publi­ko­wa­no spe­cyf­ka­cję BPMN 1.0, od tego roku ma miej­sce wzrost zain­te­re­so­wa­nia mode­lo­wa­niem pro­ce­sów biz­ne­so­wych, powo­li sta­bi­li­zu­je się obszar zasto­so­wa­nia nota­cji UML. W 2015 roku opu­bli­ko­wa­no UML 2.5, sto­so­wa­nie ana­li­zy (CIM) i i pro­jek­to­wa­nia (PIM), jako eta­pu poprze­dza­ją­ce­go imple­men­ta­cje, sta­ło się stan­dar­dem (źr. wykre­su: Google Ngram).

Tak więc obecnie: 

Nie uży­wa­my dia­gra­mów aktyw­no­ści do mode­lo­wa­nia pro­ce­sów biz­ne­so­wych. Do tego słu­ży nota­cja BPMN!

Diagram aktyw­no­ści może być mode­lem kodu na wyso­kim lub niskim pozio­mie abs­trak­cji, ope­ru­je­my wte­dy odpo­wied­nio aktyw­no­ścia­mi (acti­vi­ty) lub dzia­ła­nia­mi (actions). Te ostat­nie to w zasa­dzie repre­zen­ta­cja pole­ceń programu. 

Nie ma cze­goś takie­go jak pro­ces sys­te­mo­wy”, opro­gra­mo­wa­nie reali­zu­je pro­ce­du­ry”.

Projektując opro­gra­mo­wa­nie zgod­nie ze SPEM , powsta­je Platform Independent Model. W prak­ty­ce już na tym eta­pie pro­gra­mu­je­my, bo two­rzy­my logi­kę i obraz przy­szłe­go kodu. Taka for­ma doku­men­to­wa­nia pozwa­la tak­że lepiej chro­nic war­to­ści inte­lek­tu­al­ne zamawiającego.

Czytaj dalej… Diagram aktyw­no­ści UML – kie­dy”

Sprzedam Ci prawa do kodu czyli wielka ściema

Wczoraj mia­ła miej­sce kon­fe­ren­cja Forum pra­wa nowych tech­no­lo­gii zor­ga­ni­zo­wa­na przez Centrum Promocji Informatyki. Jednak to nie mój refe­rat z tego semi­na­rium, a pew­na kon­klu­zja po burz­li­wej dys­ku­sji, będzie dziś tema­tem przewodnim.

To o czym był mój refe­rat, to ochro­na know-how zama­wia­ją­ce­go (opis spo­so­bu pra­cy orga­ni­za­cji) i ochro­na tego co zamó­wił i za co zapła­cił (opro­gra­mo­wa­nie jak utwór). Ale tu będzie o kodzie i pra­wach do nie­go… (kto nie był na kon­fe­ren­cji niech żałuje ;))

Przytoczmy na począ­tek defi­ni­cję tego co chro­ni pra­wo autor­skie” czy­li czym jest przed­miot pra­wa autorskiego”:

Przedmiotem pra­wa autor­skie­go jest każ­dy prze­jaw dzia­łal­no­ści twór­czej o indy­wi­du­al­nym cha­rak­te­rze, usta­lo­ny w jakiej­kol­wiek posta­ci, nie­za­leż­nie od war­to­ści, prze­zna­cze­nia i spo­so­bu wyra­że­nia (utwór) (źr. Ustawa z dnia 4 Lutego 1994 roku o pra­wie autor­skim i pra­wach pokrewnych).

2/3 kon­fe­ren­cji praw­ni­cy wyka­zy­wa­li, że jedy­ne co moż­na sku­tecz­nie chro­nić pra­wem (albo wyce­niać) to stan udo­ku­men­to­wa­ny. Czyli, jeże­li chce­my chro­nić wie­dzę o swo­jej wewnętrz­nej orga­ni­za­cji, tak zwa­ny know-how, oraz pomysł na to co powin­no umieć” zama­wia­ne opro­gra­mo­wa­nie by nam poma­ga­ło, nale­ży posłu­żyć się pra­wem autor­skim, tajem­ni­cą przed­się­bior­stwa i mieć to w posta­ci udo­ku­men­to­wa­nej. Zapis, któ­ry od lat poma­ga mi i moim klien­tom chro­nić pro­jek­ty i know-how brzmi tak (moż­na go użyć w swo­ich dokumentach :)):

Treść doku­men­tu jest chro­nio­na na mocy USTAWY z dnia 16 kwiet­nia 1993 r. o zwal­cza­niu nie­uczci­wej kon­ku­ren­cji oraz na mocy USTAWY z dnia 4 lute­go 1994 r. o pra­wie autor­skim i pra­wach pokrew­nych. Posiadanie egzem­pla­rza tego opra­co­wa­nia nie sta­no­wi naby­cia jakich­kol­wiek praw do jego treści.

(szcze­gó­ły ustaw i para­gra­fów były pre­zen­to­wa­ne na semi­na­rium, w razie potrze­by pole­cam wizy­tę w dobrej kan­ce­la­rii prawnej).

Ale po kolei czyli…

Jak to – ochrona know-how i kodu który ktoś nam napisał – można robić

Opiszę to języ­kiem dla osób nie zna­ją­cych inży­nie­rii oprogramowania.

Pierwszą rze­czą jaką war­to chro­nić jest wypra­co­wa­na wewnętrz­na orga­ni­za­cja pra­cy, spo­sób pra­cy fir­my czy­li pro­ce­du­ry, regu­ły biz­ne­so­we, kom­pe­ten­cje pra­cow­ni­ków (i wie­le innych). Kompletny taki opis, raport z audy­tu orga­ni­za­cji, zawie­ra mode­le pro­ce­sów biz­ne­so­wych sko­ja­rzo­ne z pro­ce­du­ra­mi, zakre­sa­mi obo­wiąz­ków, regu­ła­mi biz­ne­so­wy­mi itp. Tak powsta­je udo­ku­men­to­wa­ne nasze know-how”.

Kolejna rzecz to opra­co­wa­nie opi­su a cza­sem pro­jek­tu, opro­gra­mo­wa­nia, któ­re chce­my nabyć lub zamó­wić, a kon­kret­nie tego co i jak ono powin­no umieć”. Opis taki nie powi­nien poprze­sta­wać tyl­ko na tym co-ma-sys­tem-robić (wyma­ga­nia w posta­ci przy­pad­ków uży­cia). Firmy róż­nią się tym jak-to-jest-robio­ne u nich, więc nie wystar­czy napi­sać, że sys­tem ma wspie­rać przy­ję­cia na maga­zyn i sto­so­wać usta­lo­ne meto­dy zarzą­dza­nia kosz­ta­mi pro­duk­tów”. Powierzenie dostaw­cy zada­nia udo­ku­men­to­wa­nia (ana­li­za przed-wdro­że­nio­wa) np. meto­dy zarzą­dza­nia pro­duk­ta­mi” na 99% zaowo­cu­je opi­sem tego co dostaw­ca może zaofe­ro­wać, a nie tego jak-pra­cu­je-zama­wia­ją­cy i co jest mu potrzeb­ne. Po dru­gie auto­rem pomy­słu” będzie dostaw­ca (wyko­naw­ca) więc do nie­go będą nale­ża­ły pra­wa do wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej zawar­tej w opro­gra­mo­wa­niu – a tego wła­śnie nie chcemy.

