Analiza przyczyn piractwa – raport vs analiza

Dwa i pół roku temu w arty­ku­le Prawo autor­skie i war­to­ści nie­ma­te­rial­ne doko­na­łem ana­li­zy sys­te­mo­wej praw nie­ma­te­rial­nych. Dzisiaj kil­ka słów na temat ana­li­zy mode­li rynkowych.

Gazeta Prawna opu­bli­ko­wa­ła nie­daw­no arty­kuł bazu­ją­cy na bada­niach i wnio­skach fir­my [[PwC]]:

Nawet 7,5 mln Polaków korzy­sta z nie­le­gal­nych tre­ści w inter­ne­cie – pod tym wzglę­dem znaj­du­je­my się w abso­lut­nej świa­to­wej czo­łów­ce. Czy ogól­no­spo­łecz­ne przy­zwo­le­nie na pirac­two dopro­wa­dzi arty­stów i bran­żę roz­ryw­ko­wą na skraj ban­kruc­twa? A może dys­try­bu­to­rzy i pro­du­cen­ci po czę­ści sami pono­szą winę za obec­ny stan rzeczy? […]

Skoro pro­blem pirac­twa doty­czy już co pią­te­go Polaka oraz 94 proc. aktyw­nych inter­nau­tów, to z pew­no­ścią muszą ist­nieć przy­czy­ny, któ­re powo­du­ją dyna­micz­ny wzrost ska­li tego zja­wi­ska. O ile orga­ni­za­cje anty­pi­rac­kie sta­ra­ją się nas prze­ko­nać, że owe przy­czy­ny leżą tyl­ko po stro­nie samych inter­nau­tów, o tyle rze­czy­wi­stość jest zde­cy­do­wa­nie bar­dziej zło­żo­na. Dlatego też na pro­blem pirac­twa war­to spoj­rzeć zarów­no z per­spek­ty­wy pro­du­cen­tów i dys­try­bu­to­rów tre­ści, jak rów­nież samych użytkowników.

Wnioski auto­rów raportu:

Czy w wal­ce z pirac­twem moż­na zwy­cię­żyć? Nie. Tak, jak wie­le innych nie­po­żą­da­nych zja­wisk spo­łecz­nych, tak rów­nież pirac­two zawsze będzie obec­ne w inter­ne­to­wym kra­jo­bra­zie. Z pew­no­ścią moż­na jed­nak zna­czą­co zmniej­szyć ska­lę tego zja­wi­ska, a przy­naj­mniej dyna­mi­kę jego eks­pan­sji. Autorzy rapor­tu ?Analiza wpły­wu zja­wi­ska pirac­twa tre­ści wideo na gospo­dar­kę w Polsce? przed­sta­wia­ją kil­ka kon­kret­nych roz­wią­zań na trzech głów­nych polach – edu­ka­cji użyt­kow­ni­ków, dzia­łań, uatrak­cyj­nie­nia ofer­ty przez dys­try­bu­to­rów oraz roz­wią­zań praw­nych. (źr. Rzeczpospolita Piratów – po co pła­cić, sko­ro moż­na ścią­gnąć? – GazetaPrawna​.pl).

z któ­ry­mi się nie­ste­ty kom­plet­nie nie zgadzam.Proponuję prze­czy­tać teraz cały ten arty­kuł, choć i bez tego dal­sza część tego wpi­su powin­na być dość zro­zu­mia­ła. PwC przed­sta­wi­ła wyni­ki badań sta­ty­stycz­nych i suge­stie przy­czyn pre­zen­to­wa­ne przez ankie­to­wa­nych dys­try­bu­to­rów, inny­mi sło­wy zada­ła wie­le pytań i upo­rząd­ko­wa­ła odpo­wie­dzi na nie (nie nazy­wał bym tego ana­li­zą). Znamienne jest tak­że to, że Raport ?Analiza wpły­wu zja­wi­ska pirac­twa tre­ści wideo na gospo­dar­kę w Polsce? przy­go­to­wa­ny przez PwC przy­go­to­wa­no na zle­ce­nie Stowarzyszenia Dystrybutorów Programów Telewizyjnych Sygnał”. Nie mam pod­staw do oskar­ża­nia PwC o stron­ni­czość, ale na pyta­nie: czy Stowarzyszenie pro­mo­wa­ło by raport ude­rza­ją­cy w ich inte­re­sy, sami Państwo musi­cie sobie odpo­wie­dzieć, ja jestem wyłącz­nie nie­za­leż­nym ana­li­ty­kiem 🙂 i na tym się skupię.

Model obecnego rynku praw autorskich

Poniżej dia­gram obra­zu­ją­cy klu­czo­we eta­py dys­try­bu­cji utwo­rów obję­tych pra­wem autorskim:

Obecny rynek praw autorskich

Kluczowe wnio­ski: nie­le­gal­ny nabyw­ca utwo­ru wybie­ra kanał dla nie­go mniej kosz­tow­ny. Uznać nale­ży fakt, że hamul­ce natu­ry etycz­nej nie funk­cjo­nu­ją, nie­le­gal­ny nabyw­ca nie ma żad­ne­go poczu­cia nie­uczci­wo­ści swo­je­go postę­po­wa­nia (co poka­zu­ją cyto­wa­ne badania).

PwC suge­ru­je dzia­ła­nia na polach edu­ka­cji użyt­kow­ni­ków, dzia­łań, uatrak­cyj­nie­nia ofer­ty przez dys­try­bu­to­rów oraz roz­wią­zań praw­nych”. Moim zda­niem: edu­ka­cja do tej pory nie zadzia­ła­ła więc dla­cze­go mia­ła by teraz zadzia­łać? Uatrakcyjnianie ofer­ty dys­try­bu­to­rów, jako spo­sób na ogra­ni­cze­nie pirac­twa, to wia­ra w to, że argu­ment film jest nie­do­stęp­ny w Polsce, dla­te­go krad­nę” jest szcze­ry. Moim zda­niem udo­stęp­nie­nie mate­ria­łu w Polsce natych­miast zosta­nie potrak­to­wa­ne dru­gim argu­men­tem pira­tów: nie stać mnie więc krad­nę, bo chce obej­rzeć”. Natomiast roz­wią­za­nia praw­ne, jeże­li nie będą kore­spon­do­wa­ły z realia­mi, będą jesz­cze bar­dziej sztucz­ne, sta­ną się narzę­dziem repre­sji, któ­rych adre­so­wa­nie już jest koniunk­tu­ral­ne, co widać po mniej lub bar­dziej nie­etycz­nych dzia­ła­niach, repre­zen­tu­ją­cych Dystrybutorów, orga­ni­za­cji zbio­ro­we­go zarzą­dza­nia pra­wa­mi autor­ski­mi (np. nie­upraw­nio­ne nalo­ty na klu­by muzycz­ne, szan­ta­żo­wa­nie kon­tro­la­mi, ata­ki na twór­ców nie­bę­dą­cych człon­ka­mi tych orga­ni­za­cji, opo­dat­ko­wa­nie czy­stych nośni­ków danych itp.).

