Nieudane wdrożenie wielkiego systemu informatycznego w USA – a co u nas?

Jakiś czas temu pisa­łem o swo­ich prze­my­śle­niach po roz­mo­wie z pew­nym dyrek­to­rem finan­so­wym jed­ne­go z moich klien­tów. Powiedział mię­dzy inny­mi, że albo pro­jekt zosta­nie zre­ali­zo­wa­ny w roku jed­nym budże­to­wym, albo on nie wyda na zgo­dy na jego roz­po­czę­cie. W czym pro­blem? Ano w tym, że przy obec­nym tem­pie zmian na ryn­ku, pro­gno­za wykra­cza­ją­ca w przy­szłość dalej niż rok to wró­że­nie z fusów… Skutek? Jak oce­nić sto­pę zwro­tu z inwe­sty­cji w coś, co jest naj­bar­dziej płyn­nym, podat­nym na zmia­ny wyma­gań, zaso­bem w orga­ni­za­cji, czy­li sys­tem wspo­ma­ga­ją­cy zarzą­dza­nie nią?

Rynek sta­le się roz­wi­ja i doj­rze­wa. Praktycznie każ­da więk­sza fir­ma doświad­czy­ła w jakiejś for­mie wdro­że­nia goto­we­go, dosto­so­wy­wa­ne­go do potrzeb, opro­gra­mo­wa­nia ERP. Warto jed­nak pod­kre­ślić, że idea jed­ne­go ?super sys­te­mu? ERP II, odcho­dzi powo­li do lamu­sa. Moim zda­niem to kwe­stia roku, dwóch. Pierwsze symp­to­my to zale­ce­nia pro­du­cen­tów dużych sys­te­mów: wdra­żać goto­we opro­gra­mo­wa­nie w posta­ci ?goto­wej? tyl­ko tam gdzie pasu­je, obsza­ry spe­cy­ficz­ne dla fir­my opi­sać i zapro­jek­to­wać dla nich dedy­ko­wa­ne roz­wią­za­nie i zin­te­gro­wać. (czy­taj Biznes wycho­dzi z objęć sys­te­mu ? mono­li­tycz­ne­go ERP).

Co z tym zro­bić? Dzielić, jak to mawia­ją nie­któ­rzy kie­row­ni­cy pro­jek­tów: czło­wiek może zjeść nawet sło­nia, jak? Kęs po kęsie. Tak więc duży pro­jekt nale­ży podzie­lić na samo­dziel­ne” pod­sys­te­my, jed­nak ta samo­dziel­ność ma dwa aspek­ty: każ­dy pod­sys­tem musi sam z sie­bie do cze­goś słu­żyć, powi­nien wno­sić war­tość doda­ną. Drugi: każ­dy pro­jek­to­wa­ny pod­sys­tem powi­nien być zapla­no­wa­ny jako poten­cjal­nie samo­dziel­ne narzę­dzie (inwe­sty­cja) na wypa­dek gdy­by pozo­sta­łe nie zosta­ły nigdy wytwo­rzo­ne np. z powo­du zmian na rynku.

Ale o tym pisa­łem wię­cej już wcze­śniej. Kolejnym pro­ble­mem jest nie­ste­ty jakość projektowania:

Według fir­my ana­li­tycz­nej Gartner oko­ło 60 proc. wdro­żeń wiel­kich sys­te­mów infor­ma­tycz­nych koń­czy się klę­ską. Przyczyną jest m.in. nie­umie­jęt­ność prze­ło­że­nia pro­ce­sów dzia­ła­ją­cych w fir­mie na dzia­ła­nie sys­te­mu infor­ma­tycz­ne­go, brak dosta­tecz­ne­go wspar­cia ze stro­ny pra­cow­ni­ków i kie­row­nic­twa fir­my (cza­sem nawet jaw­ny opór), złe przy­go­to­wa­nie wdro­że­nia lub jego pro­wa­dze­nie. (za Serwis Nauka w Polsce – PAP SA).