Co i jak udokumentować? Czy to się da?

Owszem, poni­żej meto­da opi­sa­na jako stan­dard (opis dostęp­ny za dar­mo bez żad­nych opłat) na stro­nach http://​www​.omg​.org/​mda:

Co może­my. Etap pierw­szy to udo­ku­men­to­wa­nie know-how fir­my czy­li model orga­ni­za­cji i spo­so­bu jej dzia­ła­nia (opi­sy­wa­ny na stro­nach tego blo­ga wie­lo­krot­nie). Jak już wspo­mnia­łem, ele­men­tem know-how są udo­ku­men­to­wa­ne mode­le pro­ce­sów biz­ne­so­wych, regu­ły biz­ne­so­we i struk­tu­ra orga­ni­za­cji. Ten opis, jako doku­ment, jest chro­nio­ny pra­wem autor­skim jako dzie­ło, treść zaś jest chro­nio­na pra­wem o prze­ciw­dzia­ła­niu nie­uczci­wej kon­ku­ren­cji jako know-how fir­my. Warunek: taki opis MUSI ist­nieć a pra­wa mająt­ko­we do nie­go powi­nien posia­dać opi­sa­ny w nim pod­miot. Autor, jeże­li nie był pra­cow­ni­kiem fir­my pod­czas two­rze­nia, powi­nien mieć dodat­ko­wo umo­wę o pouf­no­ści i po zakoń­cze­niu pra­cy prze­ka­zać pisem­nie pra­wa mająt­ko­we do dzie­ła swo­je­mu klien­to­wi.

Tak więc, jeże­li ktoś z zewnątrz robi taką ana­li­zę (np. pra­cow­nik dostaw­cy opro­gra­mo­wa­nia czy nie­za­leż­ny kon­sul­tant) i nie chce prze­ka­zać praw mająt­ko­wych do opra­co­wa­nia, orga­ni­za­cji ana­li­zo­wa­nej, to nale­ży się zacząć bać. Na powyż­szym dia­gra­mie ten etap nazy­wa Computing Independent Mode (model dzia­ła­nia orga­ni­za­cji na pozio­mie nie­za­leż­nym od uży­wa­nych sys­te­mów IT).

Chcemy mieć oprogramowanie wspomagające nasz biznes

Na bazie powyż­szej doku­men­ta­cji powsta­je opis, któ­re obsza­ry dzia­ła­nia fir­my chce­my wspie­rać opro­gra­mo­wa­niem i jak. To okre­śle­nie zakre­su pro­jek­tu. Następnie, w mode­lach pro­ce­sów wska­zu­je­my czyn­no­ści, któ­re mają być wspie­ra­ne nowym opro­gra­mo­wa­niem. To ocze­ki­wa­ne funk­cjo­nal­no­ści (usłu­gi apli­ka­cyj­ne) nowe­go opro­gra­mo­wa­nia (w nota­cji UML nazy­wa­ne przy­pad­ka­mi uży­cia). Dodajemy do nich ele­men­ty jako­ścio­we czy­li wyma­ga­nia poza-funk­cjo­nal­ne (ogra­ni­cze­nia np. nie­za­wod­ność, bez­pie­czeń­stwo itp.). To jed­nak za mało, to tyl­ko opis tego co-sys­tem-ma-robić (idea).

Jednoznaczne są dopie­ro opi­sy logi­ki biz­ne­so­wej, czy­li jak-sys­tem-ma-to-robić (w koń­cu sys­tem poza zapi­sy­wa­niem, prze­twa­rza nasze dane), opis tego, cze­go ocze­ku­je­my od tego opro­gra­mo­wa­nia (co ono powin­no umieć). To kolej­ny opis, udo­ku­men­to­wa­ne coś, co chce­my chro­nić. Zakładam, że spe­cy­fi­ka fir­my, wypra­co­wa­na logi­ka biz­ne­so­wa, to dobro war­te ochro­ny. Taki opis to war­stwa dru­ga od góry na powyż­szym dia­gra­mie (model opro­gra­mo­wa­nia PIM, Platform Independent Model). Do tego doku­men­tu tak­że nale­ży mieć pra­wa mająt­ko­we. Ten model to już szcze­gó­ło­wy pro­jekt, jedy­ne cze­go może nie zawie­rać to spe­cy­fi­ka uży­te­go języ­ka pro­gra­mo­wa­nia czy wyko­rzy­sta­ne ele­men­ty cudze­go opro­gra­mo­wa­nia (tak zwa­ne biblio­te­ki, fra­me­wor­ki, śro­do­wi­sko sys­te­mo­we pra­cy itp…). Także inne, nie będą­ce spe­cy­fi­ką fir­my (tym co chce­my chro­nić) stan­dar­do­we ele­men­ty takie jak logo­wa­nie do sys­te­mu czy np. spo­sób drukowania.

A teraz niech nam to dostarczą

No to szu­ka­my dostaw­cy (wyko­naw­cy) opro­gra­mo­wa­nia: robi­my listę poten­cjal­nych dostaw­ców, ktoś wygry­wa prze­targ, pod­pi­su­je­my umo­wę o pouf­no­ści, wyko­naw­ca dosta­je do wyko­rzy­sta­nia udo­ku­men­to­wa­ny know-how, pra­wo autor­skie chro­ni taki opis z zasa­dy. Wyłaniamy dostaw­cę, pro­jekt dobie­ga koń­ca. Dostawca nie ma moż­li­wo­ści praw­nej zaofe­ro­wa­nia tego opro­gra­mo­wa­nia (tego co obej­mu­je nasza spe­cy­fi­kę) niko­mu inne­mu. Wszystko co zro­bił na bazie naszej doku­men­ta­cji jest dzie­łem zależ­nym, bez naszej zgo­dy wyko­naw­ca nie ma pra­wa tym kodem dys­po­no­wać. Jesteśmy uratowaniu :)!

A może chcecie prawa do kodu źródłowego?

A jasne, może­my chcieć. No to zapłać­cie za to pra­wo”. A prze­pra­szam za co teraz? Kod, któ­ry powstał to utwór zależ­ny, jest więc chro­nio­ny i już mamy na nie­go wyłącz­ność, nie musi­my eks­tra za to pła­cić. Ale nie chce­my tego sami pisać (kodo­wać) jesz­cze raz. No dobrze, patrzy­my na fak­tu­ry, a tam jest kil­ka­set godzin pro­gra­mi­stów. Czyli co? Już zapła­ci­li­śmy za ich pra­cę, za ten kod! Wystarczy!