Forsowanie mode­lu repre­syj­ne­go (pra­wo i jego siło­we egze­kwo­wa­nie) spo­wo­du­je prze­nie­sie­nie znacz­nych kosz­tów egze­kwo­wa­nia opłat licen­cyj­nych na Państwo, a powin­ny one być w 100% pono­szo­ne przez zain­te­re­so­wa­nych. Dlaczego? Bo pra­wo autor­skie to sfe­ra pra­wa cywil­ne­go, gdzie każ­dy z nas sam pil­nu­je swo­ich praw (nie ści­ga­mu to niko­go z urzę­du). Dalej, bo cena utwo­ru na ryn­ku jest ceną czy­sto umow­ną, kosz­ty pro­duk­cji i dys­try­bu­cji są rela­tyw­nie niskie (wypro­du­ko­wa­nie 1000 egzem­pla­rzy pły­ty z muzy­ką to koszt rzę­du 3 – 4 tys. zł), wystar­czy porów­nać ceny deta­licz­ne płyt muzy­ki poważ­nej (pra­wa wie­lu auto­rów już wyga­sły) z cena­mi naj­droż­szych płyt na pół­kach tego same­go salo­nu muzycznego.

Całkowita kontrola nad kanałem dystrybucji

Alternatywą jest cał­ko­wi­te przej­ście na dys­try­bu­cję elektroniczną:

Kanał dystrybucji wersji elektronicznych utworów

Możliwą już dziś (i sto­so­wa­ną) alter­na­ty­wą jest kanał elek­tro­nicz­ny poka­za­ny wyżej. Ostateczny odbior­ca ma dostęp wyłącz­nie do odsłu­chu. Własnoręczne, niskim nakła­dem pra­cy i kosz­tów, wyko­na­nie wyso­kiej jako­ści egzem­pla­rza moż­li­we­go do powie­la­nia poza sie­cią dys­try­bu­cji, jest prak­tycz­nie nie­moż­li­we dla więk­szo­ści ludzi. Możliwy jest więc model sprze­da­ży bazu­ją­cy na opła­cie za trans­fer danych. Technicznie moż­li­we jest bilin­go­wa­nie (nali­cza­nie opłat) odbior­ców za trans­fer, moż­li­we jest bilin­go­wa­nie źró­deł danych (twór­cy, dys­try­bu­to­rzy utworów).

Jakie z tego pły­ną wnio­ski? Skoro tech­no­lo­gia dys­try­bu­cji tre­ści w posta­ci elek­tro­nicz­nej jest dostęp­na u ope­ra­to­rów sie­ci i wystar­czy jej jedy­nie użyć, war­tość doda­na Dystrybutora spa­da. Łatwość dostę­pu do Internetu i utra­ta mono­po­li­stycz­nej pozy­cji przez obec­nych Dystrybutorów spo­wo­du­je spa­dek (ure­al­nie­nie) cen. Znaczny spa­dek war­to­ści doda­nej Dystrybutora, jako dodat­ko­we­go pośred­ni­ka w tym łań­cu­chu dys­try­bu­cji, może dopro­wa­dzić do znacz­ne­go (moż­li­we, że cał­ko­wi­te­go) wyru­go­wa­nia Dystrybutorów z ryn­ku (jest to dla nich ogrom­ne ryzyko!).
Moim zda­niem wal­ka z pirac­twem meto­dą uszczel­nia­nia i tak już toną­ce­go, dziu­ra­we­go jak sito, stat­ku to tyl­ko prze­dłu­ża­nie ago­nii tego mode­lu ryn­ko­we­go (ale pod­trzy­my­wa­nie dużych zysków u Dystrybutorów). W cza­sach gdy utwo­ry mia­ły postać wyłącz­nie zma­te­ria­li­zo­wa­ną i trud­ną do powie­le­nia (pły­ta, kase­ta) dosko­na­le spraw­dza­ło się pra­wo strze­gą­ce war­to­ści mate­rial­nych. Wartości nie­ma­te­rial­ne są nadal sła­bo poj­mo­wa­ne (i tak moim zda­niem pozo­sta­nie, pisa­łem o tym już w 2009 roku w arty­ku­le Prawo autor­skie czy­li model biz­ne­so­wy …) i pró­by ich zrów­ny­wa­nia z mate­rial­ny­mi pozo­sta­ną na papierze.Poniżej model obra­zu­ją­cy te prawa:

Dzieło model pojęciowy

(powyż­szy dia­gram pocho­dzi z arty­ku­łu Prawo autor­skie i war­to­ści nie­ma­te­rial­ne – ana­li­za systemowa)