Jak widać, jakość pro­jek­to­wa­nia jest klu­czem, zresz­tą nie tyl­ko w przy­pad­ków dużych sys­te­mów ale w każ­dym przy­pad­ku. Różnica jest taka, że jeże­li nie­jed­na fir­ma świa­do­mie ryzy­ku­je kil­ka­set tysię­cy rezy­gnu­jąc z eta­pu nie­za­leż­nej ana­li­zy i pro­jek­to­wa­nia war­tej ok. 10 – 20% tej kwo­ty, to podob­ne podej­ście pro­jek­ty war­te milio­nów jest już raczej nieracjonalne…

Po raz kolej­ny już spraw­dza się teza, że wdra­ża­nie jed­ne­go wiel­kie­go ERP inte­gru­ją­ce­go wszyst­ko” jest mrzon­ką… prak­ty­ka poka­zu­je, że kil­ka sys­te­mów dzie­dzi­no­wych, zin­te­gro­wa­nych ze sobą jest po pierw­sze mniej ryzy­kow­ne a po dru­gie, para­dok­sal­nie, tańsze.

Tak więc: jak dostaw­ca duże­go ERP mówi, że duży ERP jest naj­lep­szy to nale­ży to trak­to­wać tak samo jak ofer­tę dostaw­cy duże­go zesta­wu garn­ków ze sta­li nie­rdzew­nej, z któ­rych i tak na co dzień uży­wa­my jed­ne­go a nale­śni­ki i tak robi­my z pomo­cą kupio­nej wcze­śniej dobrej teflo­no­wej patel­ni bo do nale­śni­ków lep­sza a zamia­na jej na nową z nie­rdzew­ki tyl­ko dla­te­go, że ?z kom­ple­tu? prze­czy zdro­we­mu roz­sąd­ko­wi i uży­wa się jej mimo, że pokryw­ka z zesta­wu lek­ko wysta­je ? ale przy­kry­wa bo taki jest jej głów­ny cel (w zasa­dzie tyl­ko nie powin­na być mniej­sza ani zbyt duża). (Nigdy wię­cej ERP w jed­nym kawał­ku!).

Raport z Badania polskich projektów informatycznych 2010

Na stro­nie PMResearch​.pl poja­wi­ło się cie­ka­we bada­nie Raport zawie­ra rezul­ta­ty ana­li­zy 80 sta­ran­nie wyse­lek­cjo­no­wa­nych pro­jek­tów IT. Wyniki pre­zen­tu­je w zwię­zły, syn­te­tycz­ny spo­sób. Pobierz raport (za Informacje o wyni­kach bada­nia pol­skich pro­jek­tów infor­ma­tycz­nych).

Wyniki bada­nia bar­dzo pole­cam, uczą poko­ry. Pytanie moje do auto­rów: jak zde­fi­nio­wa­no meto­dy­kę Agile? Pobieżna nawet bada­nie” zaso­bów w Internecie poka­zu­je, że nie ist­nie­je jed­na defi­ni­cja tego podej­ścia”. Na stro­nie agi​le​ma​ni​fe​sto​.org czytamy:

Wytwarzając opro­gra­mo­wa­nie i poma­ga­jąc innym w tym zakresie,

odkry­wa­my lep­sze spo­so­by wyko­ny­wa­nia tej pracy.

W wyni­ku tych doświad­czeń przedkładamy:

Ludzi i inte­rak­cje ponad pro­ce­sy i narzę­dzia.

Działające opro­gra­mo­wa­nie ponad obszer­ną doku­men­ta­cję.

Współpracę z klien­tem ponad for­mal­ne usta­le­nia.

Reagowanie na zmia­ny ponad podą­ża­nie za pla­nem.

Doceniamy to, co wymie­nio­no po pra­wej stronie,

jed­nak bar­dziej ceni­my to, co po lewej.

Można by odnieść wra­że­nie, że igno­ro­wa­ne jest wszyst­ko co naka­zu­je roz­są­dek (pogru­bie­nie moje). Paradoksalnie, obser­wu­jąc pro­jek­ty, mam wra­że­nie, że zwin­ność jest jed­nak czę­sto ina­czej rozu­mia­na, nie jako igno­ro­wa­nie zło­te­go trój­ką­ta” pro­jek­to­we­go (zakres, ter­min, budżet). Ja w każ­dym razie zawsze pytam: czym jest tu Agile. Niestety sły­szę nie raz, ze tego się nie defi­niu­je”… co wywo­łu­je u mnie odruch nie defi­niu­je się zakre­su pro­jek­tu” a to pro­wa­dzi do wnio­sku, że suk­ce­sem jest sam fakt roz­po­czę­cia projektu…

Inne artykuły na podobny temat

Komentarze

  1. Jacek Rybicki 20 marca 2012 at 07:29

    Nie rozu­miem dla­cze­go zatrzy­mu­jesz się cią­gle na pierw­szej stro­nie agi­le­ma­ni­fe­sto. Agile to nie meto­dy­ka, tyl­ko wła­śnie podej­ście. Ponad” nie zna­czy odrzu­ce­nia pra­wej stro­ny, tyl­ko wzmoc­nie­nie lewej, do tej pory (przed 2001) nie­do­ce­nia­nej. Do tego mani­fest powstał jako uzgod­nio­na część wspól­na wie­lu róż­nych rozwiązań.