Kiedy pojawia się problem?

W więk­szo­ści przy­pad­ków z jaki­mi się nie­ste­ty spo­ty­kam to pro­jek­ty, w któ­rych nie powsta­ła opi­sa­na tu doku­men­ta­cja. Jaki mamy efekt? No jest kod, wszel­kie pra­wa do nie­go i jego logi­ki ma wyko­naw­ca (jest auto­rem cało­ści). Specyfikacja wyma­gań funk­cjo­nal­nych i poza-funk­cjo­nal­nych pod­le­ga wyłącz­nie ochro­nie jako dzie­ło lite­rac­kie, jed­nak nie­ste­ty to-co-pro­gram-ma-robić to tyl­ko idea, a ta nie pod­le­ga ochro­nie (stwier­dze­nie fak­tu, że wysta­wia­my fak­tu­ry, jako treść, nie sta­no­wi żad­ne­go zdat­ne­go do ochro­ny tajem­ni­cą fir­my know-how). Tak więc wszel­kie pra­wa do kodu ma w takim wypad­ku pro­gra­mi­sta bo sam od zera to napi­sał (kod).

Pada pro­po­zy­cja: za dodat­ko­we pie­nią­dze sprze­da­my pra­wa mająt­ko­we do kodu, będzie­cie się Państwo czu­li bez­piecz­nie. I teraz pyta­nie: jaką war­tość ma nie­udo­ku­men­to­wa­ny kod opro­gra­mo­wa­nia? Tysiące linii kodu pro­gra­mu, nie raz kil­ka milio­nów, pisa­ny bez pro­jek­tu w wie­lu ite­ra­cjach. Mamy któ­rąś tam jego wer­sję, w koń­cu powsta­wał w bólach, wie­lo­krot­nie mody­fi­ko­wa­ny, bez pro­jek­tu. Nakład pra­cy wie­lo­krot­nie prze­wyż­sza­ją­cy jego powtór­ne prze­pi­sa­nie. Kto i jakim kosz­tem będzie ten kod ana­li­zo­wał by go zro­zu­mieć i roz­wi­jać? Ten kod, bez jego auto­ra, jest z regu­ły BEZWARTOŚCIOWY a My, bez tej opła­ty, nie mamy żad­nych praw do tego za co zapła­ci­li­śmy (poza licen­cją czy­li pra­wem do korzy­sta­nia). Pat.

Tak więc niejednokrotnie oferta na sprzedaż praw do kodu to zwykła ściema”!

złodziej

A jak to wyglą­da w przy­pad­ku zaku­pu goto­we­go ERP i jego kasto­mi­za­cji”? Jest to cudzy pro­dukt, zapew­ne może­my dostać pra­wa do kodu na wła­sny uży­tek” w co jed­nak wąt­pię, raczej dosta­nie­my licen­cje na uży­wa­nie. A nasze know-how? Jeżeli nasze dedy­ko­wa­ne wyma­ga­nia zosta­ły zre­ali­zo­wa­ne” w posta­ci kasto­mi­za­cji kodu tego pro­duk­tu, to i tak nadal jest on wła­sno­ścią dostaw­cy (pro­du­cen­ta) i nic nam do nie­go. Niektóre fir­my idą dalej, pod­ty­ka­ją” swo­im klien­tom aneks do umo­wy, z zapi­sem, że kod powsta­ły pod­czas wdro­że­nia (w tym kasto­mi­za­cja), zawie­ra­ją­cy pomy­sły na nowe funk­cjo­nal­no­ści w cało­ści prze­cho­dzi na wła­sność dostaw­cy opro­gra­mo­wa­nia ERP. Jeżeli zgo­dzi­cie się na to, nie zdziw­cie się gdy dowie­cie się np. z gaze­ty, że jakaś fir­ma kupi­ła od Waszego part­ne­ra” moduł z logi­ką biz­ne­so­wą wasze­go pomysłu”…

U nie­któ­rych praw­ni­ków moż­na się spo­tkać z tezą:

Zgodnie usta­wą o pra­wie autor­skim i pra­wach pokrew­nych pro­gra­my kom­pu­te­ro­we pod­le­ga­ją ochro­nie jak utwo­ry lite­rac­kie, o ile prze­pi­sy roz­dzia­łu VII usta­wy nie sta­no­wią ina­czej. Taki zapis sta­tu­uje więc ogól­ną zasa­dę włą­cze­nia pro­gra­mów kom­pu­te­ro­wych pod reżim ochro­ny praw­no­au­tor­skiej, zrów­nu­jąc je w tym aspek­cie z utwo­ra­mi literackimi.

Ochrona przy­zna­na pro­gra­mo­wi kom­pu­te­ro­we­mu obej­mu­je wszyst­kie for­my jego wyra­że­nia. Natomiast idee i zasa­dy będą­ce pod­sta­wą jakie­go­kol­wiek ele­men­tu pro­gra­mu kom­pu­te­ro­we­go, w tym pod­sta­wą łączy, nie pod­le­ga­ją ochro­nie (w pra­wie autor­skim idee ? wsze­la­kie ? nie są chro­nio­ne). O ile ele­men­ty tek­sto­we pro­gra­mu (w zna­cze­niu kon­kret­ne­go przed­sta­wie­nia cią­gu instruk­cji) pod­le­ga­ją ochro­nie, o tyle w przy­pad­ku ele­men­tów poza­tek­sto­wych (algo­rytm – struk­tu­ra pro­gra­mu języ­ka pro­gra­mo­wa­nia) trze­ba się raczej liczyć z ich wyłą­cze­niem spod ochro­ny pra­wa autor­skie­go. (Kod źró­dło­wy – aspek­ty praw­ne).

To podej­ście jest nie­kom­plet­ne, gdyż pomi­ja aspekt (ewen­tu­al­ny etap) pro­jek­to­wa­nia jako eta­pu two­rze­nia opro­gra­mo­wa­nia. Zresztą nie tyl­ko opro­gra­mo­wa­nia ale tak­że spe­cy­fi­ki orga­ni­za­cji, któ­ra może zostać zawar­ta” w opro­gra­mo­wa­niu w posta­ci spe­cy­ficz­nej, uni­kal­nej logi­ki działania. 

Skoro Ochrona przy­zna­na pro­gra­mo­wi kom­pu­te­ro­we­mu obej­mu­je wszyst­kie for­my jego wyra­że­nia” to zna­czy, że każ­dy jed­no­znacz­ny jego pro­jekt tak­że. Ustawa nie sta­no­wi, że jedy­nie for­ma tek­sto­wa pro­gra­mu pod­le­ga ochro­nie, ochro­nie pod­le­ga każ­da for­ma wyra­że­nia dzie­ła. Prawo autor­skie chro­ni w jed­na­ko­wym stop­niu tekst, zdję­cia czy pra­ce gra­ficz­ne, sche­mat blo­ko­wy (szcze­gó­ło­wy algo­rytm) tak­że pod­le­ga ochro­nie, bo speł­nia kry­te­rium uni­kal­no­ści. Skoro mamy tech­no­lo­gię (meto­dy), pozwa­la­ją­cą napi­sać kod pro­gra­mu na bazie jego sche­ma­tu blo­ko­we­go (a nawet cza­sem auto­ma­tycz­nie wyge­ne­ro­wać) to taki dokład­ny sche­mat blo­ko­wy tak­że pod­le­ga ochro­nie z tytu­łu pra­wa autor­skie­go jako dzie­ło. To już nie jest idea a program.