Na pew­no waż­ne jest by usta­wo­daw­ca nazwał i regu­lo­wał te pra­wa, dając auto­rom pod­sta­wę do ochro­ny ich inte­re­su. w pra­wie cywil­nym, ale nie widzę sen­su, by usta­wo­daw­ca brał na sie­bie kosz­ty egze­kwo­wa­nia tych praw (np. ści­ga­nie z urzę­du czy pobie­ra­nia podat­ku za czy­ste nośni­ki). To powin­no być zmar­twie­niem auto­rów, zmu­si ich to ure­al­nie­nia mode­li biz­ne­so­wych sprze­da­ży wie­dzy, sztu­ki, usług o cha­rak­te­rze dzie­ła. Obecne ini­cja­ty­wy usta­wo­daw­cze, zmie­rza­ją­ce do wzro­stu restryk­cji, postrze­gam jako efek­ty lob­bin­gu firm osią­ga­ją­cych bar­dzo duże, bier­ne zyski z egze­kwo­wa­nia praw autor­skich. Publikowanie takich rapor­tów jak ten tu cyto­wa­ny, jest w moich oczach takim lob­bo­wa­niem. Jeżeli tech­no­lo­gia spra­wi­ła, że pew­ne mode­le biz­ne­so­we prze­sta­ły być sku­tecz­ne, nale­ży się z tym pogo­dzić. Jeżeli więk­szość ludzi nie rozu­mie isto­ty praw i war­to­ści nie­ma­te­rial­nych, wal­ka z tym jest moim zda­niem syzy­fo­wą pra­cą. Należy mode­le biz­ne­so­we zwe­ry­fi­ko­wać, uczy­nić je real­ny­mi w sto­so­wa­niu, pomy­sły na zyski real­ny­mi w egze­kwo­wa­niu w warun­kach obec­ne­go świa­ta. W prze­ciw­nym wypad­ku ska­zu­je­my się na wal­kę z pra­wa­mi fizy­ki, a ta jest z góry prze­gra­na. Moim zda­niem w wal­ce z pirac­twem moż­na zwy­cię­żyć: nale­ży zro­zu­mieć warun­ki jakie two­rzy postęp tech­no­lo­gicz­ny i dosto­so­wać się. Woda zawsze pły­nie z góry na dół i omi­ja prze­szko­dy, tak samo roz­wi­ja się wol­ny rynek, pró­by zawra­ca­nia wody kijem” są z góry ska­za­ne na nie­po­wo­dze­nie. To o czym pisa­łem w 2009 roku zaczy­na się materializować…

___

Powyższy arty­kuł to tak­że przy­kład tego czym róż­ni się pro­ste zebra­nie i upo­rząd­ko­wa­nie danych (taką pra­cę wyko­na­ło PwC) od ich ana­li­zy i pod­ję­cia pró­by wyja­śnie­nia tego co te dane zawie­ra­ją: stwo­rze­nie mode­lu i oce­na na ile wyja­śnia on (model) zebra­ne dane. PwC poprze­sta­ło na zebra­nych suge­stiach samych ankie­to­wa­nych. Powyżej widać, że zbu­do­wa­ny model mecha­ni­zmu dys­try­bu­cji war­to­ści nie­ma­te­rial­nych nie potwier­dza tych suge­stii, np. tezy jako­by wzrost restryk­cji praw­nych pro­wa­dził do uzdro­wie­nia sytu­acji. Na tym pole­ga wyż­szość ana­li­zy sys­te­mo­wej i mode­lo­wa­nia (rozu­mo­wa­nie deduk­cyj­ne) nad pro­stym wycią­ga­niem wnio­sków sta­ty­stycz­nych (rozu­mo­wa­nie induk­cyj­ne). Tu zacy­tu­ję Galileusza: Nagromadzenie danych to nie jest jesz­cze nauka.”

Rynek IT w Polsce wzrośnie do 25 mld zł w 2010 r.

PMR logo

Rynek IT wycho­dzi z kry­zy­su. Jego war­tość wzro­śnie w 2010 r. o ponad 3% do ok. 25 mld zł. W kolej­nym roku moż­li­wy jest już wzrost dwu­cy­fro­wy. Rośnie opty­mizm dostaw­ców roz­wią­zań IT, któ­rzy szans dla roz­wo­ju ryn­ku upa­tru­ją przede wszyst­kim w ogól­nej popra­wie sytu­acji makro­eko­no­micz­nej i we wzro­ście popy­tu z sek­to­ra przedsiębiorstw.

Według naj­now­szych danych fir­my badaw­czej PMR war­tość ryn­ku IT w Polsce w 2009 r. spa­dła do pozio­mu 24,2 mld zł. Dynamika ryn­ku mie­rzo­na w zło­tów­kach była nega­tyw­na i wynio­sła ‑10,1%. Prognozy z pierw­szej poło­wy ubie­głe­go roku zakła­da­ły spa­dek na pozio­mie 8%. W sumie w uję­ciu nomi­nal­nym spo­dzie­wa­li­śmy się, że war­tość pol­skie­go ryn­ku IT będzie o ponad pół miliar­da wyż­sza w 2009 r. Ostatecznie naj­bar­dziej prze­wi­dy­wal­ny oka­zał się spa­dek na ryn­ku sprzę­tu, któ­ry skur­czył się w ubie­głym roku o jed­ną pią­tą. Do widocz­ne­go w 2008 r. wyraź­ne­go spad­ku na ryn­ku kom­pu­te­rów i moni­to­rów, w 2009 r. doszło rów­nież zała­ma­nie na ryn­ku kom­pu­te­rów prze­no­śnych. Mniejszemu popy­to­wi, szcze­gól­nie w I poł. 2009 r., towa­rzy­szył wzrost cen impor­to­wa­ne­go sprzę­tu spo­wo­do­wa­ny nie­ko­rzyst­nym kur­sem dola­ra. Warto pod­kre­ślić, że tego typu zała­ma­nie ryn­ku IT w Polsce jest wyda­rze­niem bez pre­ce­den­su. Wcześniej zda­rza­ły się okre­sy sta­gna­cji, ale spa­dek war­to­ści ryn­ku nie miał miejsca.

Jeśli cho­dzi o struk­tu­rę ryn­ku, to wyraź­nie ewo­lu­uje ona w stro­nę wyż­sze­go udzia­łu w wydat­kach na IT gospo­darstw domo­wych oraz sek­to­ra MŚP. Kryzys tyl­ko tę ten­den­cję umoc­nił. Mimo wszyst­ko, nadal nie­za­gro­żo­na pozo­sta­je pozy­cja przed­się­biorstw dużych, któ­rych inwe­sty­cje w IT mają decy­du­ją­ce zna­cze­nie dla sek­to­ra IT w Polsce.

Niniejsza infor­ma­cja pra­so­wa zosta­ła przy­go­to­wa­na na pod­sta­wie danych zawar­tych w rapor­cie fir­my PMR ?Rynek IT w Polsce 2010. Prognozy roz­wo­ju na lata 2010 – 2014?.