    Moje obser­wa­cje są w zgod­ne z Twoimi, orga­ni­za­cje wyko­rzy­stu­ją pla­kiet­kę agi­le, aby zacząć odkry­wać sie­bie na nowo, cza­sem prze­cho­dząc przez etap cha­osu. To nie zna­czy jed­nak, że sama idea jest nieracjonalna.

    • Jarek Żeliński 20 marca 2012 at 09:22

      Dlaczego zatrzy­mu­je się na pierw­szej stro­nie Manifestu? Bo tam nic inne­go już nie ma…:(

      Mi cho­dzi wła­śnie o to, że ten cha­os jest nie­ste­ty naj­czę­ściej spo­ty­ka­ny… po dru­gie z per­spek­ty­wy nabyw­ców odkry­wa­nie” sie­bie przez fir­mę infor­ma­tycz­ną powin­no być kosz­tem tej fir­my a nie kosz­tem kupu­ją­ce­go… Co do Ponad…” w 100% zna­nych mi przy­pad­ków zaskar­że­nia nie­rze­tel­ne­go wyko­naw­cy do sądu, pro­ble­mem był brak opi­su tego co mia­ło powstać dla­te­go więk­szość tych spra­wa koń­czy­ła się nie­ste­ty nie­ko­rzyst­nie dla firm, któ­re wyda­ły swo­je środ­ki i nie otrzy­mu­jąc dzia­ła­ją­ce­go opro­gra­mo­wa­nia. Osławione klient nie wie cze­go chce” to czy­sta mani­pu­la­cja firm deve­lo­per­skich, idąc do leka­rza też nie wiem cze­go chcę” (bo nie wiem na co cho­ru­ję i jakie leki dosta­nę) ale wiem że chcę wyzdro­wieć i lekarz podej­mu­ją­cy się lecze­nia bez badań ana­li­tycz­nych poda­ją­cy leki na pró­bę, może coś zadzia­ła” jest gor­szy od znachora. 

      Postaraj się mnie zro­zu­mieć, pra­wie 100% przy­pad­ków gdy jestem anga­żo­wa­ny (ktoś w koń­cu ma budżet, o ile jesz­cze go ma, na rze­tel­ne ana­li­zy i pro­jek­to­wa­nie) to kra­jo­braz po bitwie o ryn­ko­wej nazwie Agile”, mam pra­wo nie wie­rzyć w sku­tecz­ny chaos”.

      Jeżeli tą ideą nazwie­my to, że każ­dy pro­jekt jest inny, uzna­my za bez­sen­sow­ne two­rze­nie doku­men­tów któ­re w danym przy­pad­ku do nicze­go nie słu­żą ale są two­rzo­ne puste spi­sy tre­ści bo wyma­ga tego jakaś meto­dy­ka”, to ja tak­że jestem za, jestem Agile, ale nigdy nie pomi­nę eta­pu ana­li­zy pro­ble­mu i pro­jek­to­wa­nia roz­wią­za­nia… bo to jak wyjść w góry bez mapy a pro­gno­zę pogo­dy poznać dopie­ro z wła­snej obser­wa­cji… tak się robi raczej godzin­ne spa­ce­ry bli­sko domu.

  2. Jacek Rybicki 20 marca 2012 at 11:32

    Wychodzę z zało­że­nia, że w więk­szo­ści tema­tów zga­dza­my się. Strona mani­fe­stu nie zawie­ra wie­le wię­cej, zakła­dam że umyśl­nie, po to żeby nie wcho­dzić w szcze­gó­ły, któ­re nie do wszyst­kich pasu­ją. Zwróć uwa­gę na kie­ru­nek powsta­nia mani­fe­stu. To nie było tak, że naj­pierw powstał mani­fest, a potem meto­dy pra­cy na nim opar­te. Manifest jest syn­te­zą wnio­sków z wcze­śniej­szych lat doświadczeń.