Jeżeli dodat­ko­wo ten algo­rytm opi­su­je spe­cy­fi­kę pra­cy danej fir­my to pod­le­ga tak­że ochro­nie jako tajem­ni­ca przed­się­bior­stwa. Jest więc nie­ja­ko podwój­nie chro­nio­ny. Oczywiście, co pod­kre­ślam po raz kolej­ny, sche­mat blo­ko­wy o jakim mowa musi być jed­no­znacz­ny, nie może to być tyl­ko zapis pomy­słu”. Z per­spek­ty­wy dia­gra­mów BPMN i UML (gra­ficz­ne języ­ki) mamy więc:

  1. BPMN: model pro­ce­su na wyso­kim pozio­mie abs­trak­cji (np. dwa blocz­ki: pro­ces sprze­da­ży połą­czo­ny z pro­ce­sem obsłu­gi rekla­ma­cji) to idea,
  2. BPMN: dokład­ny sce­na­riusz (pro­ce­du­ra) obsłu­gi sprze­da­ży spe­cy­ficz­ny dla kon­kret­nej fir­my, obra­zu­ją­cy spe­cy­fi­kę kom­pe­ten­cji jej pra­cow­ni­ków i funk­cjo­no­wa­nia, to pod­le­ga­ją­cy ochro­nie opis know-how fir­my, dia­gram to opi­su­ją­cy wraz z opi­sem i komen­ta­rza­mi to utwór chro­nio­ny pra­wem autor­skim. Stanowi zapis know-how. 
  3. UML: dia­gram przy­pad­ków uży­cia: to idea pomy­słu (podob­nie jak tek­sto­wa spe­cy­fi­ka­cja wyma­gań funk­cjo­nal­nych i poza-funk­cjo­nal­nych), to wyłącz­nie dzie­ło lite­rac­kie, pro­gram jaki powsta­nie na tej pod­sta­wie nie jest wią­za­ny z taką spe­cy­fi­ka­cją jako utwór zależ­ny, jest dzie­łem programisty.
  4. UML: dia­gram klas – model poję­cio­wy, to jedy­nie idea,
  5. UML: dia­gram klas jako pro­jekt logi­ki i struk­tu­ry pro­gra­mu (zawie­ra atry­bu­ty i ope­ra­cje, tam gdzie to koniecz­ne, tak­że algo­ryt­my metod) oraz uzu­peł­nia­ją­ce go dia­gra­my maszy­ny sta­no­wej i sekwen­cji (obra­zu­ją szcze­gó­ło­wo jak opro­gra­mo­wa­nie ma dzia­łać) to już zapis ana­lo­gicz­ny do kodu pro­gra­mu, jest chro­nio­ny jako dzie­ło lite­rac­kie, ale kod jaki powsta­nie na tej posta­wie jest prak­tycz­nie w 100% jego odzwier­cie­dle­niem (wier­ne odzwier­cie­dle­nie sche­ma­tu blo­ko­we­go). Podlega ochro­nie jako dzie­ło lite­rac­kie oraz tak­że jako know-how. Program jaki powsta­nie na pod­sta­wie tak opra­co­wa­ne­go opi­su ma sta­tus tłu­ma­cze­nia (utwór zależny). 

Więc kod napi­sa­ny pod dyk­tan­to” pro­jek­tan­ta nie jest nie­za­leż­nym dzie­łem pro­gra­mi­sty, nie ma on (pro­gra­mi­sta) pra­wa do swo­bod­ne­go dys­po­no­wa­nia takim kodem, podob­nie jak tłu­macz tek­stu nie naby­wa auto­ma­tycz­nie ani praw do dys­po­no­wa­nia tłu­ma­cze­niem, któ­re opra­co­wał, ani, w szcze­gól­no­ści, do tek­stu źró­dło­we­go, któ­ry przetłumaczył.

Zaprezentowana opi­nia praw­na, moim zda­niem pomi­ja więc waż­ny fakt, że poza języ­ka­mi pro­gra­mo­wa­nia tek­sto­wy­mi”: taki­mi jak Java, Pascal czy .NET ist­nie­ją tak­że języ­ki gra­ficz­ne takie jak np. UML. Opinia powyż­sze (przy­to­czo­ny cytat) jest praw­dzi­wa pod warun­kiem, że mowa o powyż­szych dia­gra­mach na pozio­mie ogól­nym, idei. Jednak pro­jek­ty ozna­czo­ne kolo­rem czer­wo­nym to przy­pad­ki pod­le­ga­ją­ce już peł­nej ochronie.

Prawo autorskie i wartości niematerialne – analiza systemowa

Wprowadzenie

Rozgorzała dys­ku­sja o ACTA (klik­nij tu i poznaj treść), powo­dów wie­le ale tu nie będą oma­wia­ne. Przedstawię pró­bę ana­li­zy ryn­ku praw autor­skich by wska­zać klu­czo­wy moim zda­niem pro­blem. Skorzystam z pre­zen­to­wa­ne­go wcze­śniej mode­lu ryn­ku oraz pew­nej zasa­dy logi­ki mówią­cej, że:

klu­czo­wą cechą mode­lu dla potrzeb ana­li­zy sys­te­mo­wej jest trak­to­wa­nie go, pojęć z któ­rych się skła­da, jako pew­nej prze­strze­ni nazw (kon­cep­tów) speł­nia­ją­cych pod­sta­wo­wą zasa­dę wza­jem­ne­go wyklu­cza­nia się defi­ni­cji pojęć (zasa­da wyłą­czo­ne­go środ­ka w logice).

Nieco prost­szy­mi sło­wa­mi: jeże­li jakaś defi­ni­cja defi­niu­je jakieś poje­cie, mówi, że coś jest czymś”, to defi­nio­wa­ne poję­cie nie jest już niczym innym. Stosowanie tej zasa­dy w ana­li­zie pozwa­la eli­mi­no­wać nie­jed­no­znacz­ność two­rzo­nej tre­ści (opi­su).

Wykorzystane narzędzia

Do ana­li­zy tej wyko­rzy­sta­no pod­sta­wo­we narzę­dzia ana­li­zy sys­te­mo­wej jaki­mi są model poję­cio­wy oraz model struk­tu­ry ana­li­zo­wa­ne­go systemu.