Więcej infor­ma­cji na temat raportu:

Dział Marketingu:

tel. /48/ 12 618 90 00

e‑mail: marketing@pmrcorporate.com

O fir­mie PMR

PMR jest fir­mą badaw­czą, spe­cja­li­zu­ją­cą się w dostar­cza­niu wyso­kiej jako­ści infor­ma­cji ryn­ko­wych oraz usług fir­mom zain­te­re­so­wa­nym kra­ja­mi Europy Środkowo-Wschodniej i inny­mi ryn­ka­mi wscho­dzą­cy­mi. Do głów­nych obsza­rów dzia­łal­no­ści PMR nale­ży wyda­wa­nie publi­ka­cji biz­ne­so­wych (PMR Publications), świad­cze­nie usług kon­sul­tin­go­wych (PMR Consulting) i bada­nia ryn­ku (PMR Research). Obecna na ryn­ku od 1995 roku, ofe­ru­ją­ca naj­wyż­sze mię­dzy­na­ro­do­we stan­dar­dy jako­ści pro­duk­tów i usług oraz posia­da­ją­ca jed­ne z naj­czę­ściej odwie­dza­nych por­ta­li infor­ma­cyj­nych, PMR jest jed­ną z naj­więk­szych firm w swo­jej bran­ży w Europie Środkowo-Wschodniej.

PMR

ul. Supniewskiego 9, 31 – 527 Kraków, Polska

tel. /48/ 12 618 90 00, fax /48/ 12 618 90 08

www​.pmr​cor​po​ra​te​.com

SOA: młot na pakiety zintegrowane ERP

Usługi na sztu­ki czy kom­plek­so­we pakiety

SOA moim zda­niem zagro­zi­ło zin­te­gro­wa­nym sys­te­mom np. ERPII i nie tyl­ko. Pojawiło się świa­teł­ko w tune­lu dla szyb­ko wdra­ża­nych apli­ka­cji na życze­nie z jed­no­cze­sną moż­li­wo­ścią oce­ny ich rentowności.

SOA: usługi na miarę, system jak ulał

Service Oriented Architecture (ang. Architektura Zorientowana na Usługi) to idea two­rze­nia sys­te­mów infor­ma­cyj­nych w posta­ci nie­za­leż­nych kom­po­nen­tów. Każdy kom­po­nent to obiekt ze ści­śle zde­fi­nio­wa­ną funk­cjo­nal­no­ścią. Celem każ­de­go kom­po­nen­tu jest wspar­cie kon­kret­ne­go pro­ce­su biznesowego.

O jakie pro­ce­sy cho­dzi? Tu wagi nabie­ra mode­lo­wa­nie pro­ce­sów zorien­to­wa­ne na pro­duk­ty. Projektowanie tego typu roz­wią­zań wyma­ga mode­lo­wa­nia na kil­ku pozio­mach. Należy wyko­nać model pro­ce­sów śred­nie­go pozio­mu. Jest to model nazy­wa­ny cza­sem mapą pro­ce­sów na dru­gim pozio­mie. Ten poziom obra­zu­je pro­duk­ty ale jesz­cze nie doty­ka szcze­gó­łów wyko­ny­wa­nia czyn­no­ści. Model na tym pozio­mie nazy­wa­ny bywa tak­że wewnętrz­nym łań­cu­chem war­to­ści fir­my. Na tym pozio­mie np. fak­tu­ro­wa­nie (wysta­wie­nie fak­tu­ry) jest to jeden pro­ces koń­czą­cy się pro­duk­tem, któ­rym jest tu faktura.

Gdyby teraz wyma­ga­niem było wspar­cie pro­ce­su fak­tu­ro­wa­nia nale­ża­ło by użyć kom­po­nen­tu Fakturowanie, zasi­lić go dany­mi do fak­tu­ry (dane kon­tra­hen­ta i zwią­za­ne z nim upu­sty i ter­mi­ny płat­no­ści, pro­duk­ty lub usłu­gi oraz ich ceny i wolu­me­ny i inne) by uzy­skać pro­dukt pro­ce­su czy­li fakturę.

Ale o tym jak zin­for­ma­ty­zo­wać tak całą fir­mę w dal­szej części.

Usługi: idea stara jak informatyka

Idea budo­wy apli­ka­cji czy całych sys­te­mów przy­sta­ją­cych do poje­dyn­czych potrzeb nie jest nowo­ścią. Modelowanie pro­ce­sów jest zna­ne od cza­sów poja­wie­nie się meto­do­lo­gii zarzą­dza­nia jako­ścią. Dostępne wcze­śniej tech­no­lo­gie oraz nie­mal­że zupeł­ny brak stan­dar­dów sku­tecz­nie jed­nak unie­moż­li­wia­ły imple­men­ta­cje takich pomysłów.

Metody pro­jek­to­wa­nia apli­ka­cji oraz tech­no­lo­gie ich imple­men­ta­cji były bar­dzo her­me­tycz­ne. Programy były zin­te­gro­wa­ny­mi (nie raz są i w obec­nych cza­sach) wiel­ki­mi zbio­ra­mi wywo­łu­ją­cych się pod­pro­gra­mów ope­ru­ją­cy­mi bez­po­śred­nio na zbio­rach danych. Praktycznie unie­moż­li­wia­ło to jakie­kol­wiek powtór­ne uży­cie jakie­go­kol­wiek frag­men­tu kodu.

Przełomem w tej dzie­dzi­nie było poja­wie­nie się obiek­to­wych metod ana­li­zy oraz spo­pu­la­ry­zo­wa­nie obiek­to­wych języ­ków pro­gra­mo­wa­nia takich jak C++, .NET czy Java. Metody te w połą­cze­niu z doj­rza­łą wie­dzą o mode­lo­wa­niu pro­ce­sów i zarzą­dza­niu zorien­to­wa­nym na pro­ce­sy dały dopie­ro moż­li­wość pro­jek­to­wa­nia i two­rze­nia sys­te­mów zorien­to­wa­nych na usługi.

Czym jest SOA

Przede wszyst­kim nie jest to żad­na tech­no­lo­gia a tyl­ko archi­tek­tu­ra. Mimo tego, że czę­sto sły­szy się opi­sy SOA brzmią­ce jak opi­sy tech­no­lo­gii nie jest nią ona. Nazwał bym tę archi­tek­tu­rę raczej zbio­rem zale­ceń, dobrych prak­tyk, wzor­ców oraz wska­zó­wek do pro­jek­to­wa­nia. Jakich? Droga od opi­su orga­ni­za­cji do imple­men­ta­cji ma kil­ka eta­pów. Każdy z nich to ana­li­za i model kolej­nej warstwy.