    Rozumiem, że w Twojej pra­cy zna­jo­mość agi­le może nie być koniecz­na. Jednak możesz użyć takiej wie­dzy jako orę­ża w roz­mo­wie z fir­mą, któ­ra dekla­ru­je robie­nie pro­jek­tów zgod­nie z agile:
    – doma­ga­jąc się trans­pa­ren­cji metod pracy
    – doma­ga­jąc się sta­bil­ne­go pro­ce­su wytwór­cze­go, pozwa­la­ją­ce­go na oce­nę postę­pów pracy
    – ocze­ku­jąc sta­bil­ne­go kosz­tu zmia­ny wpro­wa­dza­nej do systemu
    – ocze­ku­jąc opty­ma­li­za­cji para­me­trów współ­pra­cy, któ­re obie stro­ny uzna­ją za wyma­ga­ją­ce poprawy
    – ocze­ku­jąc moni­to­ro­wa­nia ryzyk i infor­mo­wa­nia szyb­kie­go infor­mo­wa­nia o zagro­że­niach dla celów projektu

    • Jarek Żeliński 20 marca 2012 at 11:36

      O, to jest to co robię i to cze­go ocze­ku­ję :), jeże­li do tego doda­my, że pra­ca ma mieć przed jej roz­po­czę­ciem: budżet, ter­min i zakres to jeste­śmy w domu :). Być może zga­dza­my się w 100% a pro­ble­mem jest to, że sło­wo Agile po pro­tu nie ma defi­ni­cji (mani­fest to nie defi­ni­cja… ale o czymś mówi).

  3. Jacek Rybicki 20 marca 2012 at 13:39

    Praca ma mieć budżet, ter­min i cele. Oraz powin­na być cią­gle moni­to­ro­wa­na pod kątem stop­nia osią­ga­nia celów. Używając Twojej ana­lo­gii z leka­rzem: przy­cho­dzisz nie dla­te­go że wiesz co lekarz ma zro­bić, ale dla­te­go, że wiesz cze­go nie chcesz.

    Jeżeli masz na star­cie zde­fi­nio­wa­ny zakres razem z budże­tem i ter­mi­na­mi, to masz pro­jekt pro­sty albo ska­za­ny na nie­po­wo­dze­nie. Przez pro­sty” rozu­miem też pro­jekt w któ­rym roz­wój opro­ga­mo­wa­nia nie jest głów­nym tema­tem, a trud­no­ści pole­ga­ją na pogo­dze­niu inte­re­sów kil­ku inte­re­sa­riu­szy. Trudny pro­jekt, to taki, któ­ry wiesz jak zro­bić dopie­ro po zakoń­cze­niu, albo dopie­ro po następ­nym projekcie.

    • Jarek Żeliński 20 marca 2012 at 14:02

      Dotknęliśmy pew­ne­go prze­mil­cze­nia: każ­dy nie­try­wial­ny pro­jekt powi­nien mieć dwie fazy: ana­li­za i pro­jek­to­wa­nie (to w sumie pra­ca badaw­cza) zakoń­czo­ne stu­dium wyko­ny­wal­no­ści i imple­men­ta­cja. Faza badaw­cza” jest bar­dzo zwin­na ale też nie pole­ga na tym, że pra­cu­je­my aż skończymy”. 

      Biznesowo:
      1. mam pro­blem, jego roz­wią­za­nie przy­nie­sie fir­mie oszczęd­no­ści milion zł w cią­gu roku, zakła­dam zwrot inwe­sty­cji w cią­gu roku więc budżet to 1 mln., ter­min reali­za­cji 1 rok.
      2. pierw­sze pyta­nie, czy pro­blem da się roz­wią­zać i jak, na to prze­zna­czam 100 tys. powsta­je ana­li­za i pro­jekt (na uzgod­nio­nym pozio­mie abstrakcji)
      3. wyce­niam imple­men­ta­cję (w zało­żo­nym cza­sie), jeże­li jej koszt wykra­cza poza 900 tys, zmie­niam zakres lub cał­ko­wi­cie odrzu­cam projekt.
      4. ryzy­ku­ję 100 tys. ratu­jąc poten­cjal­nie pozo­sta­łe 900 tys. nie podej­mu­je pro­jek­tu uto­pie­nia z nie­zna­nym ryzy­kiem całe­go miliona.

      Biznes ma twar­de regu­ły, nie ma pro­jek­tów zaczy­na­my i zoba­czy­my co wyj­dzie”, tak pra­cu­je co naj­wy­żej dział R&D albo PAN w gran­tach na bada­nia podstawowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

Komentuj i zadawaj pytania autorowi.

Identyfikator *
E-mail *
Witryna internetowa

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.