Model pojęciowy – dzieło i jego postacie

Pojęcie dzie­ła w kon­tek­ście sztu­ki pozo­sta­wiam komu inne­mu :). Tu sku­pi­my się na defi­ni­cji z pra­wa cywilnego:

Przedmiotem pra­wa autor­skie­go jest każ­dy prze­jaw dzia­łal­no­ści twór­czej o indy­wi­du­al­nym cha­rak­te­rze, usta­lo­ny w jakiej­kol­wiek posta­ci, nie­za­leż­nie od war­to­ści, prze­zna­cze­nia i spo­so­bu wyra­że­nia (utwór)

Utworem, w rozu­mie­niu Kodeksu Cywilnego jest dzie­ło, w rozu­mie­niu Umowy o Dzieło, pro­dukt wyko­naw­cy Dzieła (powsta­ją pra­wa autor­skie mająt­ko­we i pra­wa autor­skie oso­bi­ste, dys­po­no­wać moż­na pra­wem mająt­ko­wym, autor­skie oso­bi­ste jest nie­zby­wal­ne, trze­ba tu dodać, że poję­cie pra­wa wła­sno­ści jest wyłącz­nym pra­wem dys­po­no­wa­nia np. tu mająt­ko­wym pra­wem autor­skim to dla­te­go mówi­my, że autor dzie­ła jest jego pier­wot­nym właścicielem).

Kilka defi­ni­cji pojęć na począ­tek (Słownik języ­ka pol­skie­go PWN, przy­po­mi­nam, że poję­cia są defi­nio­wa­ne w usta­wach, jeże­li nie zawie­ra­ją takich defi­ni­cji przyj­mu­je się powszech­ne zna­cze­ni słów w danym języku):

  • dzie­ło: 1. utwór lite­rac­ki, nauko­wy lub arty­stycz­ny, zwłasz­cza dużej war­to­ści, 2. pra­ca, dzia­ła­nie, 3. efekt czy­jejś pra­cy lub jakichś pro­ce­sów.
  • utwór: 1. dzie­ło nauko­we, lite­rac­kie, muzycz­ne, fil­mo­we itp., 2. część jakie­goś narzą­du speł­nia­ją­ca okre­ślo­ne funk­cje w orga­ni­zmie, 3. guz, narośl roz­wi­ja­ją­ce się w orga­ni­zmie, 4. mine­rał lub ska­ła pocho­dzą­ce z jed­ne­go okre­su geo­lo­gicz­ne­go, mają­ce taką samą budo­wę lub inną wspól­ną cechę.
  • pra­wo: 1. ogół prze­pi­sów i norm praw­nych regu­lu­ją­cych sto­sun­ki mię­dzy ludź­mi danej spo­łecz­no­ści, 2. nor­ma praw­na, 3. nauka o pra­wie, stu­dia nad prawodawstwem,4. upraw­nie­nia przy­słu­gu­ją­ce komuś zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cy­mi prze­pi­sa­mi, 5. zasa­da rzą­dzą­ca pro­ce­sa­mi przy­rod­ni­czy­mi i spo­łecz­ny­mi, sta­no­wią­ca cel badań nauko­wych, 6. kie­ru­nek stu­diów zwią­za­nych z nauką o pra­wie, z prawoznawstwem.
  • autor: 1. twór­ca dzie­ła lite­rac­kie­go lub nauko­we­go, też: dzie­ła sztu­ki, wyna­laz­ku, pro­jek­tu itp., 2. ini­cja­tor jakie­goś przed­się­wzię­cia, 3. wyko­naw­ca jakiejś czynności.
  • twór­ca: 1. oso­ba, któ­ra coś two­rzy, zwłasz­cza w dzie­dzi­nie sztu­ki, 2. oso­ba, któ­ra jest spraw­cą czegoś.
  • mate­rial­ny: 1. ist­nie­ją­cy fizycz­nie, 2. odno­szą­cy się do dóbr eko­no­micz­nych, 3. doty­czą­cy tre­ści, a nie for­my.
  • mece­nat: opie­ka nad sztu­ką, lite­ra­tu­rą i nauką spra­wo­wa­na przez oso­bę, insty­tu­cję lub pań­stwo; patro­nat.

Dalsze zrów­na­nie poję­cia dzie­ła i utwo­ru wyni­ka z tre­ści dwóch ustaw: O Prawie autor­skim i Kodeksu Cywilnego (tu Umowa o Dzieło, któ­re jest trak­to­wa­ne jako uni­kal­ny efekt pra­cy). W dal­szej czę­ści będę uży­wał głów­nie poję­cia dzie­ła, jed­nak pamię­tać nale­ży, że w tek­ście tym jest ono rów­no­znacz­ne z poję­ciem utwo­ru. W moim prze­ko­na­niu sło­wo dzie­ło ma w języ­ku pol­skim szer­sze zna­cze­nie niż utwór (patrz powyż­sze defi­ni­cje), poję­cie utwór mie­ści się w defi­ni­cji dzie­ła. Podobny pogląd ma usta­wo­daw­ca, w obsza­rze umów o dzie­ło, wska­zu­jąc że nie każ­de dzie­ło jest utwo­rem w kwe­stii ulgi jaką jest uzna­nie, że auto­ro­wi dzie­ła będą­ce­go utwo­rem, przy­słu­gu­je ulga podat­ko­wa 50%.

Dzieło może mieć postać mate­rial­ną i nie­ma­te­rial­ną. Dzieło mate­rial­ne (rzeź­ba, obraz malar­ski) ma swój ory­gi­nał, mogą powstać repro­duk­cje. To dru­gie dzie­ło, nie­ma­te­rial­ne, doty­czy w szcze­gól­no­ści utwo­rów muzycz­nych, zdjęć czy tre­ści (każ­da wypo­wiedź to pro­za lub poezja ;)). Dzieło nie­ma­te­rial­ne może być utrwa­lo­ne na wybra­nym nośni­ku (muzy­ka na pły­cie CD, pro­za na papie­rze, …), wte­dy powsta­ją jego egzemplarze.