Proces two­rze­nia sys­te­mu w archi­tek­tu­rze SOA zaczy­na się od wdro­że­nia w orga­ni­za­cji metod zarzą­dza­nia zorien­to­wa­nych na pro­ce­sy. Podstawą jest zbu­do­wa­nie popraw­ne­go mode­lu pro­ce­sów i zop­ty­ma­li­zo­wa­nie go.

Kolejnym eta­pem jest okre­śle­nie, któ­re pro­ce­sy jaki­mi usłu­ga­mi chce­my wspie­rać. Ten etap powią­za­ny jest z ana­li­zą ren­tow­no­ści pro­jek­tu. Każdy wybór pro­ce­su powi­nien się wią­zać z oce­ną war­to­ści jaką pro­ces wno­si do całe­go łań­cu­cha war­to­ści orga­ni­za­cji, war­tość ta decy­du­je o dopusz­czal­nym kosz­cie imple­men­ta­cji usłu­gi wspie­ra­ją­cej ten proces.

Po doko­na­niu wybo­ru pro­ce­sów, któ­re będzie­my wspie­rać zaso­ba­mi IT przy­stę­pu­je­my do ana­li­zy wyma­gań i pro­jek­to­wa­nia. Ten etap koń­czy się pro­jek­tem archi­tek­tu­ry obiek­to­wej komponentu.

Rysunek 1: Model imple­men­ta­cji archi­tek­tu­ry SOA

Kolejny krok to imple­men­ta­cja. Tu z pomo­cą może przyjść MDA czy­li archi­tek­tu­ra ste­ro­wa­na mode­lem (ang. Model Driven Architecture). MDA to ścież­ka od mode­lu obiek­to­we­go do kodu wyko­ny­wal­ne­go aplikacji.

Opis tego pro­ce­su pozwa­la przy­pusz­czać, że czas od pro­jek­tu do wdro­że­nia może trwać nawet kwar­tał. Jak to się dzieje??

Projektowanie i wdrażanie nowych systemów w standardach

Model biz­ne­so­wy fir­my, infor­ma­cje i dane jakich fir­ma wyma­ga do spraw­ne­go funk­cjo­no­wa­nia to już jeden orga­nizm. Stało się fak­tem, że żad­na fir­ma na ryn­ku już nie będzie w sta­nie kon­ku­ro­wać bez spraw­ne­go zarzą­dza­nia infor­ma­cją. Do zarzą­dza­nia infor­ma­cją i prze­twa­rza­nia danych zaś potrzeb­ne są spraw­nie dzia­ła­ją­ce i przede wszyst­kim łatwe w ich roz­wi­ja­niu sys­te­my. Warunek taki speł­nia­ją obec­nie zorien­to­wa­ne na pro­ce­sy sys­te­my two­rzo­ne w tech­no­lo­giach obiektowych.

Drugi waru­nek spraw­no­ści orga­ni­za­cji to opty­ma­li­za­cja jej wewnętrz­nej wydaj­no­ści. Tu wkra­cza­my dla odmia­ny w zarzą­dza­nie i jego pro­ce­so­wą natu­rę. Postrzegam tu wła­śnie miej­sce dla archi­tek­tu­ry SOA. Firmę i jej miej­sce w ryn­ko­wym łań­cu­chu war­to­ści moż­na, moim zda­niem, jed­no­znacz­nie opi­sać tyl­ko za pomo­cą mode­lu pro­ce­so­we­go zorien­to­wa­ne­go na pro­duk­ty. Zasoby (tu sys­tem IT) potrzeb­ne do reali­za­cji tej stra­te­gii ana­li­zu­je­my i reali­zu­je­my już obiektowo.

Jak już wspo­mnia­no histo­rycz­nie namiast­ką takich opi­sów i ana­liz były pro­ce­du­ry w księ­gach jako­ści ISO. Do peł­nej ana­li­zy wyma­ga­ny jest jed­nak opis (mapa pro­ce­sów) uwzględ­nia­ją­cy cały obraz firmy.

SOA to archi­tek­tu­ra wska­zu­ją­ca natu­ral­ny pro­ces pro­jek­to­wa­nia sys­te­mów IT: model pro­ce­so­wy fir­my (orga­ni­za­cji), ana­li­za pro­ce­sów z per­spek­ty­wy zaso­bów IT jaki­mi mogą być wspie­ra­ne, na bazie tej ana­li­zy powsta­je lista usług na rzecz pro­ce­sów biz­ne­so­wych jakich ocze­ku­je­my od nowe­go systemu.

Następnie w pro­ce­sie ana­li­zy obiek­to­wej usłu­gi te trans­po­no­wa­ne są na model obiek­to­wy przy­szłe­go sys­te­mu IT. Analiza obiek­to­wa powin­na dać jako pro­dukt tak­że opis dzie­dzi­ny sys­te­mu czy­li repre­zen­ta­cję rze­czy­wi­stych obiek­tów w sys­te­mie. Jest to pod­sta­wa mode­lu danych dla powsta­ją­ce­go sys­te­mu. Kolejne eta­py to już pro­jekt obiek­to­we­go pro­gra­mu (apli­ka­cji) i jego implementacja.

Jak widać archi­tek­tu­ra zorien­to­wa­nia na pro­ce­sy to wydaj­na i sku­tecz­na meto­do­lo­gia pro­jek­to­wa­nia, mody­fi­ko­wa­nia i wdra­ża­nia funk­cjo­nal­no­ści w sys­te­mach IT. Jedyne cze­go trze­ba prze­strze­gać to pra­ca od samej góry: model biz­ne­so­wy orga­ni­za­cji, model pro­ce­sów biz­ne­so­wych, struk­tu­ra work­flow (sce­na­riu­sze dzia­łań czy­li wewnętrz­ny opis pro­ce­sów), lista ocze­ki­wa­nych usług sys­te­mu IT i sam sys­tem skła­da­ny z kom­po­nen­tów. Tak to widzę.