Model poję­cio­wy ana­li­zo­wa­nej dzie­dzi­ny (na potrze­by arty­ku­łu poję­cie «utwór» z Prawa autor­skie­go zosta­ło zrów­na­ne z poję­ciem «dzie­ło» z Kodeksu Cywilnego)

Pojawia się poję­cie praw do dzie­ła. Mamy dwa pra­wa autor­skie: oso­bi­ste i mate­rial­ne. Prawo oso­bi­ste to nie­zby­wal­ne pra­wo auto­ra do ozna­cze­nia dzie­ła jego imie­niem (imię auto­ra jest nie­ja­ko cechą, inte­gral­ną czę­ścią utwo­ru). Prawo autor­skie mająt­ko­we to pra­wo dys­po­no­wa­nia pra­wa­mi do dzie­ła w tym tak­że pra­wa­mi do two­rze­nia dzieł zależ­nych, egzem­pla­rzy, repro­duk­cji itp., w szcze­gól­no­ści czer­pa­nia korzy­ści mająt­ko­wych np. z jego udo­stęp­nia­nia. Prawo autor­skie mająt­ko­we jest zby­wal­ne (moż­na je sprze­dać i kupić, jest to tak zwa­na war­tość nie­ma­te­rial­na, praw­na). Prawo korzy­sta­nia z dzie­ła w jakiej­kol­wiek fir­mie i zakre­sie (muszą być one okre­ślo­ne) to licen­cja. Licencja (w zasa­dzie umo­wa dzier­ża­wy) nie daje licen­cjo­bior­cy żad­nych praw do dzie­ła nie licząc pra­wa do korzy­sta­nia (przy czym samo korzy­sta­nie nie daje żad­ne­go inne­go pra­wa, w szcze­gól­no­ści do two­rze­nia kopii lub egzem­pla­rzy, chy­ba że praw takich udze­lo­no). Tu nale­ży zwró­cić uwa­gę, że posia­da­nie nośni­ka z egzem­pla­rzem utwo­ru nie daje żad­nych praw do same­go utwo­ru, w tym pra­wa do jego rozpowszechniania.

Warto też pod­kre­ślić, że czę­sto mylo­ne jest naby­cie i posia­da­nie egzem­pla­rza (nośni­ka z utwo­rem), z naby­ciem praw do same­go utwo­ru. Niestety nie jest tak (na dia­gra­mie powy­żej obszar zacie­nio­ny magen­tą), że naby­cie pły­ty z utwo­rem czy­ni z nabyw­cy nośni­ka tak­że wła­ści­cie­la utwo­ru (autor­skie pra­wo mająt­ko­we). Nabycie pły­ty z utwo­rem muzycz­nym czy fil­mem, to jedy­nie tech­nicz­ne umoż­li­wie­nie nabyw­cy odsłu­cha­nia go (obej­rze­nia fil­mu) w dogod­nej porze, raz lub wie­le razy. Ta swo­bo­da pory i ilo­ści jest war­to­ścią doda­ną w sto­sun­ku do radia, kina czy TV gdzie nie my decy­du­je­my kie­dy i cze­go posłu­cha­my. Tak więc dotar­li­śmy do poję­cia wartości.

Dziełami mate­rial­ny­mi (rzeź­by, obra­zy) nie zaj­mu­je­my się tu, gdyż ich nama­cal­ność” zrów­nu­je je w sen­sie posia­da­nia” z każ­dym innym mate­rial­nym przed­mio­tem (cho­dzi o egzem­plarz będą­cy ory­gi­na­łem dzie­ła). Raczej nie mamy pro­ble­mu z okre­śle­niem, kto jest posia­da­czem ory­gi­na­łu rzeź­by czy obra­zu. Może poja­wić się pro­blem z repro­duk­cją, ale uzna­jąc za repro­duk­cję, kopię rzeź­by czy obra­zu wyko­na­ną w tej samej tech­ni­ce (kopia rzeź­by to rzeź­ba, kopia obra­zu to tak­że obraz) moż­na uznać, że nie ma tu mowy o war­to­ści nie­ma­te­rial­nej w rozu­mie­niu utwo­ru jak powy­żej. Jednak autor­skie pra­wa mająt­ko­we do dzie­ła to pra­wo udzie­la­nia zgod­ny na utwo­rze­nie reprodukcji.

Cechą nie­ma­te­rial­ne­go dzie­ła jest to, że wyma­ga ono nośni­ka oraz to, że łatwo je powie­lać po pro­stu kopiu­jąc w spo­sób bez­strat­ny. Dziełem jest treść, jej bez­strat­ne i prak­tycz­nie bez-kosz­to­we powie­la­nie, w dobie tech­no­lo­gii jaki­mi dziś dys­po­nu­je­my, nie sta­no­wi żad­ne­go pro­ble­mu (ani istot­ne­go kosztu).

Prostą, nadal funk­cjo­nu­ją­cą, barie­rą blo­ku­ją­cą powie­la­nie (two­rze­nie replik, repro­duk­cji ory­gi­na­łów np. rzeźb) dzieł mate­rial­nych jest wyma­ga­na umie­jęt­ność porów­ny­wal­na do tej, jaką cechu­je się autor ory­gi­na­łu. W przy­pad­ku dzieł nie­ma­te­rial­nych ta barie­ra nie ist­nie­je, do sko­pio­wa­nia naj­lep­sze­go nawet utwo­ru lite­rac­kie­go czy muzycz­ne­go wystar­czy np. kom­pu­ter, nie są potrzeb­ne żad­ne, poza obsłu­gą kom­pu­te­ra, umiejętności.

Model biznesowy – Łańcuch wartości na rynku dóbr niematerialnych

Wprowadzenie poję­cia ryn­ku teraz jest tu nie­unik­nio­ne. Wartość ryn­ko­wa to nic inne­go jak źró­dło popy­tu, sko­ro jest popyt na coś, to ma to coś na ryn­ku war­tość. Jaką? Łatwo zmie­rzyć: akcep­to­wal­ny dla nabyw­cy koszt zaku­pu. Tu poja­wia się pora na przy­po­mnie­nie pra­wa popytu:

  • wraz ze wzro­stem ceny male­je popyt,
  • wraz ze wzro­stem poda­ży male­je cena, pro­giem male­ją­cej ceny jest koszt wytworzenia,
  • pro­giem popy­tu jest chłon­ność ryn­ku czy­li zaspo­ko­je­nie potrzeb wszyst­kich nabyw­ców (rosną­ca podaż nie powo­du­je wzro­stu popytu).

(tu uwa­ga, cena ryn­ko­wa – zwa­na tak­że spe­ku­la­cyj­ną – nie jest tą ceną w rozu­mie­niu eko­no­mii wymia­ny dóbr jako ekwiwalentu/parytetu pra­cy). Tak więc mamy pro­dukt: jest to coś co ma okre­ślo­ną war­tość dla nabyw­cy i cenę. Od tego momen­tu zanie­dbu­je­my dzie­ła mate­rial­ne, np. rzeź­by, bo pod­le­ga­ją zna­nym od tysiąc­le­ci pra­wom. Skupimy się na war­to­ściach nie­ma­te­rial­nych: dzie­łach i utwo­rach takich jak muzy­ka, tekst czy film (tak­że opro­gra­mo­wa­nie). Model łań­cu­cha wartości:

Model struk­tu­ry prze­pły­wu war­to­ści na ryn­ku war­to­ści intelektualnych

Mamy tu:

  • twór­cę: auto­ra dzieła,
  • dzie­ło: poję­cie już tu wcze­śniej zdefiniowane,
  • wła­ści­ciel dzie­ła: jest nim sam twór­ca lub jego spon­sor w ramach umo­wy (np. pracodawca),
  • nabyw­ca: ktoś kto zapła­cił za dane dobro, tu jest tym dobrem dzieło,
  • nabyw­ca nie­le­gal­ny to nabyw­ca pozy­sku­ją­cy dzie­ło poza sie­cią dys­try­bu­cji posia­da­cza praw mająt­ko­wych do dzie­ła, nie uisz­cza­ją­cy zapłaty.