Te trzy ele­men­ty: model biz­ne­so­wy, model pro­ce­sów, usłu­gi IT sta­no­wią pew­ną całość. Ubranie opi­su usług w cia­ło to wła­śnie obiek­to­we tech­no­lo­gie w IT, archi­tek­tu­ra SOA i MDA, języ­ki i nota­cje i stan­dar­dy XML, BPEL, BPMN, UML, XMI, obiek­to­we języ­ki programowania.

Co po systemach zintegrowanych

Przewiduję powol­ne odcho­dze­nie od idei sys­te­mów zin­te­gro­wa­nych. Dotychczasowa ich zale­ta czy­li peł­na inte­gra­cja prze­sta­je być zale­tą a sta­je się gar­bem. System zin­te­gro­wa­ny będzie moż­na ?skle­ić? z kom­po­nen­tów róż­nych pro­du­cen­tów. Technologia obiek­to­wa bar­dzo ten pro­ces ułatwiła.

Drugim powo­dem prze­wi­dy­wa­ne­go prze­ze mnie odej­ścia od idei typo­wych sys­te­mów zin­te­gro­wa­nych są ogrom­ne kło­po­ty z oce­ną ren­tow­no­ści wdro­że­nia sys­te­mu ERP. Nie raz jest to po pro­stu wręcz nie­moż­li­we z powo­du bra­ku moż­li­wo­ści oce­ny jakim kosz­tem wspie­ra­my poje­dyn­czy pro­ces biz­ne­so­wy bo trud­no z jed­ne­go ogrom­ne­go sys­te­mu wykro­ić koszt wspar­cia poje­dyn­cze­go pro­ce­su biz­ne­so­we­go. Z tego też powo­du rośnie zain­te­re­so­wa­nie sys­te­ma­mi typu mid­dle­wa­re. Do tej pory były one wyko­rzy­sty­wa­ne rzad­ko i raczej w dużych fir­mach, głów­nie w sek­to­rze finan­so­wym z uwa­gi na ich koszt. Obecnie roz­wią­za­nie to sta­je się coraz popu­lar­niej­sze. Dlatego?

Pojawienie się stan­dar­dów w mode­lo­wa­niu, usta­no­wie­nie mode­lo­wa­nia peł­no­war­to­ścio­wym eta­pem pro­jek­tu (a nie eks­tra­wa­gan­cją), otwie­ra­nie się tech­no­lo­gii, poja­wia­nie się stan­dar­dów wymia­ny meta­da­nych i mode­li toru­ją więc dro­gę do znacz­ne­go obni­że­nia kosz­tów i uspraw­nie­nia two­rze­nia sys­te­mów opar­tych o kom­po­nen­ty. To wszyst­ko powo­du­je, że nie trze­ba jed­ne­go wiel­kie­go sys­te­mu zin­te­gro­wa­ne­go. Wystarczy tak zwa­ny motor pro­ce­sów biz­ne­so­wych i spe­cja­li­zo­wa­ne sys­te­my, mogą one pocho­dzić od róż­nych pro­du­cen­tów i pra­co­wać na róż­nych platformach.

Czyż koniec quasimonopolu dostawców systemów?

No i oka­za­ło sie, że stan­dar­dy spraw­dzo­ne same się bro­nią. Microsoft W BizTalk Server będzie sup­por­to­wał BPEL (Business Proces Execution Language, opar­ty na XML język skryp­to­wy opi­su pro­ce­sów mię­dzy inny­mi w sys­te­mach BPM i work­flow mana­ge­ment uży­wa­ny już mię­dzy inny­mi w nie­któ­rych sys­te­mach CASE). Oracle tak­że ?rozu­mie? BPEL. Modelowanie sta­je się nor­mą a otwar­tość stan­dar­dem. Notacje UML i BPMN sta­ją się stan­dar­dem modelowania.

Co to zna­czy? Moim zda­niem to, że powo­li sta­je się coś o czym pisa­łem swe­go cza­su w jed­nym z moich wcze­śniej­szych arty­ku­łów. Monopolistę zaczę­li doga­niać kon­ku­ren­ci. Monopolista zaczy­na czuć poko­rę: już nie wyzna­cza sam stan­dar­dów de’fac­to (np. for­ma­ty pli­ków doku­men­tów, narzę­dzia pro­gra­mi­stycz­ne, inter­fej­sy komu­ni­ka­cyj­ne). Tracąc powo­li rynek na rzecz roz­wią­zań kon­ku­ren­cji dostrzegł, że to co było prze­wa­gą ryn­ko­wą (zamknię­te roz­wią­za­nia) sta­ło się w dal­szej per­spek­ty­wie hamul­cem. Przyszła pora na otwar­tość i kon­ku­ro­wa­nie jako­ścią a nie szan­taż ponad 80% udzia­łem w ryn­ku (vide współ­pra­ca Microsoft i Novell).

Dostawcy sys­te­mów MRPII/ERP są obec­nie quasi mono­po­li­sta­mi u swo­ich obec­nych klien­tów: jaka­kol­wiek zmia­na funk­cjo­nal­no­ści wyma­ga kon­tak­tu z dostaw­ca sys­te­mu prak­tycz­nie bez moż­li­wo­ści zmia­ny tego sta­nu rze­czy, zakła­da­jąc że nie rezy­gnu­je­my cał­ko­wi­cie z posia­da­ne­go sys­te­mu na korzyść inne­go. System kom­po­nen­to­wy pozba­wi ich tego mono­po­lu. Będzie moż­li­we zaku­pie­nie modu­ły lub poje­dyn­cze­go kom­po­nen­tu i inne­go dostawcy.

Oczekiwane kierunki rozwoju systemów IT

Albo ana­li­za pro­ce­so­wa i obiek­to­wa albo na mar­gi­nes życia. Coraz powszech­niej­sze zro­zu­mie­nie idei zorien­to­wa­nia na pro­ce­sy, inte­ro­pe­ra­cyj­no­ści (w tym zarzą­dza­nie łań­cu­cha­mi dostaw), archi­tek­tu­ry SOA (któ­ra moim zda­niem dosko­na­le się wpa­so­wu­je w meto­dy zarzą­dza­nia zorien­to­wa­ne­go na pro­ce­sy i reor­ga­ni­za­cję w fir­mach) powo­du­je sta­wia­nie takich wyma­gań tak­że dostaw­com roz­wią­zań IT. Te któ­re się do tego nie dosto­su­ją, moim zda­niem odej­dą z rynku.