Korzystając z opi­sa­ne­go wcze­śniej mode­lu biz­ne­so­we­go (a w zasa­dzie meta­mo­de­lu) powstał powyż­szy model biz­ne­so­wy sprze­da­ży dzie­ła (utwo­rów) na ryn­ku, tu dzie­ła nie­ma­te­rial­ne­go. Tak więc mamy twór­cę (auto­ra dzie­ła) oraz posia­da­cza autor­skich praw mająt­ko­wych. Mogą to być odręb­ne pod­mio­ty, jeże­li autor zawarł umo­wę prze­no­szą­cą autor­skie pra­wa mająt­ko­we na inną osobę.

Jeżeli dzie­ło ma być źró­dłem przy­cho­du auto­ra, musi zostać sprze­da­ne. Pamiętając pra­wo popy­tu, sprze­da­nie jed­ne­go tyl­ko egzem­pla­rza książ­ki czy utwo­ru muzycz­ne­go raczej nie ma eko­no­micz­ne­go sen­su (raczej nikt nie wyda tyle pie­nię­dzy na takie dzie­ło), dla­te­go z zasa­dy są sprze­da­wa­ne całe set­ki i tysią­ce egzem­pla­rzy nośni­ków z dzie­łem (podaż). Koszt ich wytwo­rze­nia roz­kła­da się na cały nakład i ryn­ko­wa cena egzem­pla­rza spa­da. Tu pole­cam cały arty­kuł, któ­re­go frag­ment cytuje:

Nowe mode­le sprze­da­ży tre­ści przez Internet są fak­tem ? dzię­ki nie­mu może­my sprze­dać 1 mln egzem­pla­rzy po 1 zł zamiast 100 tys. po 10 zł i efekt będzie ten sam. Ale wszyst­ko to dzia­ła jed­nak przy zało­że­niu, że jakaś ochro­na praw autor­skich ist­nie­je. W Polsce nadal spo­ro osób uwa­ża, że są bar­dzo spryt­ni nie pła­cąc 2 zł za bilet czy 4 zł za par­ko­wa­nie. (źr. Czy potrze­bu­je­my zmia­ny para­dyg­ma­tu wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej? | eche​lon​.pl).

Każda nie­le­gal­na kopia po pierw­sze nisz­czy wszyst­kie zało­że­nie biz­ne­spla­nu wydaw­cy, po dru­gie łamie wyłącz­ne autor­skie pra­wo mająt­ko­we auto­ra do dys­po­no­wa­nia swo­im dzie­łem. Argumenty w rodza­ju autor nic nie tra­ci bo i tak bym, nie zapła­cił” są chy­bio­ne z pro­ste­go powo­du: demo­ra­li­zu­je­my tych, któ­rzy zapła­ci­li. A po dru­gie nie­le­gal­ne kopie nisz­czą rynek (jego chłonność).

Czy do kultury i nauki powinien być darmowy dostęp?

A kto zde­fi­niu­je kul­tu­rę? Bo chy­ba nie są to set­ki nie­le­gal­nych fil­mów czy utwo­rów muzycz­nych na tera­baj­to­wych dys­kach mło­dzie­ży”.… Nie prze­ko­nu­je mnie Pan Palikot:

Możliwość obej­rze­nia fil­mów za dar­mo w inter­ne­cie to dla mło­dych ludzi ele­ment ich pod­sta­wo­wych praw – stwier­dził Janusz Palikot. (za Palikot prze­ciw ACTA: Godność, rów­ność, ścią­ga­nie – m.newsweek.pl).

Praw do cze­go? Darmowy dostęp ozna­cza ist­nie­nie spon­so­ra, kto nim tu będzie? Danie praw do pomi­ja­nia” praw twór­cy, bez zagwa­ran­to­wa­nia twór­cy praw do swo­ich utwo­rów to jakieś kurio­zum eko­no­mii. Ale kultura…

Kultura powin­na mieć mece­na­sa. Od tysię­cy lat nie­jed­no Państwo utrzy­my­wa­ło na wła­snym gar­nusz­ku uzna­nych twór­ców, udo­stęp­nia­jąc całe­mu spo­łe­czeń­stwu ich dzie­ła za dar­mo. Wystarczy wyku­pić autor­skie pra­wa mająt­ko­we od twór­cy, dać mu doży­wot­nią ren­tę i jego dzie­ła upu­blicz­nić, niech się kul­tu­ra i nauka roz­wi­ja swo­bod­nie dla chwa­ły spo­łe­czeń­stwa. Historia zna takie przypadki.

A co my mamy? Ci, któ­rzy mają strzec pra­wa sami są na bakier z sza­cun­kiem dla autorów:

Gwizdała chce wyto­czyć pro­ces komen­dan­to­wi o naru­sze­nie praw autor­skich i mająt­ko­wych: – Nie może być tak, że poli­cja ści­ga oby­wa­te­li za kra­dzież w inter­ne­cie, a sama jest na bakier z pra­wem. (za Policja win­na kra­dzie­ży praw autor­skich?).

Problem w tym, że gene­ral­nie szwan­ku­je ety­ka. Mało kto nie­ste­ty postę­pu­je etycz­nie, dowo­dem jest licz­ba użyt­kow­ni­ków pirac­kich kopii. Z dru­giej stro­ny śro­do­wi­ska auto­rów raczej nie wycho­dzą na uli­ce pro­te­sto­wać prze­ciw­ko pra­wu autorskiemu…

Podsumowanie

Ostatnie pro­te­sty moim zda­niem poka­za­ły, że pro­blem tkwi w rozu­mie­niu twór­ców, rozu­mie­niu praw autor­skich i tego, że jed­nak ist­nie­ją war­to­ści nie­ma­te­rial­ne. Jeżeli jedy­nym powo­dem, dla któ­re­go obec­nie nie ma nie­le­gal­nych rzeźb Nike z Samotraki jest to, że stwo­rze­nie takiej nie­le­gal­nej kopii wyma­ga­ło by talen­tu rzeź­bia­rza, to kim są kopiu­ją­cy nie­le­gal­nie muzy­kę, książ­ki czy filmy?