? Jarosław Żeliński 2007

http://​it​-con​sul​ting​.pl

j.zelinski@it-consulting.pl

Tel.: 608 05 90 20

A016_Pakiety_zintegrowane_ERP_i_SOA

Internet: do kogo dociera? Jak robimy sami sobie krzywdę!

Internet jest czę­sto prze­ce­nia­ny jako medium docie­ra­nia do klien­tów, nośnik reklam czy kanał sprze­da­ży. Piewcami teo­rii o super biz­ne­sie są przede wszyst­kim dostaw­cy roz­wią­zań typu skle­py inte­ne­to­we, twór­cy witryn WWW i innych pro­duk­tów i usług z liter­ką e na począt­ku nazwy. Nie negu­ję tego, że jest to nowo­cze­sna tech­no­lo­gia, że jest ona waż­na w obec­nym świe­cie i że war­to w nią inwe­sto­wać. Pytanie jed­nak brzmi: ile war­to w nią inwe­sto­wać i kie­dy? Czy się spraw­dzi i jak jej użyć żeby się sprawdziła?

Trochę liczb

Wydatki na Internet w Polsce (pry­wat­ni użytkownicy):

śred­nia wydat­ków na Internet 56zł/m‑c
50% bada­nych < 50zł/m‑c
8% bada­nych > 100zł/m‑c
10% bada­nych < 25zł/m‑c

Wśród osób nie mają­cych sta­łe­go łącza 70% nie jest zain­te­re­so­wa­na jego posia­da­niem. Z Internetu ogó­łem korzy­sta 11mln. Polaków w tym w pra­cy ok. 8% czy­li ok. 880 tys. (licz­ba ta się w ostat­nich latach się pra­wie nie zmienia).

Sposób wyko­rzy­sta­nia Internetu przez użyt­kow­ni­ków domowych:

stro­ny WWW 85%
pocz­ta elektroniczna 74%
komu­ni­ka­to­ry (GG, Tlen, inne) 46%
pobie­ra­nie, wysy­ła­nie plików 36%
cza­ty, flir­ty, listy dyskusyjne 26%
pli­ki z muzy­ką i filmami 22%
elek­tro­nicz­ne usłu­gi bankowe 18%
TV, radio 12%
tele­fo­nia inter­ne­to­wa, wideokonferencje 12%
zaku­py 10%

(dane IPSOS opu­bli­ko­wa­ne w Raport TELEINFO 8/2004)

O czym to świadczy?

Widać, że bar­dzo wie­le osób korzy­sta z sie­ci rzad­ko i praw­do­po­dob­nie nie­re­gu­lar­nie. Jeżeli wia­do­mo, że ceny usług dostę­pu do Internetu zarów­no dial-up (ryczał­ty) jak i łączy sta­łych roz­po­czy­na­ją się od ok. 50 – 60zł/m‑c i świa­do­me korzy­sta­nie z dodat­ko­wych usług wią­że się z dodat­ko­wy­mi kosz­ta­mi (kon­to pocz­to­we, ewen­tu­al­ne inne wyku­pio­ne usłu­gi) to ozna­cza to, że sta­ły i aktyw­ny kon­takt z Internetem ma ok. 16% bada­nych (8% w pra­cy i 8% wyda­ją­cych ponad 100zł/m‑c). Mamy więc razem licz­bę rzę­du 1,76mln (ok. 16%) aktyw­nych i świa­do­mych inter­nau­tów mają­cych środ­ki np. na zakupy.

Jak trak­to­wać Internet w biznesie?

Bardzo waż­ne są dwie infor­ma­cje: Internet jest medium bier­nym to zna­czy, że np. nasze stro­ny WWW nie wej­dą” same, do poten­cjal­ne­go odbior­cy, on sam musi na nie tra­fić. Druga: stro­na WWW nie potra­fi się bro­nić przed zarzu­ta­mi. Ta dru­ga cecha jest bar­dzo czę­sto zanie­dby­wa­na. Co ona ozna­cza? Jeżeli zaglą­da­ją­cy na nią czło­wiek cze­goś nie zro­zu­mie lub zro­zu­mie ina­czej niż chciał twór­ca stro­ny odej­dzie z ser­wi­su z wła­sna, nie koniecz­nie przy­chyl­ną dla nas opi­nią my zaś nie mamy na to wpły­wu, wię­cej, nigdy się o tym nie dowiemy.

Dlatego bar­dzo waż­ne jest świa­do­me korzy­sta­nie np. z WWW jako skle­pu inter­ne­to­we­go lub środ­ka komu­ni­ka­cji z ryn­kiem. Bierność tego medium ozna­cza, że nasz ser­wis w naj­lep­szym wypad­ku jest tak sku­tecz­ny jak witry­na skle­pu przy dep­ta­ku, zaj­rzy tyl­ko ten kto prze­cho­dzi obok, kogo zain­te­re­su­je witry­na i tyl­ko wte­dy gdy aku­rat będzie potrze­bo­wał przed­mio­tu jaki zoba­czy. To czy nasz sklep jest przy bocz­nej czy przy ruchli­wej uli­cy zale­ży od inwen­cji w pro­mo­wa­niu stro­ny. Pamiętajmy jed­nak, że sieć jest do bólu libe­ral­na. Reklamy są mało sku­tecz­ne, ponad 80% inter­nau­tów korzy­sta z wyszu­ki­wa­rek do zna­le­zie­nia potrzeb­nych im rze­czy. Wyścigi z pozy­cjo­no­wa­niem stron w wyszu­ki­war­kach nie słab­ną. Dlatego teraz prak­tycz­nie, w przy­pad­ku bier­ne­go podej­ścia do ser­wi­su w sie­ci, liczy się mar­ka oraz bar­dzo dobrze wypo­zy­cjo­no­wa­na niszo­wa strona.

W co inwestować?

Spójrzmy na bada­nie pla­nów inwe­sty­cyj­nych, w co pla­nu­ją inwe­sto­wać zachod­nie firmy :

Usprawnienia obsłu­gi klienta 58%
Rozbudowa dzia­łu sprze­da­ży i marketingu 57%
Rozwój pro­duk­tu 51%
Szkolenie i roz­wój kadr 49%
Rozwój IT 44%
Usprawnienie pro­ce­sów logistycznych 32%
Rozwój pro­ce­sów produkcyjnych 26%
(źr. Economist Intelligence Unit)

Widać, że nastą­pi­ła pew­na jako­ścio­wa zmia­na w sto­sun­ku do wyni­ków ankiet lat poprzed­nich: cele inwe­sty­cji to już nie tyl­ko tech­no­lo­gie ale głow­nie pro­ce­sy biz­ne­so­we w fir­mach. Jest to ogrom­na jako­ścio­wa zmia­na podej­ścia. Tylko nie­ca­ła poło­wa respon­den­tów odpo­wie­dzia­ła, że inwe­stu­je w IT (co by to nie mia­ło zna­czyć). Pozostali mają już kon­kret­ne biz­ne­so­we cele mimo tego, że więk­szość z tych inwe­sty­cji, o ile nie wszyst­kie, i tak wią­żą się z zaku­pem tech­no­lo­gii IT.

Rekomendacje

Podejmowanie jakich­kol­wiek dzia­łań wyrwa­nych z kon­tek­stu całej fir­my do nicze­go nie pro­wa­dzi. Firma mała czy duża zawsze jest pew­nym spój­nym orga­ni­zmem, któ­re­go wszyst­kie ele­men­ty na sie­bie wpły­wa­ją. Dlatego inwe­sty­cje w Internet muszą być ele­men­tem spój­nej poli­ty­ki w fir­mie. Nie wol­no demo­ni­zo­wać mocy Internetu bo jej po pro­stu nie ma. Internet to jed­no z mediów komu­ni­ka­cyj­nych, tyl­ko tyle i aż tyle zara­zem. Podstawowe dwa obsza­ry wyko­rzy­sta­nia Internetu to stro­ny WWW i pocz­ta (ok. 80%) dla­te­go war­to się sku­pić wła­śnie na nich.

Strony WWW: ser­wis inter­ne­to­wy powi­nien być trak­to­wa­ny jako dodat­ko­wy kanał infor­ma­cyj­ny. Nie liczył­bym na to, że sama stro­na WWW, nawet nafa­sze­ro­wa­na baje­ra­mi (któ­re nie­jed­no­krot­nie pogar­sza­ją jej sku­tecz­ność) coś sama zwo­ju­je. Natomiast dobrze przy­go­to­wa­na treść na stro­nie jest bar­dzo sku­tecz­na w sytu­acji gdy sta­no­wi uzu­peł­nie­nie tre­ści mate­ria­łów BTL czy nawet jako miej­sce, w któ­re kie­ru­je­my ludzi z naszych wizy­tó­wek, na któ­rych umiesz­cza­my fir­mo­wy adres WWW. Generalnie na fir­mo­wych stro­nach WWW nie liczy się spe­cjal­nie to jaką mają oglą­dal­ność, bo zawsze będzie ona nie­wiel­ka, liczy się to, któ­re tre­ści wzbu­dza­ją zain­te­re­so­wa­nie u odwie­dza­ją­cych i czy sta­no­wią dla odwie­dza­ją­cych dodat­ko­we dobre źró­dło infor­ma­cji o ofercie.

Poczta elek­tro­nicz­na: Stanowi bar­dzo waż­ne i zara­zem bar­dzo sil­nie (a nie raz nie­do­ce­nia­ne) opi­nio­twór­cze medium. Wiele firm robi sobie sama krzyw­dę, poda­jąc na fir­mo­wej stro­nie adres kon­tak­to­wy ema­il, z któ­re­go nie ma odze­wu. Jeżeli mam kło­po­ty z odpi­sy­wa­niem na takie listy lepiej nie publi­ko­wać takie­go adre­su a np. tyl­ko numer tele­fo­nu. To samo doty­czy indy­wi­du­al­nych adre­sów. Jak poda­je­my wła­sny adres e‑mail to czy­taj­my i odpi­suj­my (niech ktoś czy­ta i odpi­su­je). Żadne tłu­ma­cze­nia nie napra­wią złej opi­nii. Nie raz sły­szę, że mam dużo listów, prze­czy­ta­łem dopie­ro po tygo­dniu” itp. Z ankiet wyni­ka, że brak odpo­wie­dzi na list jest przez klien­tów gene­ral­nie trak­to­wa­ny jako poważ­ne zaniedbanie.

UWAGA! Wiele widu­ję przy­pad­ków, w któ­rych na list wysła­ny na adres kon­tak­to­wy ze stro­ny WWW otrzy­mu­je odpo­wiedź od auto­ma­tu tj. tak zwa­ne­go auto­re­spon­de­ra. Często nawet widać, z któ­re­go sys­te­mu CRM wycho­dzą takie odpo­wie­dzi”. Jest to przy­kład dzia­łań lub sys­te­mu CRM będą­ce­go strza­łem we wła­sne kola­no. Treść odpo­wie­dzi rzad­ko doty­czy pyta­nia (raczej nigdy), odsy­ła­na jest natych­miast z zapo­wie­dzią, ze ktoś się ode­zwie i cisza.….….…. jest to jeden z naj­lep­szych spo­sób na anty­re­kla­mę. Nic nie zastą­pi żywe­go czło­wie­ka, któ­ry uczci­wie odpi­sze i to moż­li­we szyb­ko. Każde inne dzia­ła­nie jest postrze­ga­ne jako lek­ce­wa­że­nie. Tak potrak­to­wa­ny poten­cjal­ny klient raczej już do nas nie wró­ci. Sugeruję uni­ka­nie wszel­kich auto­ma­tów odpi­su­ją­cych cokol­wiek na listy (za wyjąt­kiem: jestem na urlo­pie, w spra­wach służbowych.……)

Jak postę­po­wać? Przede wszyst­kim nale­ży mieć zde­fi­nio­wa­ny model biz­ne­so­wy oraz model pro­ce­sów. Z taką wie­dzą moż­na dopie­ro przy­stę­po­wać do decy­do­wa­nia o tym, któ­re kana­ły komu­ni­ka­cyj­ne jakie mają zna­cze­nie (i czy w ogó­le mają) dla fir­my i dla jako­ści obsłu­gi. Nie wol­no trak­to­wać tech­no­lo­gii jako pro­ce­su bo ona nim nie NIE JEST. Technologia jest tyl­ko zaso­bem w pro­ce­sie biznesowym.