Osobiście odci­nam się w tym arty­ku­le od rela­cji rząd a spo­łe­czeń­stwo, bo to dys­ku­sja poli­tycz­na a nie sys­te­mo­wa. Nie zna­czy to, że uchy­lam się od udzia­łu w niej, po pro­stu nie robię tego na uli­cy. Martwi mnie to, że w rzą­dzie chy­ba nikt nie myśli sys­te­mo­wo, w każ­dym razie nie widać tam pro­duk­tów sys­te­mo­we­go myśle­nia. Obym się mylił…

Kończąc, pira­tów nale­ży ści­gać, war­to jed­nak to robić w imie­niu auto­rów dzieł. Nie podo­ba mi się ści­ga­nie pira­tów z urzę­du – pako­wa­nia tego do pra­wa kar­ne­go. Prawo autor­skie to spra­wy cywil­ne i powi­nien być poszko­do­wa­ny i pozew a nie ści­ga­nie bo tak”, to zmu­si twór­ców do samo­dziel­ne­go dba­nia o wła­sny inte­res, bez prze­rzu­ca­nia kosz­tów pro­wa­dzo­nej dzia­łal­no­ści (egze­kwo­wa­nie swo­ich praw autor­skich) na Państwo czy­li na nas wszyst­kich. Po dru­gie nie da się unik­nąć mece­na­sów, jed­nak war­to zasta­no­wić się nad cza­sem ochro­ny i paten­to­wej i mająt­ko­wych praw autor­skich. Wydaje mi się, że ochro­na z tytu­łu praw autor­skich mająt­ko­wych powin­na wyga­sać wraz ze śmier­cią auto­ra. A ochro­na paten­to­wa powin­na wyga­sać po upły­wie okre­su zwro­tu z inwe­sty­cji, któ­ry to okres łatwo spraw­dzić w biznesplanie.

Twórca i jego dzie­ła muszą być chro­nio­ne ale posia­da­cze praw mająt­ko­wych nie powin­ni być dyk­ta­to­ra­mi… a posia­da­cze praw mająt­ko­wych do cudzych utwo­rów: nie powin­ni być paso­ży­ta­mi… i to paso­żyt­nic­two powin­no być tępio­ne a nie pra­wo autor­skie i pra­wa autorów.

Kilka słów współ­au­to­ra naszej usta­wy z 1994 roku:

Czy ACTA zawie­ra roz­wią­za­nia, któ­re są bar­dziej restryk­cyj­ne niż te zawar­te w pol­skim prawie?

Prof. Jan Błeszyński: Generalnie nie, bo pol­skie pra­wo speł­nia stan­dar­dy tej umo­wy. W wie­lu kwe­stiach ochro­na praw autor­skich w naszej usta­wie idzie jesz­cze dalej. Jeżeli oka­że się, że trze­ba wpro­wa­dzić zmia­ny w naszym pra­wie, to doty­czyć to będzie kwe­stii szczegółowych.

To skąd protesty?

… (czy­taj Prawo autor­skie znacz­nie surow­sze niż ACTA).

oraz skut­ki obec­ne­go podej­ścia do kul­tu­ry i nauki:

Obowiązuje prze­cież kul­tu­ra tzw. ?flu­ore­scen­cyj­ne­go pisa­ka? ? czy­tam tyl­ko to, co jest zazna­czo­ne. W ten spo­sób ucie­ka kon­tekst. Nikt nie szu­ka źró­deł, tyl­ko opra­co­wań. I stąd też ogrom­na rola mediów w tłu­ma­cze­niu świa­ta. Widać to też przy pro­te­ście doty­czą­cym ACTA. (za Roje, któ­re nie dają mio­du ? Małgorzata Bogunia-Borowska ? Instytut Obywatelski).

2012-04-12

Polecam cały arty­kuł, z któ­re­go cytuję:

nale­ży zacho­wać w tej mate­rii zdro­wy umiar, bo nie wszyst­kie tre­ści mogą być publi­ko­wa­ne w Sieci za dar­mo (a zwłasz­cza pre­mie­ro­we odcin­ki seria­li, czy fil­my, któ­re dopie­ro wcho­dzą do kin), czy na zasa­dzie licen­cji Creative Commons., pro­test prze­ciw­ko ACTA miał cha­rak­ter ?wol­no­ścio­wy?, ale w dużej czę­ści spo­wo­do­wa­ny był też oba­wą, że nagle zosta­nie zakrę­co­ny kurek z pirac­ki­mi pli­ka­mi. (Bunt Sieci po tygo­dniu. Remanent | Antymatrix).

2012-04-15

Pokazała się publi­ka­cja bada­nia: nic nie potwier­dza tego, jako­by pira­ci potem kupo­wa­li kupo­wa­li i napę­dza­li kulturę…

Raport ?Obiegi kul­tu­ry. Społeczna cyr­ku­la­cja tre­ści? sta­wia pod zna­kiem zapy­ta­nia obraz świa­ta kul­tu­ry nisz­czo­ne­go przez ?pira­tów? poprzez nie­le­gal­ne ścią­ga­nie i kopio­wa­nie muzy­ki, fil­mów i ksią­żek. Przeprowadzone przez zespół bada­czy z Centrum Cyfrowego Projekt: Polska bada­nie poka­zu­je, że gra­ni­ce mię­dzy legal­ny­mi a nie­le­gal­ny­mi obie­ga­mi kul­tu­ry są płyn­ne i czę­sto nie­zde­fi­nio­wa­ne, bo inter­net roz­wi­ja się szyb­ciej, niż legi­sla­cja. (za Obiegi Kultury. Społeczna cyr­ku­la­cja treści).

2018-10-03

Spory o pra­wa autor­skie wró­ci­ły po poja­wie­niu się rosz­czeń Sapkowskiego (autor sagi Wiedźmin) wobec CD Project, o dodat­ko­we wyna­gro­dze­nie (gra Wiedźmin osią­gnę­ła bar­dzo duży suk­ces ryn­ko­wy i przy­nio­sła duże zyski).

Wynagrodzenie przy­zna­ne twór­cy jest zbyt niskie w sto­sun­ku do korzy­ści osią­gnię­tych przy oka­zji eks­plo­ata­cji utwo­ru – stwier­dzi­li praw­ni­cy Andrzeja Sapkowskiego. Od CD Projekt żąda­ją co naj­mniej 60 mln zł z tytu­łu udzia­łu w zyskach ze sprze­da­ży gry Wiedźmin”. (źr.: WP money).

Tego typu spo­ry mają cie­ka­wy rodo­wód: zyski a nie pra­wa auto­ra. Pojawia się tu temat kto ma zyski z utwo­ry i jakie te zyski są. na począt­ku arty­ku­ły zwró­ci­łem uwa­gę na poję­cie ceny ryn­ko­wej, jest ona wyni­kiem spe­ku­la­cji i korzy­sta­nia mono­po­lu. Zysk net­to pod­mio­tu praw­ne­go, jakim tu jest CD Project, na pozio­mie setek milio­nów dola­rów, nie ma inne­go niż spe­ku­la­cyj­ne, uza­sad­nie­nia gdyż, albo powi­nien być wyna­gro­dze­niem wszyst­kich zaan­ga­żo­wa­nych pra­cow­ni­ków fir­my, albo nie powin­no go być a egzem­pla­rze gry na ryn­ku powin­ny być tań­sze. Ale to temat na inny artykuł ;)…

Źródła